Do końca roku na pewno nie będzie gotowego projektu ustawy o pomocy frankowiczom ustalił w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Berenda. Całość może więc jeszcze potrwać kilka tygodni, jeśli nie kilka miesięcy.

Zdj. ilustracyjne / Soeren Stache DPA /PAP

Problem leży w połączeniu oczekiwań stowarzyszeń frankowiczów ze stabilnością systemu bankowego. Frankowicze twierdzą, że chcą - jak to nazywają - "odwalutowania" swoich kredytów. Chcą je spłacać tak, jakby od początku były kredytem nie we franku, a w polskim złotym.

Proponują, by objąć ustawą także osoby biorące kredyt na własną działalność gospodarczą.

Kancelaria Prezydenta wie, że dla banków to koszt co najmniej kilkunastu miliardów złotych. Niektóre mogłyby nie przetrwały. Inne musiałyby podnieść opłaty wszystkim klientom, także tym bez kredytów w szwajcarskiej walucie.

Frankowicze proponują więc także pewną pomoc osobom spłacającym kredyty w złotym. Chcą by oprocentowanie kredytów hipotecznych zależało nie od stawki WIBOR (ustalanej przez banki), a od stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego (ustalanej przez Radę Polityki Pieniężnej).

Kancelaria musi więc nieco studzić oczekiwania frankowych kredytobiorców, tak żeby jednak ich nie zrazić.

Równocześnie frankowicze znaleźli sposób na zminimalizowanie szoku finansowego dla banków. Proponują, by koszty przewalutowania kredytów (czy jak mówią „odwalutowania”) były rozliczane nie jednorazowo, a w trybie miesięcznym.

(mpw)