„To jest świetny reżyser. Paweł ma kilka świetnych filmów, ja uważam, że jego poprzedni film ‘Ida’ to był film wybitny” – tak o sukcesie Pawła Pawlikowskiego w Cannes mówił w Porannej rozmowie w RMF FM reżyser Robert Gliński. O „czarnej liście” powiedział, że takiej nie widział. „Jeśli jest jakaś lista, to jestem na niej na pierwszym miejscu, bo od dwóch lat nie mogę zrobić filmu” – zaznaczył. „Nikt tych filmów nie chce. Jeden jest o Bogu, drugi o historii i nie chcą takich filmów” – dodał. O międzynarodowym projekcie filmu o Katyniu, który miałby reżyserować Mel Gibson lub Clint Eastwood powiedział, że to „gruszki na wierzbie”. „Wiadomo, że taki film nie powstanie” – mówił Gliński. Dodał także, że lepiej byłoby to zrobić w Polsce, gdyż „mamy tu lepszych reżyserów niż Mel Gibson czy Clint Eastwood”. Podkreślił również, że jego ostatni brak sukcesów w kinematografii to rezultat tego, że jest bratem ministra kultury Piotra Glińskiego. Dodał, że go to jednak nie martwi. „Od czasu jak działam w szeroko rozumianym filmie było już 21 ministrów kultury. Myślę, że ten się też zmieni i będę mógł robić filmy” – mówił gość Roberta Mazurka.

POSŁUCHAJ ROZMOWY ROBERTA MAZURKA Z ROBERTEM GLIŃSKIM

Robert Mazurek: Dzisiaj Światowy Dzień Rozwoju Kulturalnego. Myśmy się tak rozwinęli, że polski reżyser Paweł Pawlikowski dostał nagrodę za reżyserię na festiwalu w Cannes.

Robert Gliński: To jest świetny reżyser. Ja nie widziałem filmu "Zimna wojna".

I to łączy nas ze słuchaczami. Nikt z nas nie widział.

Ale podejrzewam, że jest to doskonały film. Paweł ma za sobą kilka świetnych filmów. Ja uważam, że jego poprzedni film "Ida" jest wybitny.

To nas różni.

To nas różni.

Ale ja nie z powodów politycznych, mnie on szczerze mówiąc - ja nie chcę tego głośno mówić - on mnie znudził. I już.

Znudził, bo może pan nie wszedł w historię.

Nie, no może ja nic nie rozumiem.

To jest moralitet, to jest rozprawa o człowieku, o poszukiwaniu sensu życia. Pamięta pan ostatnią rozmowę w tym filmie? Ten młody chłopak zaprasza Idę nad morze. "Pojedziemy nad morze?". Ona się pyta: "A po co?". Na to on mówi: "Potem kupimy sobie psa". "A po co?". "Będziemy mieli dzieci". "Po co?". Jemu brakuje argumentów. I ona co? Ona pakuje się i wraca do klasztoru. Ja myślę, że to jest synteza pewnej postawy i to jest piękne.

To jest piękne, powiedział Robert Gliński, reżyser. Ja chcę pana spytać, jak to może być: Polański, Wajda, Pawlikowski - trzech polskich reżyserów zostało tak nagrodzonych na festiwalu w Cannes. Jak to jest? To tak jak wejść na K2 zimą albo jakby księgowy został prezesem Google’a?

Nie wiem, dlaczego księgowy. Każdy z tych reżyserów, których pan wymienił, to są wielkie talenty.

Wejście na K2 zimą to jest jednak spore osiągnięcie, jak mniemam.

I to jest fantastyczne, że ktoś jedzie i zdobywa nagrodę na festiwalach.

Paweł Pawlikowski powiedział też, że "w rządowej telewizji TVP, jak i w instytucjach kultury za granią istnieje lista niepożądanych, niewystarczająco patriotycznych twórców", na której on figuruje. Mówił właśnie o czarnej liście. W Polsce jest czarna lista?

Nie wiem. Nie widziałem żadnej listy. Na pewno jeśli jest jakaś lista, to ja jestem na niej na pierwszym miejscu, ponieważ od dwóch lat nie mogę zrobić filmu, ale nie wiem, czy to jest wynikiem listy. 

Jak to, przepraszam bardzo, prof. Gliński, twórca nagradzanych filmów...

Reżyser Gliński.

Ale profesor też.

Przy okazji.

No właśnie, dlaczego nie może pan zrobić filmu?

Dlatego bo nie mogę zebrać pieniędzy. Nikt tych filmów nie chce.

Teraz nikt nie chce?

No nie chce, nie chce, nie chce. Jeden jest o Bogu, drugi jest o historii i nie chcą takich filmów.

"Sanatorium imienia Gorkiego", czyli scenariusz na pański film, powiedźmy o Katyniu...

O Katyniu. Nie powiedźmy, tylko on jest rzeczywiście o Katyniu.

No dobrze, ale niewyłącznie. Mniejsza z tym. W każdym razie scenariusz pańskiego filmu o Katyniu dostał nagrodę i miał być produkowany. Polska Fundacja Narodowa mówiła nawet - uwaga Cezary Jurkiewicz, szef tej fundacji mówił - cytuję - "Jesteśmy w trakcie rozmów. Chcemy rozmawiać z Melem Gibsonem i Clintem Eastwoodem na temat tej produkcji.

Widocznie nie mogą się porozumieć i nie wiem, czy z powodu...

Może tamci dwaj nie mówią po polsku.

No chyba tak, no i dlatego nie przyjadą. To są tzw. gruszki na wierzbie, o których marzą widocznie tu i ówdzie, natomiast wiadomo, że taki film nie powstanie.

A dlaczego nie powstanie? A dlaczego pański film o Katyniu...

Ale ja uważam, że mam lepszych reżyserów tu, niż Mel Gibson, Clint Eastwood. Są dużo lepsi, no tylko muszą mieć takie środki, takie fundusze, i takie możliwości. I zrobią trzy razy lepszy film. A tu nie można, muszę się nazywać Clint Eastwood chyba zmienię nazwisko.

To będziemy panu sekundować, ale na razie nazywa się pan Gliński.

No właśnie.

No i właśnie, czy tu w sytuacji, gdzie ministrem kultury i wicepremierem jest również Gliński...

Znowu...

No nie ale pan do tego pije, że teraz przez to, że pański brat jest wicepremierem, to panu nie dadzą pieniędzy.

No bo tak jest.

Dlaczego? Powinno być chyba odwrotnie.

No ale jest tak jak jest i nie mogę, Ale ja panu powiem od czasu, jak działam, że tak powiem w szeroko rozumianym filmie, było już 21 ministrów kultury więc myślę, że ten też się zmieni i wtedy będę mógł robić filmy.

Czyli pana nadzieja w tym, że brat zostanie wyrzucony.

Nie no, że zmieni stanowisko na jakieś inne.

Pan powiedział dwa lata temu, w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że kultura to "najgorsza dziedzina, to ulotne sprawy, znerwicowani twórcy, bycie ministrem kultury to najbardziej syfiasta fucha i bardzo się dziwię bratu, że się na to zdecydował".

No słusznie, lepiej być ministrem sportu, a nawet zdrowia, które to stanowisko też jest myślę, że bardzo parszywe.

Ale dlaczego to taka syfiasta fucha? 

Dlatego, bo wszyscy coś chcą i nie wiadomo, co zrobić.

Dajcie im trochę kasy, niech sobie robią te filmy, no co.

No to niektórzy dostają, niektórzy nie dostają. Ci, co nie dostają to jęczą...

To później przychodzą do RMF FM i mówią "ojej".

No właśnie, a ci dostają, to mówią, że za mało. I jest to swoistego rodzaju taki bazar, na którym w ogóle nie da się funkcjonować.

To ja spytam całkiem poważnie nie tylko o pańskie doświadczenie - czy w Polsce jest cenzura w kulturze?

Ja mam na ten temat takie zdanie, że cenzura była zawsze, tylko w zależności od tego, kto nią manipulował, to się pewne rzeczy ukrywało, pewne nie, były pewne preferencje w tą czy tamtą stronę. Ale nigdy...

Ale zawsze? 

Zawsze. Mój pierwszy film "Niedzielne igraszki" na półce na przykład przez 4 lata był, więc proszę bardzo.

Ja chciałbym panu przypomnieć, że to były lata 80.

No właśnie, a potem była cenzura - nazwałbym to - ekonomiczna. To znaczy -  były pewne tematy, które mogły być fantastyczne, ale ich się nie robiło, ponieważ były za drogie. Zawsze jest jakaś presja. Teraz można powiedzieć, że jest takie otwarcie na filmy historyczne, ale te filmy historyczne z kolei nie powstają.

Bo one są za drogie.

No właśnie. Nie wiem, czy są za drogie, ale tak nie wiadomo takie czy tamte czy owamte. 

No dobrze, a widział pan film "Smoleńsk"?

Widziałem, tak.

No i jak?

Ale co, "jak"?

Jak się panu podobał? Ja nie wiem, czy to film historyczny, chyba nie do końca, ale...

To jest częściowo film historyczny. Ma bardzo jasną tezę, natomiast przyznam się, że uważam, że ten film jest nieudany. Co powiedziałem autorowi, więc mogę tu powiedzieć też. Od strony zawodowej jest nieudany. Natomiast ja uważam, że reżyser ma prawo interpretować historię. I to nie mówię o "Smoleńsku", ale w ogóle o filmie historycznym. Że indywidualne pokazanie historii jest najbardziej cenne w takim kinie.

Pan chce zrobić film o Katyniu. A gdyby pan miał robić film o polskim polityku, to o kim pan by zrobił? 

(...)

I zapadła cisza.

Nie. Bolesław Chrobry.

Robert Gliński o bracie ministrze: Na filmach się nie zna, na polityce się nie zna - po co mam z nim o tym rozmawiać?

"Rozmawia pan z bratem?" - pytał swojego gościa w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek. "Od czasu do czasu" - odpowiedział Robert Gliński, prywatnie brat ministra kultury i wicepremiera. "Na filmach się nie zna, na polityce się nie zna - dlaczego mam z nim o tym rozmawiać?" - stwierdził zaznaczając, że "unika" tematów bieżących w czasie spotkań rodzinnych.

Z naszym gościem rozmawialiśmy również o zaangażowaniu aktorów i twórców w życie polityczne. "Zabiorę niebawem głos w tych sprawach - po wakacjach. Nie chcę się teraz denerwować" - zadeklarował Gliński. "Bardzo trudno zdiagnozować polskie życie polityczne, bo to wszystko jest postawione na głowie. Trudno się do tego ustosunkować. Wszystko płynie - panta rhei. Wszystko przemija" - dodał gość RMF FM.