"Tak, jest takie niebezpieczeństwo, choć moim zdaniem o wiele gorsze jest bankructwo moralne" - mówi w Porannej rozmowie w RMF FM ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski pytany o to, czy Kościół nie zbankrutuje od pozwów o odszkodowania od ofiar molestowania seksualnego. "Siłą Kościoła nie jest majątek czy nieruchomości czy konta bankowe, ale wiarygodność, uczciwość i przede wszystkim wierność ewangelii. Dziś jesteśmy świadkami, że dorobek wielu pokoleń uczciwych księży, ludzi świeckich jest niszczony przez nieumiejętność rozwiązywania trudnych spraw" - dodaje gość Roberta Mazurka.

To rzecz karygodna, sprzeczne z wszelkimi zasadami ewangelicznymi i z wieloma decyzjami trzech papieży, począwszy od Jana Pawła II. (...) Myślę, że osoby żyjące, które są za to odpowiedzialne - powinny złożyć dymisje - mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski pytany o milczenie duchownych wokół głośnej sprawy księdza-pedofila Andrzeja Dymera. 

Dopytywany, czy do dymisji powinien podać się arcybiskup metropolita szczecińsko-kamieński Andrzej Dzięga, gość Roberta Mazurka odpowiada: Tak, oczywiście. (...) Ale myślę, że to dotyczy nie tylko arcybiskupa Dzięgi, skądinąd człowieka, który ma też dużo pozytywnych cech, ale też pewnej mentalności, która jest w Episkopacie, żeby tuszować te sprawy. Dam przykład sprawy arcybiskupa Paetza, której od 20 lat Episkopat Polski nie chce wyjaśnić.

Ks. Isakowicz-Zaleski: Władze kościelne prosiły posłów PiS, by głosowali przeciwko mnie. Sygnał wyszedł z Krakowa

Nie jest tajemnicą, że - nazwijmy to tak najdelikatniej - władze kościelne prosiły posłów PiS o to, żeby głosować przeciwko mojej kandydaturze (do państwowej komisji ds. pedofilii - red.) - stwierdził gość Porannej rozmowy w RMF FM ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Sygnał wyszedł z Krakowa - dodał. Lepszego przykład niż przykład krakowski, zblatowania władz kościelnych z władzami PiS, co widać na każdym kroku, to nie wiem, czy jest potrzebny bardziej jaskrawy przykład - ocenił. Duchowny powiedział, że "władze kościelne wykorzystują powiązania z władzami państwowymi, żeby zablokować pewne rzeczy". W jego ocenie utrudnia to rozliczanie grzechów Kościoła, takich jak pedofilia i współpraca z aparatem bezpieczeństwa PRL. 

Ks. Isakowicz-Zaleski mówił o ofiarach molestowania seksualnego przez duchownych. To jest duża grupa. Czasami jestem bezradny, bo nie za bardzo wiem, jak mogę im pomóc - stwierdził. Będą pozwy - zadeklarował, choć według niego "najbardziej dramatyczna jest sytuacja duchowa" ofiar. Są to ludzie na ogół bardzo głęboko wierzący, wywodzący się ze środowisk religijnych, którzy zostali skrzywdzeni dwukrotnie. Raz, że sprawca tak działał, (...) natomiast również spotykali się również z murem niechęci. Odsyłano ich od Annasza do Kajfasza, dostają pisma od władz kościelnych, z których nic nie wynika - powiedział. Jak ocenił gość RMF FM, liczba tych spraw "jest ogromna".

Robert Mazurek, RMF FM: Czy Kościół nie zbankrutuje pod ciężarem pozwów? Patrzymy na to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych. Archidiecezja Portland, diecezje w Harrisburgu, wiele parafii ogłosiło już bankructwo z powodu odszkodowań, które muszą płacić, słusznie zresztą, ofiarom pedofilii w sutannach.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski:  Tak, niestety jest takie niebezpieczeństwo, z tym że moim zdaniem o wiele gorsze jest bankructwo moralne, dlatego że siłą Kościoła nie jest majątek i różnego rodzaju nieruchomości czy konta bankowe, ale siłą jest wiarygodność, uczciwość, i przede wszystkim wierność Ewangelii. Dzisiaj jesteśmy świadkami, że ten dorobek wielu pokoleń uczciwych księży, ludzi świeckich, no jest... Można powiedzieć niszczony przez nieumiejętność rozwiązywania trudnych spraw.

To jest chyba coś więcej niż nieumiejętność. Tak, ma ksiądz rację. Te trudne sprawy zawsze będą. Ale to jest coś więcej niż nieumiejętność, kiedy słyszymy o księdzu Andrzeju Dymerze, nieżyjącym od tygodnia księdzu, o którym przez dwadzieścia parę lat wiedziano, że jest pedofilem, nie wchodząc w drobny sformułowania - "pedofilem", "efebofilem", to wszystko nieważne. Molestował chłopców, molestował nieletnich chłopców, którzy byli mu oddani pod opiekę. I wiedziało o tym trzech biskupów szczecińskich, wiedział o tym jeszcze arcybiskup gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. I nic nie zrobili. Jeden z nich napisał notatkę.

No to jest rzecz karygodna, to jest sprzeczne z wszelkimi zasadami ewangelicznymi, ale także z wieloma decyzjami trzech kolejnych papieży, począwszy od papieża Jana Pawła II. Więc tutaj mamy do czynienia z karygodnym działaniem. I myślę, że osoby żyjące, które są za to odpowiedzialne, powinny złożyć w tej chwili dymisję i nawet nie ma co dyskutować na ten temat.

Osobą żyjącą i odpowiedzialną za to jest bez wątpienia ksiądz arcybiskup Andrzej Dzięga. To jest biskup szczeciński. On powinien się podać do dymisji?

Tak, oczywiście. Również dlatego, że w tej chwili rozpoczyna się proces w Sandomierzu, gdzie był biskupem, będzie przesłuchiwany w prokuraturze, gdzie była identyczna sytuacja, że zatuszowano te sprawy. Ale myślę, że to nie tylko dotyczy arcybiskupa Andrzeja Dzięgi, skądinąd człowieka, który ma dużo też pozytywnych cech, ale myślę o pewnej mentalności, która jest w Episkopacie nadal obecna, żeby tuszować te sprawy, niezależnie od tego, czy to jest pedofilia, czy inne negatywne działania. Dam przykład sprawy arcybiskupa Paetza, który od 20 lat... Episkopat Polski nie chce wyjaśnić, co więcej, żyją nadal ofiary nieżyjącego już arcybiskupa.

Dlaczego w takim razie, dlaczego po tylu latach, po kolejnych apelach kolejnych papieży, od Jana Pawła, Benedykta, Franciszka, nic się w tej sprawie nie zmienia. Mam takie poczucie, że wszyscy mówią, że "walczymy z pedofilią". I tak bardzo walczą, że tak naprawdę walczą głównie z tym, żeby ona nie została ujawniona.

Ale to nie chodzi tylko o pedofilię. 15 lat temu był ogromny problem lustracji w Kościele. Przecież pan redaktor pamięta, że po wywiadzie, którego udzieliłem panu redaktorowi, zostałem zakneblowany przez kardynała Stanisława Dziwisza, który świetnie wiedział o tym, kogo ta lustracja dotyczy. Jego kolegów. I uznał, że ważniejsi są jego koledzy i znajomi, niż prawda o czasach komunizmu. Natomiast w wypadku lustracji podłożem bardzo silnym były skandale obyczajowe.