"Moim skojarzeniem odnośnie tego, co się dzieje na Westerplatte dzisiaj i działo się wcześniej jest przede wszystkim praca tysięcy ludzi - jeńców cywilnych i więźniów obozu Stutthof, którzy ten teren uprzątali jako pierwsi" - mówi w rozmowie z RMF FM dr Marcin Owsiński, kierownik działu naukowego Muzeum Stutthof w Sztutowie. W roku 80. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej, opowiadamy o mniej znanej historii Westerplatte, które jest nie tylko miejscem bitwy z września 1939 roku, ale też miejscem cierpienia i śmierci więźniów jednego z podobozów niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady Stutthof.

POSŁUCHAJ ROZMOWY KUBY KAŁUGI

O badaniach szczątków znalezionych na Westerplatte

Kuba Kaługa, RMF FM: W ostatnich dniach i tygodniach sporo mówi się o badaniach archeologicznych, trwających na Westerplatte. Kiedy pan czyta doniesienia medialne, czy obserwuje informacje pojawiające się w związku z odkrywaniem kolejnych szkieletów, być może Obrońców Westerplatte, to co Pan sobie myśli?

dr Marcin Owsiński: Jako historyk pracujący w Muzeum Stutthof i mający kontakt z relacjami świadków i pisanymi przekazami, moim skojarzeniem odnośnie tego, co się dzieje na Westerplatte i dzisiaj, i działo się wcześniej, jest przede wszystkim praca tysięcy ludzi, więźniów, jeńców cywilnych i więźniów obozów Stutthof, którzy faktycznie ten teren sprzątali jako pierwsi, którzy tam byli od 8 września 1939 roku, aż po czerwiec 1941 roku i rzeczywiście zostawili wiele relacji odnośnie sytuacji tego miejsca i jego substancji, bezpośrednio po walkach.

My Westerplatte faktycznie postrzegamy przede wszystkim jako miejsce bohaterskiej obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej, ale jest też ta mniej znana część historii Westerplatte, związana właśnie z podobozem Stutthof.

Ostatnie resztki, zgliszcza jeszcze się dopalały,  kiedy 7 września poddali się obrońcy - polska załoga. Natomiast 8 września weszli tam jeńcy, przyprowadzeni przez Niemców ze szkoły Victoriaschule. Byli to Polacy aresztowani w Gdańsku, w pierwszych godzinach, w pierwszych dniach wojny i oni byli pierwszymi niewolnikami, ludźmi zapędzonymi tam po to, aby te miejsce bitwy uporządkować i zacząć je dokumentować od strony niemieckiej.

A co działo się w kolejnych dniach, do jakich rozmiarów ten podobóz się rozrósł?

Pierwsza grupa, ta z 8 września, to jest około 200 osób z Victoriaschule, tego pierwszego, prowizorycznego więzienia. Następnie, 15 września, doszło do tego około 1200-1500 mieszkańców Gdyni, aresztowanych po upadku miasta, których też przewieziono na Westerplatte. W międzyczasie dowieziono także kolejne kilkaset osób z obozu centralnego w Nowym Porcie, na przeciwko Westerplatte. Tak że w drugiej połowie września, na terenie Westerplatte pracowało około 2 tysięcy Polaków i Żydów z terenu Pomorza, głównie z terenu Gdańska i Gdyni.

To była przede wszystkim ludność cywilna?

Tak, to była ludność cywilna. Między innymi nauczyciele, lekarze... Cala polska inteligencja, którą rzeczywiście ukarano w ten sposób, zaraz po wybuchu wojny. Zamknięto ich w specjalnych więzieniach, separowano, bito, przesłuchiwano, ale też zmuszano do ciężkiej, niewolniczej pracy żeby pokazać im kto jest panem całej sytuacji, żeby odreagować na nich za lata międzywojnia. 

Westerplatte to nie tylko miejsce walki żołnierzy, ale też cierpienia ludności cywilnej?

To jest niewątpliwie miejsce martyrologii i zgodnie z przekazami, które mamy odnośnie pracy tych ludzi, jej charakteru i sposobu w jaki byli traktowani, to w ciągu tych kilkunastu, kilkudziesięciu miesięcy, kiedy tam pracowali, to było rzeczywiście niewolnictwo XX wieku. Motywowane przede wszystkim powodami rasowymi, nienawiścią do polskości i Polaków, powodowane chęcią fizycznej zemsty, w konsekwencji fizycznym znęcaniem się nad tymi ludźmi.

A jaki jest stan badań? Co my wiemy o skali tego cierpienia? Zakładam, że ofiary także się pojawiały, że ci ludzie nie tylko tam pracowali, ale chociażby z racji tego, że była to praca w bardzo ciężkich warunkach, umierali.

Oni rzeczywiście wspominają bardzo często okrutne traktowanie ze strony SS-manów i oficerów, którzy ich nadzorowali. Okrutne traktowanie ze strony młodych ludzi w mundurach - to była służba pracy III Rzeszy lub też pomorskie struktury policyjne. Te służby tam przychodziły, patrzyły, nadzorowały, ale przede wszystkim się nad nimi znęcały. W relacjach więźniów są opisy bicia, maltretowania, zabójstw, których tam dokonywano. Jest i opis egzekucji, której tam dokonano na kilkunastu więźniach wiosną 1940 roku. Jest też opis min, niewypałów, które tam wybuchały, bo ludzie którzy rozbrajali ten teren, chodzili i szukali tych niewypałów, grzebali i usuwali je ręcznie. To jest rzeczywiście opowieść o stałym zagrożeniu życia i o grożącej nieustannie śmierci.

A my wiemy jaka była skala tej śmierci, są badania na ten temat?

Ofiar nikt nie liczył. Egzekucja, o której mówimy to są przekazy mówiące o szesnastu osobach, które rozstrzelano i rzeczywiście nie wiadomo jaki jest ślad, bo nie ma w księdze cmentarnej na Zaspie zapisu odnośnie losu tej grupy, nie zostali oni pochowani. Bo niektórzy, którzy zginęli w Nowym Porcie i pracowali na Westerplatte, byli przenoszeni na ten cmentarz, natomiast ta konkretna grupa nie ma swojego miejsca pochówku, nie jest to w ogóle zidentyfikowane. Z drugiej strony trzeba też pamiętać, że ludzie którzy tam pracowali - mimo, że było ich kilkuset - nie mieli narzędzi do notowania konkretnych dat, liczb i faktów. Oni rzeczywiście zapamiętali te najbardziej traumatyczne wydarzenia, na przykład jak kogoś pobito na śmierć, zakatowano konkretnych ludzi. Natomiast takiej prawdziwej statystyki nikt w tym czasie nie prowadził, a szczególnie nie prowadzili jej Niemcy, którym nie zależało zupełnie na ludziach, których zmuszono do pracy w tym charakterystycznym miejscu.

Zabrzmi to być może brutalnie, ale chyba takie były czasy i taki był świat - nikt się nie liczył z człowiekiem - a tym bardziej nie liczył ludzi... 

Myślę, że my, współcześni, nie zdajemy sobie spawy ze skali nienawiści jaka wówczas panowała. Nienawiści rzeczywiście motywowanej politycznie, rasowo ale też i sterowanej przez państwo. To trzeba powiedzieć: państwo ma bardzo duże narzędzia do oddziaływania na całe społeczeństwo, co pokazuje przykład III Rzeszy, czy komunistycznej, sowieckiej Rosji. Rzeczywiście ideologia XX wieku i sposób jej sączenia, wpływała na całe społeczeństwa i powodowała, że jesienią 1939 roku, w Gdańsku, na Westerplatte, w Nowym Porcie, czy na całym Pomorzu panowała autentyczna nienawiść, która prowadziła często do fizycznej eliminacji tych, których znaliśmy wcześniej, którzy byli naszymi sąsiadami. Mówimy o Niemcach i Polakach, Niemcach którzy byli panami sytuacji i Polkach, których zamieniono w podludzi, poddanych, którzy mieli wykonywać tylko polecenia. Oni rzeczywiście przestali - w oczach swoich panów - wyglądać na ludzi.

Wracając do tego, o czym pan mówił - nie wiemy tak naprawdę co stało się z tymi ludźmi, którzy ginęli na Westerplatte? Mówię oczywiście o osobach, które pracowały w podobozie Stutthof. Nie wiemy ile jest tych ofiar, gdzie zostały pochowane, nie wiemy co się z nimi stało?

Myślę, że nie. W większości znamy los tych ludzi, jeżeli zginęli, nawet jeśli zostali zakatowani na Westerplatte. Oni w tej już końcówce, jesienią, zimą i później wiosną 1940 roku byli cały czas "na stanie" ewidencji obozu w Nowym Porcie. Oni są pochowani na cmentarzu na Zaspie, bo z Nowego Portu na cmentarz na Zaspie wywożono tych, co zmarli. I tam nie będzie adnotacji, że to nastąpiło na przykład na Westerplatte. Oni codziennie rano przepływali przez kanał portowy z Nowego Portu i szli do pracy. To jest kilkuset więźniów. I później wracali. Ci którzy zmarli czy padli w czasie tej pracy wracali tymi łodziami do Nowego Portu i stamtąd ich transportowano na cmentarz. Przez Nowy Port przeszło około 10 tysięcy ludzi, a znamy nazwiska około 200 ofiar tego obozu. I  to nie będzie tylko Westerplatte, ale w ogóle wszystkich którzy przeszli  przez Nowy Port i rzeczywiście trafili tam w ten nieludzki system i te nieludzkie traktowanie. Mówimy o kilkuset osobach z samego Nowego Portu, które są pochowane w cmentarzu na zaspie

Ale jak rozumiem, relacje świadków historycznych, relacje świadków tamtych wydarzeń mówią też o tym też, że były takie przypadki, że ludzie na Westerplatte właśnie umierali i tam byli grzebani? 

Tak. To było. Natomiast odnośnie tej jednej rzeczywiście egzekucji. W relacjach to się pojawia, ponieważ ta egzekucja jest przez kilku osób wspominana. Egzekucja 16 osób, kiedy rzeczywiście ich odprowadzono na bok i rozstrzelano. To byli słabsi, już nienadążający z pracą. Rzeczywiście SS-mani wrócili sami i tych ciał też więźniowie z powrotem nie transportowali do obozu. Nie wiadomo rzeczywiście, gdzie to miało miejsce 

Nie można, jak rozumiem, wykluczyć, że oni zostali pochowani właśnie na Westerplatte?

Nie można. Z tych relacji wynikałoby, że rzeczywiście gdzieś jeszcze na tym terenie może być zbiorowa mogiła takich osób. Oczywiście nie można tego powiedzieć ze stuprocentową pewnością, natomiast relacje i fakty są takie, że po tych ludziach nie mamy żadnego śladu, a stało się to rzeczywiście tam. Na Westerplatte

Jak pokazują te wydarzenia z ostatnich miesięcy, od których zaczęliśmy, ten teren cały czas jest badany, bo nigdy nie był tak w stu procentach sprawdzony...

To pokazuje rozwój badan z jednej strony, rozwój pewnej ciekawości, ale z drugiej strony także nasze możliwości techniczne dzisiaj. Bo myślę, że jeśli jeńcy po 8 września, po kapitulacji Westerplatte, poszli tam, żeby to sprzątać, to oni nie tylko rozbierali te zabudowania, niwelowali teren, ale także myślę, że uprzątali ten teren pod kątem fizycznym. Czyli szukali tych ciał czy kawałków ciał, bo wiemy że to są też ofiary bombardowania, którzy zginęli w jednej z wartowni, bo wybuchła tam bomba. Ale myślę, że fizycznie to rzeczywiście ci jeńcy, do lejów po bombie czy do jakiś prowizorycznych grobów rzeczywiście te ciała składali i je zasypywali i niwelowali teren i z tej perspektywy rzeczywiście oni też byli świadkami tego wszystkiego. Natomiast po tylu latach trudno już trafić do bezpośrednich światków, bo oni faktycznie już odeszli.

Czy w pana ocenie powinno nastąpić upamiętnienie cywilnych ofiar Westerplatte czy po prostu ofiar podobozu Stutthofu, który na Westerplatte funkcjonował?

Myślę, że jest to tylko, nie powiem, że pewnością, ale kwestią czasu. Bo wydaje mi się, że nasze pokolenie też definiuje swoją pamięć w jakiś sposób. Myślą i życzeniem mojego muzeum, Muzeum Stutthof, ale też i wspólnym takim, byłoby rzeczywiście, żeby jeszcze raz napisać trochę szerzej o tym. O tych wydarzeniach i o tym okresie, bo mówimy o czasie od 8 września 1939 roku do połowy czerwca 1941. Na tym miejscu pracowało kilka tysięcy, którzy cały czas porządkowali ten teren. Warto też pamiętać, że to, co ci ludzie robili, czyli rozbieranie tych zabudowań, muru między innymi czy kuchni, wartowni itd., to wszystko później służyło do budowy obozu Stutthof i to jest też bardzo ciekawym połączeniem w ogóle tych dwóch miejsc. Że więźniowie obozu Stutthof rozbierali teren Westerplatte, po to żeby Stutthof w ogóle funkcjonował i był budowany. Bo on był budowany praktycznie od zera, od małej polany w lesie, od 2 września 1939 roku. To są naczynia połączone, a pamięć myślę, że powinna być wspólna. Bo to są rzeczywiście jedni i ci sami ludzie, którzy byli tu i tam.

Opracowanie: