Rosyjski premier z wielką pompą otworzył dziś morski terminal naftowy Koźmino koło Władywostoku. To element planowanego ropociągu z Syberii nad Pacyfik z odnogą do Chin. Całość inwestycji ma pochłonąć 17 miliardów dolarów. To cztery razy więcej, niż miała kosztować identyczna magistrala, którą kilka lat temu chciał wybudować były szef Jukosu Michaił Chodorkowski.

Podobnie jak w przypadku Gazociągu Północnego cena nie ma tu jednak znaczenia, bo na wielkich zamówieniach zarabiają kremlowskie klany - chodzi o przejmowanie gigantycznych budżetowych środków. Biorąc pod uwagę koszty wydobycia w trudnych syberyjskich warunkach i koszty transportu, ta inwestycja będzie opłacalna dopiero, gdy cena ropy podskoczy do 137 dolarów. Przyznaje to sam Siergiej Bogdańczykow - szef Rosneftu, przedsiębiorstwa działającego w branży paliwowej i gazowej.

Posłuchaj relacji korespondenta RMF FM Przemysława Marca

Koszty nie grają roli, czyli Kreml buduje ropociąg

Eksperci zauważają także, że na razie Rosja nie jest w stanie wysłać na Wschód więcej niż 18 mln ton ropy, a budowany ropociąg ma dwa razy większą moc przesyłową.