Bez zmian trybuny stadionów na Euro mogą świecić pustkami, bo za dystrybucję biletów na mistrzostwa odpowiada UEFA. Spora część wejściówek nie trafia do sprzedaży dla kibiców a jest przydzielona dla sponsorów, np. by mogli prowadzić rozliczne akcje i konkursy. Takie bilety są na okaziciela a polska ustawa dopuszcza wejście na stadion tylko z biletem imiennym. Te bilety są przekazywane jakiejś instytucji, a nie wiadomo, kto imiennie się za tym biletem się kryje, kto przyjdzie. To jest jakiś tam standard narzucony przez UEFA i musimy również trochę zliberalizować prawo - mówi wiceszef MSWiA Adam Rapacki. Oznacza to, że na czas Euro trzeba będzie wykreślić zapis o imiennych biletach.
Kolejny duży problem to jak wydawać i jak odmawiać wydania akredytacji na Euro, np. dziennikarzom i przedstawicielom federacji piłkarskich. Dzisiaj mamy pewne luki prawne, bo organy nie mogą udzielić komuś informacji, czy jest pan porządnym obywatelem, możemy udzielić panu akredytacji czy nie - mówi Rapacki.
Wiceszef MSWiA przyznaje, że takich kolizji polskiego prawa z Euro jest już kilka. Do końca roku instytucje zaangażowane w EURO mają zgłaszać kolejne, by do połowy przyszłego roku był czas na uchwalenie zmian.