„Dzięki rezydentom utrzymujemy ciągi dyżurowe. To absolutnie podstawa funkcjonowania szpitala. Dzięki rezydentom możemy w ostatnim okresie funkcjonować” - mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM dr Jarosław Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego. Pytany przez Marcina Zaborskiego o to, czy to właśnie młodzi lekarze na swoich barkach utrzymują system zdrowia, powiedział: „W niektórych częściach tego systemu, w najbardziej strategicznych oddziałach w szpitalach - tak. Dlatego że specjalistów mamy coraz mniej, natomiast staramy się jako szpitale, aby pozyskiwać jak największą liczbę rezydentów” - przyznał gość rozmowy. Gospodarz programu przytoczył słowa młodych lekarzy, z których wynika, że wielu z nich pracuje 300-400 godzin miesięcznie. „To bardzo dużo. Uważam, ze to jest zdecydowanie za dużo” - skomentował dr Rosłon. „Jest to troszkę z przesadą, natomiast być może istnieją szpitale, w których dochodzi do takich sytuacji” - dodał. W Popołudniowej rozmowie w RMF FM dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego przyznał, że w swojej placów rezydentom za dodatkowy dyżur oferuje od 60 do 100 złotych za godzinę. „Mimo tego, że oferuję takie - wydaje mi się - spore pieniądze, nie mam chętnych lekarzy. Nie mam chętnych dlatego, że oferuję to w miejscach, w których dochodzi do największego obciążenia i narażenia lekarza” - tłumaczył gość Marcina Zaborskiego. „Lekarz może wziąć do 6-7 takich dyżurów” - wyjaśnił. Jak zauważył Marcin Zaborski, to nawet 2400 złotych za jeden dodatkowy dyżur.

Dr Jarosław Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego /Kamil Młodawski /RMF FM

Marcin Zaborski, RMF FM: "Jesteśmy niewyspani, zmęczeni, przepracowani" - tak mówią młodzi lekarze. No i ktoś, kto słyszy takie słowa, czy to w Warszawie, czy we Wrocławiu, czy w Suwałkach, pomyśli sobie pewnie: "To może ja lepiej zostanę, pochoruję w domu. Boję się szpitala".

Jarosław Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego: Panie redaktorze, dzięki rezydentom tak naprawdę my utrzymujemy ciągi dyżurowe. Ciągi dyżurowe to jest absolutnie podstawa funkcjonowania szpitala. Dzięki rezydentom tak naprawdę możemy w ostatnim okresie funkcjonować.

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z dr Jarosławem Rosłonem

Czyli rezydenci, młodzi lekarze, utrzymują system zdrowia w Polsce na swoich barkach - chce pan powiedzieć?

Chce powiedzieć, że w niektórych częściach tego systemu, w najbardziej strategicznych oddziałach, szpitalach - tak. Dlatego że specjalistów mamy coraz mniej, natomiast staramy się jako szpitale, żeby pozyskiwać jak największą liczbę rezydentów.

Bo rezydenci to ci, którzy będą dopiero specjalistami. 

Będą specjalistami - i ci, którzy są finansowani i ci, którzy są finansowani ze środków Ministerstwa Zdrowia.

To ile godzin tygodniowo pracują rezydenci w pana szpitalu?

W moim szpitalu rezydenci tak naprawdę pracują średnio do 48 godzin tygodniowo, łącznie z dyżurami. Natomiast...

Ani chwili więcej?

... ja staram się o to, żeby ci rezydenci zgodzili się na tzw. opt-out...

Czyli, żeby zgodzili się pracować więcej. 

Żeby zgodzili się na większą ilość dyżurów...

No dobrze, godzą się pewnie dlatego, że... No właśnie: ile dostają na rękę od pana pieniędzy, czy od ministerstwa de facto - pan tylko przekazuje te pieniądze, pracując na etacie rezydenckim.

Pracując na etacie rezydenckim, ja w zależności od roku rezydentury i od tego, jaka to jest specjalność, dostaję od 3200 zł do prawie 3900 zł brutto.

Czyli na rękę?

Czyli na rękę należy powiedzieć, że to jest między 2200 zł a 3100-3200 zł. 

Rozumie pan, że rezydenci chcą zarabiać więcej?

Tak, jak najbardziej rozumiem. Tylko jako również lekarz, i pracujący lekarz w okresie, gdy zaczynałem pracować...

Wiedziałem, że pan to powie. Minister zdrowia też mówił wczoraj: "Kiedy ja byłem młodym lekarzem, to było zupełnie inaczej".

To nie chodzi o to, że było inaczej. To chodzi o to, że młodym lekarzem będąc, musiałem przede wszystkim bardzo dużo pracować. Nie po to dużo pracować, żeby zarabiać, tylko po to, żeby się bardzo dużo nauczyć...

A dzisiaj rezydenci, czyli młodzi lekarze, mówią: 'Wielu z nas pracuje 300-400 godzin miesięcznie'. No to jest bardzo dużo.

Tak, to jest bardzo dużo. I uważam, że to jest zdecydowanie za dużo.

To naprawdę się dzieje czy mówią z przesadą?

Jest to troszkę z przesadą, natomiast być może istnieją takie szpitale, w których dochodzi do takich sytuacji, ponieważ w dużych ośrodkach miejskich, takich jak Warszawa, Katowice, Gdańsk i inne, mamy sporą liczbę rezydentów. Natomiast w ośrodkach pozaakademickich, poza dużymi ośrodkami, liczba rezydentów jest bardzo mała. To oznacza wtedy, że tak naprawdę szpital, żeby pozyskać młodego lekarza, musi sam finansować jego specjalizację. To są zawsze ogromne koszty.

Czyli co, pracują na etacie, mogą pracować dłużej, bo pan o to ich prosi, jak rozumiem?

Ja staram się prosić, ale tak naprawdę negocjuję. To są głównie negocjacje o wynagrodzenia. 

Czyli co, mówi pan: 'Przyjdźcie pracować, dam Wam więcej pieniędzy'.

Ja mówię: 'Przyjdźcie pracować, dyżurujcie, a za te dyżury dostaniecie większe pieniądze'. 

Większe, to znaczy jakie?


Większe to znaczy miedzy 60 złotych za godzinę, do nawet 100 złotych za godzinę. 

Dyżur trwa dobę?

Nie, dyżur trwa w dni powszednie od 17,5 do 24 godzin w weekendy, soboty...

Ale 100 złotych za godzinę? 24 godziny w sobotę albo niedzielę, to jest 2400 złotych za dyżur. 

Tak, za dyżur jeden. Natomiast mimo tego, że oferuję takie - wydaje mi się - spore pieniądze, nie mam chętnych lekarzy. Nie mam chętnych dlatego, że oferuję to w miejscach, w których dochodzi do największego obciążenia i narażenia lekarza.

Ale to dopowiedzmy - jeśli jeden dyżur to 2400 zł, to ile takich dyżurów można wziąć u pana w szpitalu? Jeden lekarz ile może ich wziąć?

Lekarz może ich wziąć do 6-7.

Młodzi lekarze mówią, że za chwilę będą się kurczowo trzymać tych 48 godzin, o których pan mówi.

Zrezygnują z opt-outu.

No właśnie. Co to by oznaczało dla szpitala, dla pana jako dyrektora szpitala?

To będzie panie redaktorze oznaczać to, co ja mniej więcej przerabiam od ostatniego 1,5 roku. Mam oddziały, w których zaczynało mi brakować lekarzy. Poszukiwałem tych lekarzy na zewnątrz, czasem musiałem wręcz przepłacać, czasem musiałem zapłacić więcej po to, żeby utrzymać ciągłość dyżurową. Może dochodzić również do takich sytuacji - na szczęście w moim szpitalu nie doszło - że trzeba będzie ograniczać działalność. Ograniczać z powodu braku personelu. W moim szpitalu akurat dochodziło do takich sytuacji, w których bardzo dobry ordynator nie był w stanie zachęcić lekarzy do tego, żeby dyżurowali w tym właśnie oddziale. Ja nie mogę niestety lekarzy zachęcić do dyżurowania na przykład w izbie przyjęć, która jest najlepiej płatna.

To spójrzmy jeszcze na te pensje młodych lekarzy rezydentów na tle innych grup zawodowych w szpitalu. Są technicy, są pielęgniarki. Jak wygląda młody lekarz na ich tle?

Panie redaktorze, pozwolę sobie tutaj powiedzieć jedną, dość istotną rzecz. Problem zaczął się od momentu negocjacji równie ważnej grupy zawodowej, czyli grupy zawodowej pielęgniarek, z panem profesorem Zembalą. Wtedy podpisano kaskadowy wzrost wynagrodzeń, który doprowadził do bardzo dużej destabilizacji w systemie wynagrodzeń wszystkich grup pracowniczych.

Chce pan powiedzieć, że minister Zembala wrzucił granat w system ochrony zdrowia w Polsce?

Wolałbym się tak nie wyrażać, ale dla mnie, dla dyrektora, to było właśnie coś takiego. Ponieważ obecnie, po kolejnej turze podwyżek dla pielęgniarek, te pielęgniarki po trzech latach licencjatu zarabiają więcej niż lekarz rezydent na starcie.

I ktoś powie, że oczywiste jest, że tak nie powinno być, że tak młody lekarz powinien zarabiać więcej niż pielęgniarka.

Też tak uważam, że odpowiednie grupy zawodowe, w stosunku do wykształcenia powinny być w odpowiedni sposób wynagradzane.

Wyobraża pan sobie, jak będą wyglądały polskie szpitale, jeśli już będzie owych 6 proc. PKB na ochronę zdrowia w Polsce z budżetu?

To jest za mało. Czy będzie 6 czy 7 procent, to nie rozwiąże się podstawowy problem systemowy.

O tyle na razie walczą młodzi lekarze. 6 proc. na początek, potem 9 proc.

I ja się bardzo z tego cieszę, bardzo się z tego cieszę, bo będę mógł jeszcze bardziej poprawić jakość funkcjonowania szpitala. Być może będę mógł wprowadzić nowe technologie. Natomiast nie pokonam jednej bariery jako dyrektor. Nie pokonam bariery pracowników, nie pokonam bariery braku pielęgniarek, nie pokonam bariery braku lekarzy, a tym bardziej nie pokonam bariery braku specjalistów.

Czyli musimy mieć więcej studentów medycyny i pielęgniarstwa?

Tak jest, musimy mieć więcej studentów medycyny i pielęgniarstwa. I być może to, co powiem nie spodoba się grupie pielęgniarek i położnych, ale wydaje mi się, że błędem była likwidacja liceów pielęgniarskich.

Teraz mamy studia pielęgniarskie.

Teraz mamy studia, tak.

Panie doktorze, czy nie jest troszkę tak, że młodzi lekarze zawstydzają tych starszych, bardziej doświadczonych? Bo oni walczą nie tylko o swoje pensje, ale właśnie o większe pieniądze dla całego systemu.

Panie redaktorze, wydaje mi się, że młodzi lekarze mają więcej siły do walki, młodzi lekarze...

I niech walczą dla was i za was?

...to są już inni lekarze. My przyzwyczailiśmy się do tego, do swojej niejako służebnej roli. I pamiętaliśmy tylko o tej służebnej roli, a nie zawsze pamiętaliśmy o tym, że powinniśmy być właściwie wynagradzani. I to, wydaje mi się, jest główny problem.

Dyrektor Szpitala Międzyleskiego w RMF FM: Strajk rezydentów może oznaczać niższy budżet szpitali w przyszłym roku

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM dr Janusz Rosłon, dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego zwracał uwagę na to, że strajk rezydentów może wpłynąć na przyszłoroczny budżet szpitali. "Może to oznaczać, że nie zrealizujemy minimum 98 proc. ryczałtu w czwartym kwartale, od którego jest uzależniony budżet na przyszły rok" - tłumaczył. Marcin Zaborski pytał też o możliwość rozszerzenia strajku. "Nie wydaje mi się, żeby protest generalny był możliwy" - uznał.