"Dramatyczny akt desperacji. Lekarz sobie zdaje sprawę, jakie skutki wywołuje strajk głodowy. Skutki są naprawdę ogromne. Widać wycieńczenie, ogromne zmęczenie psychiczne. Oni to robią, bo zostali do tego de facto zmuszeni. Wykorzystali wszystkie możliwe ścieżki porozumienia" - stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz pytany w Porannej rozmowie w RMF FM o protest lekarzy rezydentów. "Ani mi się totalna władza, ani totalna opozycja nie podoba, bo to blokuje jednych i drugich przeciwko normalności. Mi brakuje w tym kraju normalności. Możemy sobie bon moty prawić, możemy prześcigać się w chamstwie tylko co z tego będzie dla naszych rodaków?" - zauważył gość Roberta Mazurka.

Robert Mazurek: Tytułuję pana doktorem, bo zapytam właśnie jak doktora. Wczoraj w naszym studiu Paweł Kukiz się skarżył, że za dużo papierosów,  za dużo "energetyków", czyli napojów energetycznych, za dużo pracy i wylądował w szpitalu. Dopiero później zaczął o siebie dbać.

Władysław Kosiniak-Kamysz: Pozdrawiamy, niezależnie z jakiej opcji jesteśmy, o wszystkich pacjentów jako lekarz zawsze staram się dbać. Pozdrawiamy Pawła Kukiza i życzymy mu dobrego zdrowia.

A co zrobić, żeby nie trafić do tego szpitala? Żeby był mądry Polak przed a nie po szkodzie?

10.10 Gość: Władysław Kosiniak-Kamysz

Pewnie Ameryki nie odkryję i powtórzę znane hasła, ale one są niestety bardzo prawdziwe. To styl życia, czyli przede wszystkim jak się odżywiamy, czy jesteśmy aktywni fizycznie, decyduje w największym stopniu o tym, czy dana choroba występuje, czy nie.  Nie czynniki genetyczne, jak nam się często wydaje, ale właśnie styl życia. To od nas zależy. 70 proc. to jest wpływ tych czynników, które zależą od nas - czyli właśnie sposób, regularność odżywiania, jak wygląda dieta, czy unikamy np. soli, którą naprawdę trzeba odstawić, szczególnie jeżeli ktoś ma nadciśnienie.

Czy np. cukru, a pan słodził dziś, sam widziałem.

Delikatnie, ale to żeby pobudzić się energetycznie z rana. Ale energetyki odstawiamy.

Naprawdę? To kawa jest zdrowsza?

Na pewno, dużo zdrowsza, choć wszystko w odpowiednich proporcjach. Wszystko oczywiście jest dla ludzi, ale bez przesady. I aktywność fizyczna. Tego nam pewnie najbardziej brakuje. Szczególnie w tym siedzącym trybie życia.

Proszę na mnie nie patrzeć.

Kilkanaście godzin spędzonych w skulonej pozycji podczas głosowań na pewno nie służy zdrowiu wielu posłów.

Posłom pewnie to nie służy, nie tylko posłom. Proszę państwa, słuchacie nas, to może powiem wam coś, czego sam nie zrobię: może idźcie pobiegać dziś wieczorem.

Panie redaktorze, trzeba dać dobry przykład, jeżeli zachęcamy, to biegamy razem ze słuchaczami.

To kiedy się umawiamy?

Ja jestem w gotowości.

Dam znać.

Brałem już udział w biegu RMF-u z biało-czerwoną flagą i dobrze to wspominam. To mnie zresztą zmobilizowało do aktywności fizycznej. Trochę ją zarzuciłem, więc trzeba do tego powrócić.

Są poważniejsze sprawy w dziedzinie zdrowa, może nie poważniejsze, tylko takie, o których teraz słyszymy w programach informacyjnych. Mówię o proteście lekarzy rezydentów. Lekarze rezydenci to są ci, którzy dopiero zaczynają swoją pracę i rzeczywiście dostają jakieś haniebne pieniądze i w związku z tym protestują głodując. Czy to jest właściwa forma protestu?

To jest dramatyczny akt desperacji. Lekarz zdaje sobie sprawę, jakie skutki wywołuje wielodniowy głód dla organizmu, dla stanu fizycznego, ale też dla stanu psychicznego. Skutki są naprawdę ogromne. Wczoraj jedna z koleżanek lekarek rezydentek zasłabła podczas komisji. Widać wycieńczenie na ich twarzach. Widać ogromne zmęczenie psychiczne. Ale oni to robią, bo zostali do tego de facto zmuszeni. Wykorzystali wszystkie możliwe ścieżki porozumienia, protestowali pokojowo, "adoptowali" posłów, robili wiele, wiele rzeczy.

"Adoptowali" posłów?

Tak, taką przyjęli formułę przez kilka miesięcy. Chodzili do biur poselskich, przekonywali, że trzeba zwiększyć nakłady na służbę zdrowia. To się do tej pory nie stało.

Panie pośle, pan był ministrem w rządzie, nie zdrowia, ale spraw społecznych. Tak naprawdę to nie jest problem tego rządu, to jest problem od lat. O ile jeszcze lekarze po iluś tam latach pracy jakoś zarabiają...

... ale to też okupują wielkim czasem pracy, po 300, 400 godzin miesięcznie.

Zgoda, ale jakoś zarabiają. Natomiast rzeczywiście młodzi lekarze żyją nadzieją na to, że kiedyś się też odkują?

Pewnie ta nadzieja gdzieś tam na horyzoncie się tli, ale ona już dzisiaj nie wystarczy, bo mają propozycję z Norwegii, ze Szwecji wyjechać za 35 tys. brutto, spakować się i przenieść swoje życie stąd i to jest największy problem. 30 tys. lekarzy poza granicami, 20 proc. absolwentów chce wyjeżdżać, oni o to walczą - że chcą zostać w tym kraju, ale jeżeli nie damy możliwości, to nie zostaną. Nie było rządu...

Jak słucham polityka, który się pochyla z troską nad lekarzami, to mi się drobne w kieszeni nie zgadzają, bo nawet w Faktach TVN-u wczoraj występ pana posła Arłukowicza i pani premier Kopacz nazwano "Himalajami hipokryzji". To oni byli ministrami zdrowia i oni teraz popierają lekarzy rezydentów? To czemu im nie daliście więcej pieniędzy? Pan był w tym rządzie...

O 30 proc. wzrosły pensje rezydentów akurat za pierwszego rządu.

... z tysiąca na tysiąc trzysta złotych.

Nie, to było w okolicach wtedy średniej krajowej. Dzisiaj jest połowa średniej krajowej.

Nie, proszę pana. Średnia krajowa, jak pan dobrze wie, to są 4 tysiące złotych.

Ale wtedy, ja mówię o czasach, kiedy był pierwszy rząd PO-PSL. Wtedy był wzrost o 30 proc. Podwojono ilość rezydentur, skrócono drogę do specjalizacji. Nie było rządu, który by sobie poradził z problemami służby zdrowia. Nikt tego nie zrobił i tego nikt nie zrobi, dopóki nie zaprosi wszystkich formacji opozycyjnych, razem z rządem. Do tego wczoraj zachęcali rezydenci. Jedna zmiana akceptowana przez wszystkich, bo ona musi być trwała. My mieliśmy Kasy Chorych, NFZ, teraz mamy sieć szpitali - czy to zmienia poczucie naszych rodaków do tego, że dostępność do służby zdrowia jest lepsza? Czy mają lepszą jakość? Czy lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, technicy radiologiczni mają lepsze zarobki i lepsze warunki pracy? Nie mają.

Panie prezesie, że tak pana nazwę, myśli pan, że to jest możliwe w warunkach totalnej opozycji? Grzegorz Schetyna mówi o sobie, że będzie opozycją totalną. Zresztą umówmy się: jak oni rządzili, to PiS też był totalną opozycją.

Ani mi się totalna władza, ani totalna opozycja nie podoba, bo to blokuje jednych i drugich przeciwko normalności. A mi brakuje w tym kraju normalności.

Lekarze rezydenci się nie doczekają porozumienia opozycji i rządzących.

Nie, ale może jak kolejne grupy - tak jak lekarze rezydenci - inne grupy społeczne będą mówiły: "skończcie z tym okładaniem się maczugami po głowach i zacznijcie ze sobą normalnie rozmawiać, bo ludzie mają problemy, a wy ich nie rozwiązujecie", to jest ta szansa, żeby coś zmienić. Bo możemy sobie bon moty prawić, możemy naprawdę ścigać się w chamstwie. Tylko co z tego będzie dla tych naszych rodaków?

Trudno się z panem nie zgodzić, ale a propos okładania się maczugami, a może trochę delikatniej, ale jednak - wciąż bardzo jest gorący konflikt na linii prezydent Duda - minister Ziobro. Prezes Kaczyński...

Wojna czterdziestolatków.

.... właśnie nazywał to wojną czterdziestolatków. Pan jest człowiekiem od tych dwóch dżentelmenów młodszym o 10 lat. I myśli pan, że to jest takie pokoleniowe, czy chodzi o coś innego?

Myślę, że to wynika z kompetencji, które chciał sobie dać minister sprawiedliwości - prokurator generalny,  obniżając rolę prezydenta w całym systemie sprawiedliwości. Ten konflikt wyszedł z podłoża merytorycznego, ale pewnie ta wspólna historia - bo to chyba pan minister Ziobro zaprosił do polityki pana prezydenta Andrzeja Dudę - ma tutaj oczywiście znaczenie.

Pewnie historia ma znaczenie. Natomiast w tej chwili wygląda to tak, że to wyniszcza trochę polską politykę, dlatego że panowie sobie wzajemnie podrzucają jakieś rozmaite dokumenty kompromitujące swoich przeciwników. Co z tego ma wyjść ostatecznie? Jak ma wyglądać ustrój o sądach taki, który byłby... Czy tu jest możliwe to, o czym pan mówi - jakieś pogodzenie opozycji i rządzących?

Pewnie w ramach tych ustaw, które zaproponował pan prezydent, jeżeli się nie wniesie znaczących poprawek, to będzie o to trudno. Bo moim zdaniem reformy wymagają sądy rejonowe, sądy okręgowe, sądy apelacyjne i na końcu Sąd Najwyższy. Bo potrzeba tę kolejność "dziobania" przyjąć określoną i najwięcej spraw...

Prezes PSL mówi o kolejności "dziobania" - naprawdę wiedziałem, że doczekam tych słów.

Musi być po prostu hierarchia ważności. A najważniejsze dla naszych rodaków są sądy rejonowe, bo tam chodzą każdego dnia. Jedenaście milionów spraw wpływa do sądów rocznie. Czy one wpływają do Sądu Najwyższego? Nie. Najbliżej do sądów rejonowych. Tam obecność powszechna ławników wybieranych w wyborach powszechnych. My takie poprawki będziemy składać. My chcemy i mamy swoją wizję reformy sądownictwa, przekazywaliśmy ją panu prezydentowi. Mam nadzieję, że do niej dojdzie.



Kosiniak-Kamysz: Gdy nie ma tragedii narodowej, jesteśmy po prostu skłóconym plemieniem barbarzyńców


W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Władysław Kosiniak-Kamysz był pytany o szczegóły ustawy o KRS, która zakłada, że Sejm wybiera sędziów do tego organu większością 3/5 głosów. W obecnym układzie sil w parlamencie osiągnięcie porozumienia może być trudne. "Może nie wybierajmy takich polityków, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać" - mówił szef PSL. Podkreślał też wagę niepolitycznego wyboru. "Potrafimy dopiero się porozumieć i być zjednoczeni, jak dochodzi do tragedii narodowych. Jak nie ma, to jesteśmy po prostu skłóconym  plemieniem - często barbarzyńców" - zauważył.

Lider ludowców proponował, by sędziów wybierać dwustopniowo. "Najpierw samorząd sędziowski wyłania grupę kandydatów, którą przedstawia parlamentowi. (...) i później z tej puli podwójnej, potrójnej politycy dokonują wyboru" - stwierdził.

Gość Roberta Mazurka krytykował wiek emerytalny 65 lat zakładany przez projekt ustawy o Sądzie Najwyższym autorstwa prezydenta. "To dyskryminacja ze względu na wiek. Jeżeli dla kogoś patologią jest wiek 65 lat, to ma on ma duży problem, bo PiS mówił, że trzeba usunąć patologie w Polsce. W żadnym wymiarze wiek 65 lat nie jest patologiczny" - ocenił Kosiniak-Kamysz.