Polska ma ogromne szanse w ewentualnym procesie z firmą zabawkarską Mattel - mówią amerykańscy prawnicy. To przyniesie szybkie efekty, o ile zdecydujemy na proces na podstawie prawa kalifornijskiego, gdzie Mattel ma swoją siedzibę. Firma wydała za oceanem grę edukacyjną Apples, gdzie na jednej z kart pada określenie "nazistowska Polska".

"Nazistowska Polska" w karcianej grze. MSZ "czeka na reakcję"

Polski rząd na razie nie będzie pozywał firmy Mattel, jednego z największych światowych producentów zabawek. "Najpierw czekamy na ich reakcję" - usłyszał w Ministerstwie Spraw Zagranicznych dziennikarz RMF FM, Krzysztof Berenda. Chodzi o kwestię błędu, który został zamieszczony w... czytaj więcej

Krzysztof Berenda: Panie mecenasie, czy jest w ogóle sens pozywać, jeżeli oczywiście nie dojdzie wcześniej do porozumienia, zagraniczną firmę amerykańską? 

Roman Rewald, prawnik amerykański, kancelaria Weil, Gotshal & Manges: Mało tego, nie tylko jest sens pozywać, ale jest sens wystąpić o tymczasowe pewnie, postanowienie sądu, które by wstrzymało sprzedaż tych kart, które stanowią dyfamacje, a więc zniesławienie. Prawo amerykańskie w zasadzie jest bardzo liberalne, nie potrzeba wykazywać się poniesionymi finansowymi stratami, żeby można wystąpić z powództwem o odszkodowanie i jednocześnie wystąpić z powództwem o to, żeby zniesiono przedmiot tej dyfamacji, ponieważ, jeżeli to jest dyfamacja, która jest oczywista, wówczas wystarczy tylko złożyć wniosek. Jeżeli sąd uzna, że powód ma rację, to natychmiast wyda orzeczenie, a jeszcze wcześniej może wydać tymczasowe postanowienie, które nazywa się "injunction".

Czego możemy się domagać? Możemy się domagać wycofania lub wstrzymania sprzedaży tego produktu? Możemy domagać się oficjalnych przeprosin? Czy możemy się domagać czegoś, co spróbowałoby naprawić ten obraz, który mógł się pojawić u klientów, którzy już kupili na przykład tę grę - nawet trzy miliony egzemplarzy mogły zostać sprzedane. Możemy się domagać, żeby firma zorganizowała jakąś kampanię informacyjną?

No wie pan, prawo amerykańskie w odróżnieniu od polskiego, zawiera coś takiego jak "punitive damages", a więc można domagać się odszkodowania nie dlatego, że ponieśliśmy straty, tylko dlatego, żeby ukarać osobę, która dokonała czynu, który takiego ukarania wymaga. W związku z czym, najbardziej dotkliwym sposobem wstrzymania wszystkich następnych potencjalnych czynów, to jest uzyskanie porządnego odszkodowania od tej firmy i ogłoszenie tego, żeby wszyscy wiedzieli, że jeżeli pozwolą sobie na coś podobnego to spotka ich podobne nieszczęście finansowe. 

No i tak historia by się pewnie rozeszła w lokalnych mediach: że firma musi płacić ogromne odszkodowanie?

Ja myślę, że tak. Nawet, gdyby się nie udało nic wysądzić, to samo wystąpienie - już teraz, sądowe, czy nie sądowe świadczy o tym, że w Polsce są siły, które nie pozwalają sobie na zniesławianie i to jest bardzo ważny element naszego zachowania. To jest duża zmiana w stosunku do poprzednich lat, gdzie takie rzeczy uchodziły ludziom na sucho i przez to mamy tyle tych powstających. Mnie się wydaje, że najlepszym sposobem na działanie w tym zakresie jest natychmiastowa reakcja bardzo mocna, bardzo silna. I w tym kierunku chyba powinno pójść działanie.

Myśmy wiele razy interweniowali, też interweniujemy w sprawie tego określenia "polskie obozy śmierci". Najczęściej pojawiało się to w prasie - to pewnie wchodziły jeszcze wolność słowa, prawo prasowe. Czy ten przypadek może być łatwiejszy czy trudniejszy w związku z tym - prawnie?

Wydaje się, że tutaj mamy do czynienia z komercyjnym wykorzystaniem. Zniesławienie nastąpiło w kontekście komercyjnym, który zarabia na tym pieniądze. Trochę jest łatwiej przekonać sąd, że takie zniesławienie wymaga odszkodowania na zasadzie "punitive demages". Każde zniesławienie powinno być natychmiast tępione i reakcja powinna być bardzo szybka i skuteczna.

Jeszcze zapytam: jesteśmy przyzwyczajeni, że sądy działają u nas latami. W Stanach też można się spodziewać, że gdyby rzeczywiście doszło do procesu, to on trwałby długie lata, czy to działa krócej. Jak to funkcjonuje?

Tutaj nie ma specjalnie się nad czym zastanawiać. Albo jest dyfamacja albo nie jest dyfamacja. Jeżeli to oświadczenie, które jest dyfamacyjne jest prawdą, to sąd odrzuci pozew. Jeżeli uzna, że to jest nieprawda, co wydaje się to dość oczywiste w przypadku Polski i tego co zostało powiedziane, no to powinien uznać to szybko, a do tego jest "injunction", a więc to tymczasowe postanowienie, które na ogół nie jest dawane wtedy, kiedy można sprawę załatwić drogą opłaty pieniężnej, ale tutaj nie bardzo można pieniędzmi wynagrodzić straty, które są ponoszone przez ewentualnego powoda z powodu tej dyfamacji.