Ostatnio zwolennicy przegranej opcji politycznej nad Wisłą wieszają psy na premierze Węgier. ​Niedawno w czołowym telewizyjnym programie informacyjnym obejrzałem wyjątkowo bezmyślny materiał o tym, że Viktor Orban to główny sojusznik Putina w Europie.

Władimir Putin /PAP/EPA/YURI KOCHETKOV /

Wcześniej niektórzy z publicystów grzmieli, że z prezydentem Rosji nie można rozmawiać, że to obrzydliwe, iż Orban jedzie do Moskwy. Cel tych manipulacji i nieprawd jest jeden: trzeba bić obecną władzę.

Dlatego o Orbanie i Budapeszcie tak często mówią - z reguły nieprawdę - dziennikarze lewicowo-liberalni, a mówiąc wprost zwolennicy poprzednich rządów. Mają pecha, bo właśnie dziś płynie do Rosji sygnał z Francji, że sankcje wobec Moskwy mogą zostać zniesione już latem. Czy w Paryżu - zapytam retorycznie - też rządzi Orban?

Zawsze zastanawiała mnie ignorancja większości wypowiadających się na temat Rosji, bo Władimir Putin tylko raz - po zajęciu Krymu - został zignorowany, było to podczas szczytu G20 w Australii. Potem już rozmawiali z nim wszyscy. Pielgrzymował do niego i francuski prezydent, i Angela Merkel. Sekretarz Stanu John Kerry fatygował się nawet do rezydencji Putina w Soczi. Do Moskwy latał premier Grecji. Także Obama nie unika już rozmów z Putinem. Nie wspomnę o dziesiątkach rozmów telefonicznych przeprowadzanych przez europejskich przywódców z rosyjskim prezydentem. Orban nie jest tu żadnym wyjątkiem, dba o interesy swojego kraju, tak jak dbają firmy austriackie, niemieckie, francuskie i włoskie zainteresowane Nord Stream 2. Na tym projekcie najwięcej zarobią Niemcy, bo staną się gazowym hubem Europy.

Prawdziwych sojuszników ma Putin w Europie znacznie więcej, to nie tylko kręgi biznesowe w Europie, to także Romano Prodi, były szef Komisji Europejskiej, to były premier Włoch i przyjaciel Władimira Władimirowicza - Silvio Berlusconi, ale także obecny premier Włoch. Otwartym sojusznikiem Putina jest wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel. Od rusofilów roi się we Francji, na Słowacji i w Czechach. 

Piętnowanie Orbana jest więc przejawem kompletnej ignorancji. Węgierskiemu premierowi interesy z Moskwą są potrzebne do utrzymania silnej pozycji wobec Brukseli. Lawiruje zręcznie i tak naprawdę robi to samo, co Paryż i Berlin.

Jest za to grupa krajów, które Rosja ignoruje: to kraje bałtyckie, Polska i Szwecja, bo już z Finlandią trwa ciepły dialog. Nikt w Polsce nie zauważył, że Putin ani razu nie spotkał się z "królem Europy" Donaldem Tuskiem, chociaż z jego poprzednikiem Moskwa miała częste kontakty. Unika Tuska nawet na międzynarodowych konferencjach, jak ta klimatyczna w Paryżu. To Moskwa odsunęła Radosława Sikorskiego i Polskę od spraw Ukrainy i nie zdziwiłbym się, że jeżeli latem nie zostaną przedłużone sankcje wobec Rosji i Moskwa zniesie embargo na żywność z Unii, to natychmiast jej służby sanitarne znajdą tysiąc powodów, by zablokować polskie mięso, warzywa i owoce.

(mal)