"Jak widzę Polskę teraz, to uważam, że jest wolna. Ojciec na pewno by się cieszył” - mówi gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM, córka generała Władysława Andersa Anna Maria Anders. „Ludzie są zainteresowani, jaki ojciec był w domu” - dodaje. Anders wspomina, że „ojciec dużo mówił o Rosji”. „Europa korzysta z tego, że jest Rosja, bo tak jest ekonomicznie. My w USA patrzymy na to inaczej” - podkreśla. „Przeciętny Amerykanin nie orientuje się, interesuje się Ameryką i niewiele poza nią. To jest tragedia Ameryki” - mówi Anna Maria Anders, która mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Obejrzyj całą rozmowę [RMF FM ,Karolina Bereza]

Posłuchaj całej rozmowy

Urodziła się w Wielkiej Brytanii, mieszka w Stanach Zjednoczonych, ale jak sama mówi, zawsze czuje się Polką. Jej misją jest podtrzymywanie pamięci o słynnym ojcu. Anna Maria Anders, córka generała Władysława Andersa jest naszym gościem.

Krzysztof Ziemiec: Witam, dzień dobry.

Anna Maria Anders: Dzień dobry

Często pani bywa w Polsce?

Ostatnio bardzo często. W tym roku już chyba piąty czy szósty raz.

Czuje się pani jak u siebie, w Polsce?

Tak, bardzo. Muszę powiedzieć, że dla mnie to jest bardzo wzruszające. Wszystko tu przypomina moje dzieciństwo. Msze, spotkania, takie zwyczaje polskie. Przypomina się moje dzieciństwo. Ja sobie teraz zdaję sprawę, jakie polskie było moje dzieciństwo, moje wychowanie.

Ale przecież pani dzieciństwo to jest Londyn...

Tak, ale moim pierwszym językiem był polski. Ja nie mówiłam w ogóle po angielsku, gdy poszłam do szkoły. Miałam wówczas 5 lat. Rodzice nie mówili po angielsku, a jeżeli już, to kiepsko. Mama zawsze się śmiała, że lepiej, żebym ja się nie uczyła kaleczonego angielskiego, tylko żebym się uczyła polskiego. Rodzice zabierali mnie na polskie akademie, spotkania. Także moje dzieciństwo na początku było bardzo polskie.

Doskonale pani po polsku mówi, mimo że urodzona tam daleko. Jak odnajduje pani dzisiejszą Polskę?

Mój problem jest taki, że ja nie mam z czym porównać. Ja pierwszy raz byłam w Polsce chyba w 90. roku z mamą. Miałam takie dziwne wrażenie - wsiadłam do taksówki, pamiętam z mężem, mówię językiem, a nie wiem, gdzie jestem. Wszystko mi było nieznane. Od tego czasu jest olbrzymi postęp. Moja następna wizyta była w 2009 roku, i to nawet nie była Warszawa tylko Kielce. Byłam wtedy na targach. Także w Warszawie byłam pierwszy raz po tylu latach w 2011 roku. Była bardzo interesująca okazja, bo pojechałam wtedy do Rosji z kombatantami i przejeżdżaliśmy przez Warszawę. Ten wyjazd otworzył moje oczy. To był pobyt w Warszawie, to była zwiedzanie...

A wracając do Polski, myśli pani, że ta dzisiejsza Polska to jest ta Polska marzeń pani taty? To jest ta Polska, o którą on się bił, walczył?

Ojciec marzył o wolnej Polsce. Jak widzę Polskę teraz, to uważam, że ona jest wolna. Jestem osobą absolutnie niepolityczną... Wiem, że ludzie narzekają, że może być tak czy inaczej. Ale ja muszę powiedzieć, że jako osoba światowa, bo mieszkałam we Francji, Anglii, we Włoszech itd., to dla mnie Polska jest wolna. Ojciec na pewno by się cieszył.

Niestety, nie doczekał tej chwili. A wiem, że zawsze chciał.

Tak, tak.

Pani często spotyka się z młodzieżą. O co pytają młodzi ludzie córkę generała Andersa? Są zainteresowani historią?

Ludzie na ogół są bardzo zainteresowani, jaki ojciec był w domu. Czy to był generał. Jeżeli chodzi o  młodzież to mi zależy, żeby oni wiedzieli. Ja uważam, że moje wizyty w szkołach są dobre, dlatego że nauczyciele muszą tych uczniów przygotowywać. Muszą im powiedzieć, kim był generał Anders, 2. Korpus. Przeważnie jest jakieś małe takie przedstawienie. Ich to fascynuje. I oto chodzi, żeby ich pasjonowało. Ja uważam, że przeszłość jest bardzo ważna, jeżeli chodzi o przyszłość.

Pani mieszka w Ameryce. Co w Ameryce dziś tacy przeciętni, zwykli Amerykanie mówią, jak patrzą na to, co dzieję się za naszą wschodnią granicą? Mówię o sytuacji na Ukrainie.

Muszę powiedzieć, że przeciętni Amerykanin w ogóle się nie orientują. To jest ta tragedia Ameryki. Większość interesuje się Ameryką i niewiele poza tym. Mnie się zdaje, że oni patrzyli na to, co się stało z Putinem z przerażeniem, nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Ja jestem w sytuacji troszeczkę innej, dlatego że ja byłam wychowana inaczej i ojciec dużo mówił o Rosji. Dla mnie to nie jest niespodzianka. Co jest smutne to to, że świat jest troszeczkę naiwny, zwłaszcza Ameryka, bo jakoś tak myśleli, że wszystko będzie w porządku, że jest koniec zimnej wojny. A wygląda na to, że nie. Wiem, że tutaj w Polsce bardzo się boją tego, że będzie jakaś inwazja. My w Ameryce jakoś w to nie wierzymy. Ja chcę wierzyć, że NATO by w takim wypadku pomogło. Z Ukrainą jest troszeczkę inaczej, bo nie należy do NATO. Mój ojciec miał wizję tego, właściwie mówił o tym NATO lata przedtem, zanim do tego doszło. Także on zawsze miał takie uczucie, że może coś się stać.

Pani widzi to właśnie, że Polacy myślą zupełnie inaczej, a świat zachodni - inaczej.

Mi się zdaje, że problem polega na tym, że Europa korzysta z tego, że jest Rosja. Jest ekonomicznie i troszeczkę nie chcą jej uwierzyć, nie chcą, żeby to się jakoś zmieniło. My w Stanach patrzymy inaczej, bo nie jesteśmy do tego stopnia zależni od tego. Jeszcze jeden problem to jest to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, bo to też odwróciło...

...uwagę Zachodu, szczególnie Ameryki.

Tak, tak, bo to jest przerażające, ale Ameryka też potrzebowała tej tragedii, żeby się obudzić. To, że dziennikarze stracili życie w taki okropny sposób, to też ich obudziło. Ale oni się przeważnie boją tego, że będzie tak, jak było w Nowym Jorku 13 lat temu, że znowu coś się stanie.

W Polsce bardzo często słychać takie porównanie, że to, co się dziś dzieje w Europie, to trochę tak, jak w latach 30., kiedy Europa kupowała ten pozorny spokój i pokój, który zakończył się tragicznie - wybuchem II wojny światowej. Myśli pani, że te porównania są dziś uzasadnione? Że Europa zbyt ufa Putinowi, jest zbyt spoległa?

Można spojrzeć na Hitlera, Hitlera można użyć jako przykładu tego, co się dzieje teraz z Rosją i na Bliskim Wschodzie. Ludziom zabrało tyle czasu, żeby się zorientować, jakie niebezpieczeństwo idzie. Mi się zdaje, że Europa była raczej naiwna. Ale był przecież taki okres, że w Rosji protestowano przeciw Putinowi, a teraz to jakoś nie wiem. Czy to jakaś propaganda czy co. Wszystko się ucieszyło i raptem wszyscy niby w Rosji są za nim.

Tamte protesty były dość mocne i silnie stłumione, a propaganda robi swoje, ma pani rację. Ameryka i Amerykanie są przez Polaków postrzegani jako najbliżsi sojusznicy.  Polacy cały czas mają nadzieję, że Amerykanie staną za nami murem. Myśli pani, że te nasze takie przekonania, przeświadczenia są oparte na prawdzie czy to są takie troszeczkę bajkowe wyobrażenia Polaków?

Nie. Mnie się zdaję, że tak jest. W każdym razie chciałabym wierzyć, że tak jest. Jest strasznie dużo Polaków w Ameryce i rzeczywiście jesteśmy blisko.

Amerykanie wiedzą, że Polacy są takimi ich sojusznikami i zwolennikami ich obecności także w Europie, w NATO? Zdają sobie z tego sprawę?

Są ludzie naprawdę na poziomie, bardzo wykształceni i oni wiedzą. Ale też jest inne podejście w Ameryce. Że Ameryka to ta, która wydaje tyle pieniędzy na NATO, że niektórzy członkowie NATO nie dają właściwie nic, nie finansują tego NATO i Ameryka ma takie poczucie - i ja się z tym zgadzam - że musimy pracować razem. NATO się przyzwyczaiło do tego, że przez tyle lat był pokój i teraz raptem coś się stanie. Jakby jutro wybuchła wojna, to mi się zdaje, że oni byliby przerażeni. Jednak trzeba to NATO jakoś wspierać, finansować, żeby wszyscy razem z Ameryką pracowali.

Dziękuję za rozmowę.