To Powiatowy Inspektor Sanitarny powinien szczególnie przyjrzeć się sytuacji w strefach czerwonych - tak szef MEN Dariusz Piontkowski odpowiadał w Porannej rozmowie w RMF FM na pytanie, czy jutro w tych strefach powinien normalnie ruszyć rok szkolny. Minister podkreślił, że sytuacja epidemiczna jest zmienna, dlatego to taki inspektor może zdecydować o przejściu na nauczanie hybrydowe lub w systemie zdalnym. Gość Roberta Mazurka zapewnił, że w przytłaczającej większości szkół uczniowie wrócą na lekcje prowadzone w placówkach.

To jest decyzja ministra zdrowia, ale będziemy o tym jeszcze rozmawiali - tak minister edukacji odpowiedział na pytanie Roberta Mazurka o to, czy rząd zapewni darmowe szczepionki na grypę dla nauczycieli. W Porannej rozmowie w RMF FM Dariusz Piontkowski ocenił, że rząd "ma dużo do zaproponowania, dba także o nauczycieli". Jest to jedna z wielu grup zawodowych, o które się troszczymy. Staramy się doceniać tę grupę zawodową - przekonywał. Dopytywany przez prowadzącego, czy w obawie przed koronawirusem nauczyciele nie "uciekają" na roczne urlopy na poratowanie zdrowia, Piontkowski stwierdził, że "na razie takich sygnałów nie ma". Zastrzegł jednocześnie, że "co roku jest grupa nauczycieli, która korzysta z urlopów zdrowotnych z różnych powodów i z powodu różnych chorób". 

W rozmowie poruszyliśmy także temat podwyżek dla nauczycieli. 6 procent to także jest realna podwyżka - ocenił dotychczasową skalę wzrostu wynagrodzeń minister edukacji. Niewiele grup zawodowych w tym roku miało podwyżkę, a część miała obniżkę płac. Udało się utrzymać zobowiązanie, które podjęliśmy jeszcze w tamtym roku. Pan premier i minister finansów potwierdził, że te pieniądze nadal są w budżecie - zadeklarował. Jak przekonywał gość RMF FM, po raz pierwszy "wynagrodzenie nauczyciela dyplomowanego będzie wynosiło ponad 4 tysiące złotych".

Polacy obalali komunizm, do Solidarności zapisało się 10 mln ludzi, masowość tego ruchu doprowadziła do tego, że można było komunizm obalić - tak minister Piontkowski odpowiadał na pytanie, kto obalał komunizm. Dopytywany o postać Lecha Wałęsy, szef MEN stwierdził: "Lech Wałęsa jest postacią ewidentnie związaną z Solidarności, nikt nie zamierza go wymazywać, to postać, która przeszła do historii Polski". Gość Roberta Mazurka stwierdził, że podczas lekcji historii należy uczniów uczyć zarówno o tym, że Wałęsa był twarzą Solidarności, jak i o tym, że był agentem.  

Poniżej treść rozmowy:

Dzisiaj czterdziesta rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. Dla wielu z naszych słuchaczy, zwłaszcza tych młodszych, to jest równie odległe jak powstanie styczniowe. Co pan, nauczyciel historii, powiedziałby uczniom, którzy zadali panu krótkie pytanie: Panie profesorze, dlaczego to ważne było?

To było ważne, ponieważ dzięki tym ludziom udało się w Polsce ostatecznie obalić komunizm. Co prawda jeszcze nie w roku osiemdziesiątym, ale 10 lat później, Polacy odzyskali wolność, odzyskaliśmy wolną, suwerenną Polskę.

A kto w takim razie ten komunizm obalał? Co historyk, nauczyciel, Dariusz Piątkowski powiedziałby uczniom na pytanie o Lecha Wałęsę?

Polacy obalali komunizm, bo przypomnę, że do Solidarności zapisało się 10 000 000 ludzi. Nigdy jeszcze nie było w historii Polski tak masowego ruchu i to masowość tego ruchu doprowadziła do tego, że można było obalić komunizm, chociaż nie bez przeszkód, bo po drodze był przecież stan wojenny. I kilka kolejnych lat, które mało sympatycznie i ja, ale pewnie i pan, wspominamy, bo nie był to sympatyczny okres w dziejach Polski.

Tak a propos - pan miał wtedy, w sierpniu 1980 roku 16 lat. Co pan z tego czasu pamięta?

Mieszkałem w niewielkiej miejscowości, z dala od głównych centrów przemysłowych. Do nas raczej docierały informacje o tym, co dzieje się w wielkich miastach. Informacje o strajkach pokazywały, że coś zaczyna się w Polsce zmieniać. Pamiętam, że wtedy nie było zbyt bogato także u mnie. Ja jestem z kilkuosobowej rodziny, mam kilkoro rodzeństwa, także wielkiego majątku u nas nie było. A potem zaczęły się problemy z zaopatrzeniem, to były takie elementy, które pamięta pewnie każdy z tamtego okresu. No i ten okres  - biuletyny, Tygodnik Solidarność, rzeczy wcześniej nie do pomyślenia.

Ale umknął pan od odpowiedzi na pytanie Lecha Wałęsę.

Lech Wałęsa jest postacią ewidentnie związaną z Solidarnością. Nikt nie zamierza go wymazywać. To jest postać, która przeszła do historii Polski.

A opowiadałby pan uczniom o tym, że był agentem, czy raczej koncentrowałby się pan na tym, że był jednym z twórców i twarzą wielkiego ruchu Solidarności?

Trzeba mówić i o jednym, i o drugim.

Uczniowie wracają do szkół jutro i pojutrze. Zwłaszcza ci, którzy są zdrowi, bo niektórzy są w szpitalach. Pozdrawiamy wszystkich tych, którzy zostali tam -  wiem, o czym mówię. Ale kto będzie decydował o tym, czy uczniowie idą do szkół, czy będą mieli zajęcia zdalne, hybrydowe lub jakkolwiek to zwał?

W przytłaczającej większości szkół uczniowie wrócą do tradycyjnych, stacjonarnych zajęć i do spotkań ze swymi nauczycielami. Natomiast tam, gdzie jest trudniejsza sytuacja epidemiczna, gdzie jest więcej zachorowań, decyzja będzie należała już do powiatowego inspektora sanitarnego. Dyrektor szkoły ma prawo, aby wystąpić z wnioskiem o przejście na system tzw. mieszany, czyli taki, w którym część uczniów pracuje stacjonarnie, a część jest na nauce zdalnej lub całkowicie wnioskować o przejście na kształcenie na odległość. Ale ostateczną decyzję w tej sprawie będzie podejmował wójt, burmistrz, prezydent miasta, jeśli jest to szkoła samorządowa.

Wójt czy szef sanepidu? Kto zdecyduje o tym, że szkoły np. w Wieluniu będą otwarte?

Dyrektor wnioskuje o zmianę systemu nauczania. Musi mieć zgodę organu prowadzącego, czyli burmistrza w tym wypadku, oraz pozytywną opinię powiatowego inspektora sanitarnego. Inspektor sanitarny pojawił się tam dlatego, że reprezentuje służbę państwową, która odpowiada za zwalczanie ewentualnych epidemii i ta służba ma narzędzia do tego, aby ocenić, jaka jest sytuacja epidemiczna i na tej podstawie podejmować decyzje.

Panie ministrze, prawie 70 proc. rodziców chce, żeby dzieci wróciły do szkół, żeby do nich chodziły normalnie, po staremu, tradycyjnie, ale np. specjaliści ostrzegają. Dr Paweł Grzesiowski, immunolog, specjalista, mówi, że w czerwonych strefach, a mamy siedem takich powiatów, nauka powinna być hybrydowa lub zdalna, bo inaczej prosimy się o wybuch epidemii.

Nie. My mówimy w takich strefach powiatowy inspektor sanitarny powinien szczególnie przyjrzeć się sytuacji, jeżeli przed rozpoczęciem roku jest to trudna sytuacja epidemiczna, może być zagrożenie zdrowia uczniów i nauczycieli, to powinien podjąć decyzję i wyrazić pozytywną bądź na nauczanie hybrydowe, bądź nawet w niektórych wypadkach może zdalne.

Dzisiaj w Nowym Sączu czy w Nowym Targu nie można urządzać targów, wydarzeń kulturalnych, zamknięte są parki rozrywki, wszystkie zawody sportowe mogą się odbywać bez publiczności, ale uczniowie mają pójść do szkoły normalnie. Rodzice, którzy chcą, żeby dzieci chodziły do szkoły, jednak są zaniepokojeni.

Jeszcze raz powtarzam: w tych powiatach, w których jest zwiększone zagrożenie epidemiczne powiatowy inspektor sanitarny powinien wydać pozytywną opinię dla innego systemu nauczania, bądź tego mieszanego, bądź zdalnego całkowicie.

Czyli rozumiem, że rodzice tak naprawdę będą się dowiadywać w szkołach, czy dzieci od wtorku, a raczej tak naprawdę od środy, idą do szkoły czy nie tak.

Sytuacja epidemiczna jest zmienna. Sam pan, że dwukrotnie, z tego co pamiętam, minister zdrowia ogłasza powiaty, które mogą znaleźć się w strefie żółtej lub czerwonej i w zależności od liczby zachorowań podejmowane są decyzje. Także powiatowy inspektor sanitarny, jak rozumiem, również będzie na bieżąco decydował wraz ze zmieniającą się sytuacją epidemiczną. Wychodziliśmy z założenia, że jeżeli ktoś zachoruje np. pod Krakowem, to nie znaczy, że pod Gdańskiem trzeba zamknąć szkołę.

Panie ministrze, mamy taką sytuację, że mamy wytyczne inspektoratu sanitarnego, ministerstwa zdrowia i pańskiego resortu. Cytuję: uczeń posiada własne przybory i podręczniki, uczniowie nie powinni wymieniać się przyborami szkolnymi między sobą. To skądinąd brzmi rozsądnie, ale jak pan sobie to wyobraża tak naprawdę w przypadku, nie wiem, dziesięciolatka? Że co, że nie pożyczy koledze długopisu?

Mówimy o tym, że są to pewnego rodzaju zalecenia. "Powinny". Nie napisaliśmy tam, że jest bez bezwzględny zakaz i będą jakieś straszne kary za to, że jeżeli dziecko wymieni się długopisem... Trzeba pamiętać o tym, że staramy się poprzez te wytyczne, o których pan wspomniał, pokazać zasady funkcjonowania, także dzieci, młodzieży, w tych przestrzeniach publicznych. Jedną z takich zasad jest nie wymienianie się przedmiotami, na których mogą znaleźć się zarazki. Stąd apelujemy do nauczycieli, do rodziców, by przypominali o tym dzieciom i próbujemy także uczyć tego dzieci. Mamy nadzieję, że przyniesie to efekt.