"Miliard dolarów dla bez mała 40-milionowego państwa, które awansowało do 20 najbogatszych krajów świata, to znowu nie jest jakaś niebotyczna suma" - powiedział Joachim Brudziński, który był Gościem Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Europoseł i wiceprezes PiS stwierdził, pytany, czy Polska powinna dołączyć do Rady Pokoju Donalda Trumpa, że "nie stać nas na prowadzenie polityki dziadowskiej".
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video
W czwartkowym wywiadzie dla telewizji Fox News Donald Trump powiedział, że Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały pomocy NATO i "nigdy tak naprawdę o nic nie prosiły" sojuszników. Wiecie, powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobili. Pozostali trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu - dodał amerykański przywódca.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
W trwającej blisko 20 lat misji w Afganistanie wzięły udział wojska m.in. Polski. Zginęło ponad 3500 żołnierzy koalicji, najwięcej z nich - blisko 2500 - było Amerykanami. W Afganistanie poległo też 43 polskich żołnierzy i jeden pracownik cywilny. Nie dziwi zatem, że słowa amerykańskiego prezydenta wywołały burzę w Polsce.
Głos w sprawie zabrał również Joachim Brudziński, europoseł i wiceprezes PiS, który był Gościem Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Zawsze każdego polskiego patriotę powinno oburzać, jeżeli ktoś w sposób niesprawiedliwy, a mówiąc wprost - niemądry i nieprawdziwy, próbuje dezawuować bohaterstwo (Polaków) - stwierdził.
Pytany, czy amerykański prezydent obraził Polaków, polityk przywołał wczorajsze słowa Jarosława Kaczyńskiego, który podczas wystąpienia w Sejmie powiedział, że Donald Trump czasami szybciej mówi niż myśli. Dobrze, że była szybka reakcja polskiego prezydenta. Dobrze, że ludzie, którzy na co dzień narażali swoje życie w Afganistanie (...) w tej sprawie zabrali głos - dodał Joachim Brudziński, odnosząc się m.in. do wczorajszego wpisu Karola Nawrockiego.
Na uwagę prowadzącego rozmowę, że polscy internauci domagają się jednak ostrzejszej reakcji, europoseł PiS stwierdził, że "polityki międzynarodowej nie prowadzi się poprzez analizę trendów w social mediach". Gość Krzysztofa Ziemca jest zdania, że u prezydenta USA nastąpi refleksja. Nie wie natomiast, czy gospodarz Białego Domu przeprosi Polaków.
W rozmowie padło również pytanie o Radę Pokoju, zainaugurowaną w czwartek w szwajcarskim Davos przez Donalda Trumpa. Państwa członkowskie mają być wybierane przez prezydenta USA na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą miliard dolarów w gotówce za stałe członkostwo.
W piątek wieczorem minister finansów i gospodarki Andrzej Domański powiedział, że w budżecie na 2026 rok nie ma 1 miliarda dolarów wymaganych do zostania stałym członkiem Rady Pokoju. Joachim Brudziński nie zgadza się z szefem resortu finansów.
Miliard dolarów dla bez mała 40-milionowego państwa, które awansowało do 20 najbogatszych krajów świata, to znowu nie jest jakaś niebotyczna suma - powiedział. Stwierdził, krytykując podejście obecnych władz, że "nie stać nas na prowadzenie polityki dziadowskiej". Niestety, prawda jest taka, że ilekroć premierem jest premier dziadowski, wtedy jest dziadowska polityka - dodał.
Należy wstąpić (do Rady Pokoju). Moim zdaniem należy być przy stole. Lepiej być przy stole, niż prowadzić politykę dziadowską na zasadzie "piniendzy ni ma i nie będzie" - mówił.
W rozmowie poruszono również wątek wewnętrznej polityki. Krzysztof Ziemiec zapytał swojego gościa o pojawiające się w przestrzeni publicznej nazwiska potencjalnych kandydatów Prawa i Sprawiedliwości na stanowisko premiera. Joachim Brudziński zaznaczył, że obecnie należy się skupić na przygotowaniu do wyborów parlamentarnych, a nie na kwestiach personalnych.
Premierem powinien zostać przedstawiciel tej partii, która wygra wybory. Do wyborów pozostały dwa lata, więc te wszystkie niezdrowe podniecenia u niektórych moich kolegów traktuję z lekkim przymrużeniem oka. Dwa lata do wyborów - skupmy się na tym, żeby te wybory wygrać, a przestańmy opowiadać, kto będzie premierem - powiedział.
Pytany o Mateusza Morawieckiego, europoseł i wiceprezes PiS odniósł się do okresu jego urzędowania na stanowisku szefa rządu. Premier Mateusz Morawiecki został zweryfikowany jako premier (...) bardzo pozytywnie. Te osiem lat rządów pokazało, że był jednym z najlepszych polskich premierów po ’89 roku w rozumieniu gospodarki i światowych trendów - mówił.
Pytany o potencjalną sukcesję w partii, stwierdził, że Jarosław Kaczyński pełni centralną rolę w utrzymaniu spójności ugrupowania. Jeżeliby dzisiaj zabrakło Jarosława Kaczyńskiego, to ten projekt polityczny, jakim jest Prawo i Sprawiedliwość, rozlazłby się jak stare gacie. Dzisiaj jedynym gwarantem spoistości naszego środowiska politycznego jest Jarosław Kaczyński - powiedział, dodająć, że ewentualna zmiana lidera spowodowałaby bardzo "silne tąpnięcie" w partii.
Krzysztof Ziemiec dopytywał o widoczne w przestrzeni medialnej spory pomiędzy różnymi środowiskami wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Joachim Brudziński przyznał, że partie polityczne skupiają ludzi o różnych ambicjach i oczekiwaniach, co generuje napięcia.
Partia polityczna to zbiór ludzi, których z jednej strony łączy wspólna idea, wspólny program, ale też jest to zbiór ludzi o określonych ambicjach i interesach politycznych. Politycy są naładowani takim politycznym, partyjnym testosteronem i ten testosteron czasami się ulewa. Jeżeli przeciwnika widzimy tam, gdzie on naprawdę jest, a nie zaczynamy szukać go we własnych szeregach, wtedy ten testosteron przynosi dobre efekty - mówił.
Jednocześnie przestrzegł przed eskalacją konfliktów wewnętrznych. Jeżeli zaczynamy się nawalać wewnątrz własnego środowiska politycznego, to kończy się tak, jak się na ogół kończy, czyli przegramy. Zawsze jak się jest w opozycji, te emocje należy umiejętnie kanalizować. Mam pełne zaufanie do Jarosława Kaczyńskiego - poradzimy sobie również z tą nadmierną ekspresją moich kolegów i koleżanek - dodał.
W rozmowie pojawiła się również kwestia relacji między rządem a Pałacem Prezydenckim oraz możliwych zmian w kluczowych placówkach dyplomatycznych, w tym w Stanach Zjednoczonych. Gość Krzysztofa Ziemca wyraził sceptycyzm wobec możliwości trwałej współpracy obecnego rządu z prezydentem w obszarze polityki zagranicznej.
Mi łaska wiary w to, że Donald Tusk z tym swoim ministrem spraw zagranicznych będą dążyli do dobrej współpracy z prezydentem, niestety dana nie jest. Nie wierzę w to, że dążą do porozumienia z prezydentem - powiedział.
Odnosząc się do spekulacji o zmianie ambasadora w USA, wskazał, że dla niego "przełomem byłaby sytuacja, gdyby na stanowisko ambasadora w Stanach Zjednoczonych wrócił Marek Magierowski". Albo gdyby ambasadorem został Adam Bielan, który ma znakomite relacje wśród republikanów - dodał.
W rozmowie wrócił też temat Ukrainy i jej relacji z Polską w kontekście wojny z Rosją oraz aspiracji europejskich. Joachim Brudziński podkreślił, że wsparcie dla Ukrainy pozostaje istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski.
Mamy polski obowiązek, bo to w polskim interesie bezpieczeństwa jest wspieranie Ukrainy w walce z putinowskimi siepaczami. Ale mamy też swój rachunek krzywd z naszym ukraińskim sąsiadem. To, że chcemy wspierać Ukrainę w wojnie z Putinem, nie oznacza, że resetujemy wszystko, co nas dzisiaj z Ukrainą dzieli - mówił.
Jednocześnie zwrócił uwagę na warunki ewentualnego członkostwa Ukrainy w UE. Żeby Ukraina wstąpiła do Unii Europejskiej, musi spełniać określone standardy i warunki. Zawsze rozszerzenie UE trzeba analizować przez pryzmat naszych narodowych interesów. Nie sądzę, żeby to przede wszystkim było dzisiaj w interesie Rzeczpospolitej - stwierdził.