Zwyczaj obchodzenia wigilii Nowego Roku, czyli sylwestra przywędrował do Polski z Włoch dopiero w XIX wieku. Do tego czasu ważniejszy był pierwszy dzień nowego roku. Wtedy na szczęście obsypywano się owsem. Bardzo popularne były również wróżby matrymonialne - te, które dziś wiążemy głównie z Andrzejkami. Nowy Rok to także dzień figli - mówi etnograf, Agnieszka Szepetiuk-Barańska z Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu.

zdj. ilustracyjne /JASON SZENES /PAP/EPA

W Nowy Rok Lano wosk na zimną wodę. Lano ołów lub cynę. Ustawiano buty i sprawdzano, czyj najszybciej wyjdzie za próg. Ta panna, ten kawaler najszybciej wyjdzie za mąż. Nasłuchiwano, z której strony zaszczeka pies. Rzeczywiście był to czas świąteczny i niesamowity. Dla pomyślności pieczono także Szczodraki czy Nowelatka, które były darem i miały zapewnić dobry, rozpoczynający się rok. Dość często była to zapłata dla kolędników - mówi etnograf, Agnieszka Szepetiuk-Barańska z Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu.

W Polsce bale i zabawy sylwestrowe do początku XX wieku należały do rzadkości. Urządzano je głównie w bogatych domach mieszczańskich. Na wsi ten wieczór sylwestrowy był bardzo podobny do wieczoru wigilijnego. Organizowano uroczystą ucztę. To miała być obfita uczta, żeby jedzenia nie zabrakło w nowym roku - dodaje Szepetiuk-Barańska.

Nowy Rok to także czas zabaw i figli. Nawet tych najdziwniejszych. Niektórzy potrafili wciągnąć wóz drabiniasty na dach. Dyszel wsunąć do komina. Nikt na to się nie obrażał – przyznaje etnograf z Wrocławia. Młodzi chłopcy potrafili okno pomalować wapnem czy smołą, by gospodarz nie wiedział, czy na zewnątrz jest jasno czy ciemno.

Gospodarz nie mógł długo spać. Wierzono, że jaki Nowy Rok, taki cały rok. Domownicy sami musieli się jednak obudzić. Trzeba było się również wymyć czystą wodą, by zapewnić sobie pomyślność.

(mpw)