Powstałe w 1888 roku Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem ma w swoich zbiorach niesamowite eksponaty. Choć może słowo "eksponaty" nie jest właściwie, bo sugeruje, że są eksponowane - a to właściwie prawdziwe skarby ukryte w magazynach. Niestety, dla niektórych nie ma miejsca na ekspozycjach, inne pokazywane są na wystawach czasowych, a niektóre są zbyt cenne, by je pokazywać. Do niektórych z tych skarbów udało się dotrzeć reporterowi RMF FM Maciejowi Pałahickiemu w ramach cyklu "Twoje Niesamowite Miejsce"!

Powstałe w 1888 roku Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem ma w swoich zbiorach niesamowite eksponaty /Maciej Pałahicki /RMF FM

Anna Kozak, szefowa działu etnograficznego Muzeum Tatrzańskiego, pokazuje pamiątki po najsłynniejszym chyba góralu podhalańskim - Janie Krzeptowskim Sabale - jakie trafiły do zbiorów muzeum. Jest ich w sumie osiemnaście.

Ciekawe jest to, że one trafiły tu trochę w sposób przypadkowy, to znaczy nie było zamiarem pracowników ich gromadzenie, ale drogą darów trafiły do muzeum. I są to przedmioty, które - choć tak pozornie przypadkowo pozbierane - wspaniale opisują tę postać - opowiada.

Mamy na przykład cuchę Sabały. Wiadomo, że był góralem, a strój jest tym, co jakby najbardziej wyróżnia górala. Wiemy od jego biografa Andrzeja Stopki, że Sabała należał do grona tych górali, którzy byli konserwatystami mody góralskiej. Nosił się po staroświecku i ta cucha, którą tu przechowujemy, która trafiła do nas wraz z kolekcją Marii i Bronisława Dembowskich, ma niezwykle prosty krój. Najprawdopodobniej wykonał ją sam Jan Krzeptowski Sabała - mówi Anna Kozak i dodaje: Mamy też spinkę do spinania koszuli i bardzo ciekawy serdak. Jest to serdak typu liptowskiego, a z zapisków Stanisława Barabasza wiemy, że Sabała chodził na Liptów i kupował od tamtejszych wytwórców serdaki, a potem zbywał je w Zakopanem. Stąd pewnie znalazł się w jego posiadaniu.

Jak jednak zaznacza Anna Kozak, "Sabała to przede wszystkim muzykant". I to jest intrygujące, że zachowało się aż sześcioro złóbcoków, czyli takich małych gęśli, na których grywał. A przez jemu współczesnych uważany był za najlepszego grajka na tym instrumencie.

Zastanawia liczba tych instrumentów, ale zachowały się również informacje o tym, że Sabała przechowywał złóbcoki w domach osób, z którymi się przyjaźnił. Zazwyczaj byli to ludzie spoza Zakopanego, którzy tutaj przyjeżdżali, inteligencja z różnych regionów Polski, dla których Sabała był takim symbolem odchodzącej góralszczyzny. Chętnie go gościli, chętnie słuchali jego opowieści, gry na tym osobliwym instrumencie i podobno w tych domach pozostawiał egzemplarze tych złóbcoków. Natomiast co do dwóch wiemy, że wykonał je osobiście - opowiada etnolog.

W zbiorach muzeum zachował się dzwonek owczy, zachowała się również manierka na wódkę, która dość dobrze kojarzy nam się z tą postacią. Ale zachowały się również ciekawe akcesoria myśliwskie. Nóż - wiemy, że Sabała zimą, kiedy miał więcej czasu, wyrabiał takie noże. Mamy też karple - czyli rodzaj rakiet śnieżnych, zakładanych przez mężczyzn udających się zimą do lasu. Albo raki na szreń, wykonane przez samego Sabałę. Jest też torba myśliwska, jest rożek na proch i woreczek na śrut - wylicza, ale równocześnie przyznaje: Biorąc pod uwagę, jakie Sabała miał osiągnięcia myśliwskie czy kłusownicze - podobno był jednym z najlepszych strzelców, brał udział w wyprawach myśliwskich dworu Homolaczów, ale na co dzień kłusował - to ten sprzęt, jaki się zachował, nie jest jakiś wybitny. Ale - jak mawiał Sabała - to myśliwy musi być do sprzętu, a nie sprzęt do myśliwego, więc on pewnie znakomicie sobie radził z tym, co posiadał.

Jak mówi Anna Kozak, "dwa z tych przedmiotów są na stałych ekspozycjach - to są złóbcoki, które wykonał Jan Krzeptowski Sabała i podarował Dembowskim, i raki, żelazne raki, które przywiązywał do obuwia, kiedy udawał się w góry, gdy był lód zimą - pewnie podczas wypraw myśliwskich".

Pozostałe są zgromadzone w magazynach. Często są zapytania o te przedmioty i je udostępniamy. Wzbudzają do dzisiaj wiele emocji i myślę, że niezwykle pobudzają wyobraźnię: samo ich oglądanie i towarzyszące im opowieści - podsumowuje.

Wyjątkowa kolekcja Chałubińskiego


Jedną z perełek w zasobach muzeum jest kolekcja botaniczna patrona muzeum - dr Tytusa Chałubińskiego zwanego "odkrywcą Tatr". Niemal wszyscy wiedzą, że odkrył je dla turystów i warszawskiej elity, a mało kto wie, że odkrył je także "botanicznie".

Jak mówi szef działu przyrodniczego Włodzimierz Cichocki, ta twarz Chałubińskiego jest prawie nieznana, a był on jednym z najwybitniejszych botaników drugiej połowy XIX wieku.

Wszyscy go znają, jako lekarza, społecznika, towarzysza wycieczek po górach. Natomiast on podczas tych wędrówek, które często podejmował zupełnie sam, wbrew twierdzeniu, że były to jakieś huczne wyprawy, za każdym razem skrupulatnie zbierał mszaki. on był jednym z bardziej znanych zbieraczy i biologów zajmujących się mszakami w drugiej połowie XIX w i na przełomie wieków - tłumaczy Cichocki. Miał również piękny zbiór mineralogicznych, który niestety w czasie Powstania Warszawskiego przepadł w gruzach Politechniki Warszawskiej. U nas natomiast, na szczęście, zachował się w całości jego podstawowy jego zbiór mszaków tatrzańskich. I to na dodatek w oryginalnych pudłach kartonowych, gdzie są takie składki, do których powkładane są kopertki z okazami zielnikowymi. To jest 2700 okazów zielnikowych z 365 gatunków - wylicza. Oprócz tego, bo to był prawdziwy fachman, ciekawsze okazy mchów maja preparaty mikroskopowe. Są one dokładnie opisane. Jest ich 600 w takich księgach oprawionych w skórę i jeszcze pokrowcu, żeby się nie kurzyły. Rodzina nam też przekazała jego warsztat pracy - czyli mikroskop z tego okresu oraz wielki księgozbiór, którym i my się możemy teraz szczycić - dodaje. 

Potężne archiwa

Zasoby biblioteki i muzealnego archiwum ma pod swoja pieczą Danuta Janusz.

Archiwum fotograficzne posiada niezwykle cenna kolekcje fotografii. Mamy w swoich zbiorach fotografie autorstwa najstarszych tatrzańskich fotografów - Awita Szuberta, Walerego Eliasza Radzikowskiego, Stanisława Bizańskiego i oczywiście Stanisława Ignacego Witkiewicza - wylicza. Ostatnio, dzięki uprzejmości zarządu Term Chochołowskich, otrzymaliśmy w darze kolekcję 340 fotografii miejscowego fotografa z Chochołowa - Władysława Wachulskiego. To są fotografie z lat 50. XX wieku. Pokazują życie codzienne mieszkańców Chochołowa. Jest to niezwykle cenny materiał do badań etnograficznych. Najważniejsze wydarzenia w życiu człowieka - chrzest, pierwsza komunia święta, ślub, pogrzeb oraz uroczystości rodzinne, religijne i patriotyczne - tłumaczy. W sumie mamy blisko sto tysięcy jednostek. Niestety nie da się zaprezentować wszystkich - przyznaje.

 Część był pokazywana, część wykorzystywana do różnych publikacji. Część zbiorów jest digitalizowana. Ta kolekcja, o której wspominałam jest w trakcie opracowywania, no niestety niewiele wiadomo o samym fotografie - Władysławie Wachulskim, jak również o osobach pokazanych na tych zdjęciach. I stad moja wielka prośba - jeśli ktoś dysponował jakimi informacjami o tych zbiorach, to bardzo prosimy o kontakt. Każda informacja biograficzna jest dla nas niezwykle cenna".

Tajemniczy ptak

Muzeum Tatrzańskie, które liczy już prawie 120 lat posiada w swoich magazynach niezwykłe zbiory. Niektóre nie są udostępniane, z różnych przyczyn. Maciejowi Pałahickiemu udało się dotrzeć do niektórych z nich. Wraz z Włodzimierzem Cichockim, szefem działu przyrodniczego, w magazynie muzeum podziwiał tajemniczego ptaka - gągołka. 

Gągołek - Bucephala albeola po łacinie - to gatunek, który praktycznie lęgnie się tylko w Ameryce Północnej. On migruje, ale tylko w Ameryce, z północy na południowa część - czyli nad Zatokę Meksykańską, na wybrzeża Pacyfiku lub Atlantyku. Ten ptak tylko kilkanaście był odnotowany na Islandii, a w Europie to są jednostkowe spotkania - jeśli się nie mylę - trzy lub cztery. Więc pytanie - jak trafił do Muzeum Tatrzańskiego? - zastanawia się Cichocki. 

Jak tłumaczy, ten egzemplarz ma metryczkę, która stwierdza, ze został pozyskany 15 marca 1885 roku w Trzcianie. Wiadomo tez, ze pochodzi ze zbiorów Antoniego Kocyana. Kocyan był jednym z bardziej znanych ornitologów i preparatorów i prowadził ożywiona wymianę z innymi preparatorami w Europie. Przypuszczenie więc było, ze ten egzemplarz pochodzi z wymiany. Ale nie ma wzmianki w zachowanych dokumentach o takiej wymianie. W dzienniku preparacyjnym jest natomiast zapis o pozyskanym w tym dniu ptak o nazwie lodówka. Nasz egzemplarz został kiedyś źle oznaczony i występował właśnie jako samica lodówki - wspomina. Nie umiemy w 100 proc. powiedzieć czy jest to ptak pozyskany na Orawie, gdzie sam zaleciał czy pochodzi z wymiany. Jest to jeden z najbardziej tajemniczych stworzeń w naszych zbiorach. No i to też chyba drugi lub trzeci egzemplarz występujący w zbiorach europejskich muzeów - podsumowuje ekspert. 

(e/mn)