"Polskie lato pachnie maciejką wieczorową porą, suszonym sianem" – mówi Elżbieta Dzikowska, podróżniczka, pisarka – autorka przewodników po Polsce i świecie. Choć długie lata spędziła w odległych krajach, z sentymentem opowiada o pięknie naszej rodzimej przyrody. "Nasze lasy są ciekawsze aniżeli te w amazońskiej dżungli. Tam błoto, gorąco, mnóstwo owadów" – wylicza w RMF FM. Choć Dzikowska należy do starszego pokolenia podróżników, wiek nie ma dla niej wielkiego znaczenia. "Kiedyś, jak proponowano mi, żebym była Seniorem Plus, to powiedziałam: jak ja mogę być Seniorem Plus, jak jestem Seniorem Minus?" – żartuje w rozmowie z Marcinem Zaborskim. Zdradza też, jak smakuje… pieczony pyton.


Marcin Zaborski, RMF FM: Czym pachnie dla pani polskie lato, czym pachną polskie wakacje?

Elżbieta Dzikowska, podróżniczka: Zbożem, maciejką wieczorową porą, pachną mi suszonym sianem. Jest wiele pięknych wakacyjnych kwiatów... Teraz pachnie jaśmin! 

To zapachy. A czym smakują polskie wakacje?

Zsiadłym mlekiem, młodymi ziemniakami. Truskawki przecież! Za chwilę będzie agrest, będą porzeczki, maliny, które uwielbiam. I czas nastąpi na grzyby. Grzyby to jest specjalny produkt ważny dla mnie, albowiem moje podróże zaczęły się na Podlasiu, skąd pochodzę, do chodzenia na grzyby po podlaskich lasach. I wtedy myślałam: a co jest dalej za tymi lasami? I trafiłam z czasem do dżungli. Ale nasze lasy są ciekawsze aniżeli te w amazońskiej dżungli. Tam błoto, gorąco, owadów mnóstwo.


Potrafi pani leniwie spacerować?

Nie. Ja chodzę zawsze bardzo szybko, nie lubię spacerować, lubię chodzić. Ale jak jest taki upał - wolę siedzieć w domu i czytać książki.

Przy okazji swoich urodzin powiedziała pani kiedyś tak: "Nie jestem retro staruszką, ja jestem futuro".

Kiedyś, jak proponowano mi, żebym była Seniorem Plus, to powiedziałam: jak ja mogę być Seniorem Plus, jak jestem Seniorem Minus?

I co? Wciąż lata pani motolotnią?

Zanosi się na to, ponieważ wyjeżdżam do Buska za chwilę, a niedaleko, w Pińczowie, jest aeroklub, w którym zawsze znajduję miłych pilotów, którzy skłonni są pokazać mi ten region z góry po to, żebym zrobiła zdjęcia.

Jaka jest recepta na to, żeby dobrze spędzić wakacje?

Ja nie jestem dobrym dla wszystkich przewodnikiem, ponieważ ja nie umiem odpoczywać. Ja odpoczywam zawsze w ruchu. Raz byłam - i to przez tydzień - w Szarm el-Szejk w Egipcie i tak się wynudziłam - mimo że były dwie podróże: jedna podmorska, druga na Synaj - że powiedziałam, że już nigdy więcej na żadną plażę, nie ma mowy.

Czyli zawsze musi być szybko, gęsto?

Szybko, tak! I wobec tego zapraszałabym na przykład w Bieszczady, bo tam jest i ciekawie, i zielono jeszcze o tej porze - ale jesienią też jest pięknie, jak się buki czerwienią i złocą jawory - i można pochodzić po połoninach, a jak pogoda nie dopisuje, czyli jest deszczowo albo za gorąco, można zwiedzać okolicę: cudną, bo tam jest przecież mnóstwo cerkiewek, z których większość stała się kościołami, niektóre znajdują się już na liście UNESCO - i można je zwiedzić, wzbogacić swoją wiedzę o Polsce, która - zapewniam słuchaczy - jest przepięknym i ciekawym krajem. Mówię to z całą odpowiedzialnością - a znam sporo świata.

I mówi to Elżbieta Dzikowska, honorowa obywatelka Ustrzyk Górnych.

Jestem z tego dumna, ponieważ moja wieś ma tylko jednego obywatela honorowego, czyli mnie. A obywateli stałych ledwie 100, razem  z pracownikami Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Ale jestem też, skoro pan wspomina o tych honorach, obywatelką honorową Sanoka. To jest brama w Bieszczady i warto ten Sanok odwiedzić, bo na to zasługuje, ten cudowny skansen - muzeum na wolnym powietrzu. Przeniesiono tam drewniane budownictwo Łemków, Bojków, Pogórzan, Dolinian. Poza tym zamek, gdzie jest największa kolekcja  Zdzisława Beksińskiego, który się tam urodził, jeżeli ktoś lubi jego sztukę, to  szansę, żeby się tam z nią zapoznać. Jest nawet  rondo Beksińskiego i pochowany jest Zdzisław Beksiński, z którym miała zaszczyt nieraz rozmawiać i pisać o nim. I namawiam po drodze do wstąpienia do wsi Bejsce. Tam znajduje się  kościółek drewniany z przepięknym XVI-wiecznym, a może nawet XV-wiecznym -  z końca XV wieku - sądem ostatecznym. Polichromia. Tak pięknej nie widziałam nigdzie, jak w tych małych Bejscach. ten kościółek jest zabytkowy, ale niestety nie doceniali tego chyba parafianie, bo machnęli sobie na przeciwko  ogromny, murowany i mało kto już wstępuje do tego małego kościółka. A ja państwa zachęcam. I Haczów niedaleko.

Od lat nie tylko poleca pani różne ciekawe miejsca - i w Polsce, i za granicą. Ale też poleca pani Polakom... uśmiech. Bo "uśmiech, to jest najkrótsza droga do serca".

Tak, a Gandhi powiedział, że uśmiechając się dajesz tak wiele, a nie tracisz nic. Poza tym uśmiechamy się wszyscy w tym samym języku. Ale nie zawsze. Moi rodacy częściej narzekają niż się uśmiechają, dlatego też wydałam album "Uśmiech świata" i kilkanaście wystaw na ten temat było promujący ten uśmiech w naszej nie zawsze uśmiechniętej ojczyźnie.


Wiele razy pani powtarza, że ludzie w dużo biedniejszych krajach, w dużo trudniejszej sytuacji, uśmiechają się częściej niż my, Polacy.

Tak! Oczywiście, w tej biednej Azji, biednym Tybecie. Uśmiech ich charakteryzuje i biżuteria, tak jak mnie. I moje atrybuty to krótka fryzura, duża biżuteria i właśnie uśmiech. A ta biżuteria dlatego, że ona nie tylko zdobi, ale stanowi rodzaj amuletu. Inne są na różne dolegliwości i ubierają się Azjatki nawet, a nawet przede wszystkim, do pracy.

No dobrze, a tak zupełnie szczerze, pani Elżbieto. Naprawdę się pani uśmiechała, kiedy kosztowała pani pieczonego pytona?

Tak, bo był świetny!


Jak smakuje pieczony pyton?

Jak młody kurczaczek, i to taki zagrodowy, a nie z klatki. Tak, przygotowali mi go misjonarze, franciszkanie w Gabonie. Jedni z nich przygotowali, żeby sprawić mi przyjemność - a był to wielki tam rarytas - pierogi z kapustą. Chwaliłam, ale nieszczerze (śmiech). Natomiast pyton mi smakował bardzo!


Smacznych wakacji życzymy naszym słuchaczom, gdziekolwiek będą.

Tak, ale w ojczyźnie też można się bardzo przyzwoicie najeść. Na przykład w Sulejowie - piękny klasztor, kościół. I to zawsze otwarty! Poszłam do opata, żeby prosić o otwarcie, on mówi: "Jak to! Przecież u nas nigdy się nie zamyka!". I restauracja świetna. I są tam potrawy cysterskie.