Jeśli łączność kuleje, nie sposób efektywnie prowadzić działań wojennych. Wiedzą to wszyscy, w tym Rosjanie, którzy mierzą się z tym problemem od paru dni. Kłopoty pojawiły się po dwóch ciosach, które najpierw wyprowadził Elon Musk, a potem władze na Kremlu. W efekcie siły rosyjskie walczą na ukraińskim froncie trochę po omacku.
- Walczący na ukraińskim froncie Rosjanie utracili dostęp do łączności satelitarnej Starlink.
- Jakby tego było mało, rosyjskie władze zaczęły ograniczać swoim obywatelom możliwość korzystania z Telegrama.
- Jaki ma to wpływ na działania wojsk rosyjskich? Piszemy o tym w poniższym artykule.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Łączność to jedna z najważniejszych kwestii na polu bitwy, umożliwiająca dowódcom wydawanie rozkazów, koordynację działań, przekazywanie informacji o sytuacji na polu walki, a także wezwanie wsparcia czy ewakuacji rannych. Jeśli łączność szwankuje, może to doprowadzić do poważnych konsekwencji, m.in. dezorganizacji, opóźnień w reagowaniu na zagrożenia czy utraty przewagi nad przeciwnikiem. Wydaje się, że w takiej właśnie sytuacji są obecnie siły rosyjskie.
Starlink, czyli globalny system szybkiego internetu satelitarnego, rozwijany przez należącą do Elona Muska firmę SpaceX, to obecnie podstawa łączności na ukraińskim froncie. Korzystają z niego obie strony konfliktu, przy czym Ukraińcy legalnie, a Rosjanie - nielegalnie.
Wojska rosyjskie zaczęły używać terminali łączności satelitarnej Starlink w 2023 roku. Urządzenia te były przemycane do Rosji przez państwa trzecie, głównie z krajów Zatoki Perskiej i Azji Środkowej, i choć nie zostały nigdy formalnie zatwierdzone przez resort obrony w Moskwie, to dzięki zbiórkom internetowym trafiały do coraz większej liczby jednostek.
Głównym zastosowaniem systemu Starlink w przypadku Rosjan (ale też i Ukraińców) było przekazywanie obrazu z dronów operujących na linii frontu do stanowisk dowodzenia na dalekich tyłach. Transmisja była zwykle realizowana za pośrednictwem platformy Discord, platformy zablokowanej w Rosji w 2024 roku (blokada nie działała jednak w przypadku połączenia za pomocą internetu satelitarnego). Transmisja obrazu z bezzałogowców stała się podstawą rosyjskiej taktyki infiltracji ukraińskich linii obronnych - dowódca w czasie rzeczywistym widział, co się dzieje na froncie, dzięki czemu mógł kierować poszczególnymi oddziałami szturmowymi drogą radiową, a nawet za pośrednictwem komunikatora Telegram. Dosłownie jak w grze wideo.
W ostatnim czasie Rosjanie poszli jednak o krok dalej i zaczęli wyposażać swoje drony uderzeniowe w terminale Starlink, co umożliwiło im skuteczniejsze sterowanie bezzałogowcami i utrzymywanie łączności nawet przy zakłóceniach.
Firma SpaceX przez długi czas nie ingerowała w nielegalnie użytkowanie terminali Starlink przez rosyjską armię. Zmieniło się to jednak w ostatnich dniach, kiedy nowy minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow poprosił o pomoc Elona Muska. Zrobiono wówczas dwie rzeczy - po pierwsze, biorąc pod uwagę, że Rosjanie instalowali na swoich dronach terminale Starlink, na urządzenia nałożono... ograniczenie prędkości do 90 km/h. Jeśli terminal przez dwie minuty będzie "przekraczał" dozwoloną prędkość, połączenie zostanie przerwane, co uniemożliwi sterowanie dronem w czasie rzeczywistym.
Po drugie, ukraiński resort obrony podjął decyzję o wyłączeniu (oczywiście przy pomocy firmy SpaceX) wszystkich terminali w kraju, które nie zostały zarejestrowane w systemie; te, które zostały zgłoszone, trafiły na "białą listę", dzięki czemu można z nich korzystać bez przeszkód. Decyzja w praktyce uniemożliwia Rosjanom korzystanie z tych urządzeń.
Kilka dni temu, wieczorem 4 lutego, rosyjscy blogerzy wojenni zaczęli informować o ograniczeniach w funkcjonowaniu terminali Starlink w Ukrainie. To dla Rosjan poważny problem, bo - jak już pisaliśmy - dzięki łączności satelitarnej dowództwo otrzymuje obraz z dronów operujących na linii frontu, przez co może kierować jednostki szturmowe we wskazane miejsca, a także otrzymuje informacje wywiadowcze w czasie rzeczywistym. To również ogromne ułatwienie dla logistyki.
Wraz z zablokowaniem Rosjanom dostępu do systemu Starlink, łączność wojskowa została zakłócona. Jednostki Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, które wcześniej korzystały z terminali Starlink, w zasadzie w ciągu jednego dnia wróciły do stanu z 2022 roku, kiedy korzystały z tanich, chińskich urządzeń do komunikacji radiowej Baofeng. Obecnie rosyjskie oddziały łączności w pośpiechu montują tzw. mosty wi-fi, ale tylko częściowo zrekompensuje to utratę dostępu do systemu Starlink.
Co istotne, Rosjanie nie za bardzo mają alternatywę dla Starlinka. Istniejące rosyjskie systemy łączności satelitarnej - zarówno cywilne, jak i wojskowe - nie są dobrym rozwiązaniem ze względu na niską prędkość internetu, duże opóźnienia lub niewystarczającą przepustowość. Inne światowe systemy, np. w sojuszniczych Chinach, są na różnym etapie rozwoju.
W momencie, w którym walczącym w Ukrainie Rosjanom zablokowano dostęp do łączności satelitarnej Starlink, rosyjskie władze zaczęły ograniczać możliwość korzystania z Telegrama - jednego z najpopularniejszych komunikatorów w kraju. Kreml chce, by zwykli Rosjanie zaczęli korzystać z alternatywnej aplikacji Max, która jest jednak w pełni kontrolowana przez Moskwę.
Z Telegrama regularnie korzystają rosyjscy wojskowi, głównie do koordynacji działań na niskim szczeblu. Komunikator jest również okazjonalnie wykorzystywany na wyższych szczeblach hierarchii wojskowej.
Ograniczenie możliwości korzystania z Telegrama to także cios dla rosyjskich blogerów wojennych, dla których jest on nie tylko platformą do dystrybucji treści, ale też głównym kanałem do zbierania darowizn i zarabiania na reklamach. Na Telegramie powstał złożony system kooperacji między żołnierzami a wspomnianymi korespondentami wojennymi. Ci pierwsi dostarczają tym drugim ekskluzywne treści (np. zdjęcia i nagrania z walk), a ci drudzy wykorzystują je do zwiększenia swoich zasięgów, które przekształcają w zbiórki pieniędzy na zakup wyposażenia i różnego rodzaju sprzętu wojskowego dla walczących jednostek (np. dronów czy indywidualnych systemów walki elektronicznej). Ten sam schemat stosują zresztą Ukraińcy.
Wygląda to tak, że na na telegramowych kontach pojawiają się informacje o zbiórce funduszy na zakup dronów przez jednostkę X, po czym autorzy kanałów publikują nagrania, jak żołnierze jednostki X niszczą wrogi pojazd bezzałogowcem zakupionym za pieniądze wspierających. Potem ogłaszana jest zbiórka na rzecz innej jednostki i tak w kółko.
Ograniczając dostęp do Telegrama i pozbawiając Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej kolejnej usługi (po łączności satelitarnej Starlink), rosyjskie władze ryzykują dalsze szkody w swoich systemach łączności i dowodzenia. Ukraińcy pod tym względem są w nieco lepszej pozycji, bo korzystają z innych komunikatorów, np. WhastApp i Viber.
Rosjanie pewnie też mogliby korzystać m.in. z WhatsAppa, ale wśród żołnierzy już na początku wojny rozniosły się plotki o niewystarczającym poziomie bezpieczeństwa aplikacji należącej do amerykańskiej firmy Meta. Sugerowano, że wywiad USA ma dostęp do wszystkich czatów na platformie, po czym udostępnia krytyczne informacje Ukrainie.
W reakcji na ograniczenia w dostępie do Telegrama, rosyjscy blogerzy wojenni ironizują, że prawdopodobnie będą musieli zacząć korzystać z poczty gołębiej...
Zablokowanie siłom rosyjskim dostępu do łączności satelitarnej Starlink zbiegło się w czasie z ofensywnymi działaniami Ukraińców na granicy obwodów dniepropietrowskiego i zaporoskiego na południowym wschodzie kraju. Choć Kijów jeszcze na początku tego tygodnia zapewniał, że nie ma mowy o żadnej kontrofensywie, bo prowadzone są jedynie działania rozpoznawcze, mające na celu wykrycie rosyjskich grup dywersyjnych i infiltracyjnych, coś jest jednak na rzeczy.
O sprawie rozpisują się zarówno rosyjscy blogerzy wojenni, jak i analitycy z krajów sprzyjających Ukrainie. Choć docierają do nas zaledwie strzępki informacji (Ukraińcy nałożyli bardzo mocną ciszę informacyjną), to pojawiają się doniesienia o kolejnych zajętych przez siły Kijowa miejscowościach, o które Rosjanie wcześniej "bili się" przez długi czas.
Cel i efekt ukraińskiej kontrofensywy nie są jeszcze do końca znane. Nie ma jednak wątpliwości, że Kijów chce wykorzystać dogodny dla siebie moment, jakim bez wątpienia jest "oślepienie" wrogich jednostek poprzez zablokowanie dostępu do systemu Starlink i ograniczenie możliwości korzystania z Telegrama.