103 zawodników z 8 państw, kręta, górska trasa, licząca 5493 metry, a wiodąca ze Starej Wsi na Przełęcz pod Ostrą… Wielkimi krokami zbliża się jedna z najważniejszych w Polsce imprez samochodowych: 9. Wyścig Górski Limanowa! Zmagania na małopolskich trasach będą 9. rundą FIA Mistrzostw Europy w Wyścigach Górskich oraz 5. i 6. rundą Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. Jak podkreśla w rozmowie z RMF FM Jerzy Budacz, prezes Auto Moto Klubu Limanowa - organizatora wyścigu: "Po Rajdzie Polski jest to jedyna (w naszym kraju) impreza, która posiada taką rangę". Czego zatem możemy spodziewać się po eliminacji mistrzostw Europy? "Trasa jest piekielnie szybka, ale i - co zawsze powtarzam - piekielnie bezpieczna. (…) Fantastycznie się tu jeździ. Zawsze pojawia się dużo kibiców, bo to największa w Polsce impreza, jeśli chodzi o wyścigi górskie. Same plusy!" - mówi o zbliżającej się rywalizacji kierowca Radosław Ćwieczek.

Wyścig Górski Limanowa 2016 w obiektywie /Maciej Pałahicki /RMF FM

Opublikowana przez organizatora imprezy - Auto Moto Klub Limanowa - lista zgłoszeń liczy 103 nazwiska. 47 zawodników będzie klasyfikowanych w mistrzostwach Europy, 82 zgłosiło się w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski.

Największą grupę kierowców stanowią oczywiście Polacy, ale na trasie ze Starej Wsi na Przełęcz pod Ostrą zobaczymy także 10 Czechów, 8 Włochów - których park serwisowy będzie miał rekordową długość ponad 50 metrów, 4 Francuzów, po dwóch Austriaków i Słowaków, a także Szwajcara i Kosowianina.

Na starcie do sobotnich treningów i niedzielnych podjazdów wyścigowych stawi się cała czołówka mistrzostw Europy w wyścigach górskich: m.in. Włosi Christian Merli i Simone Faggioli oraz Czech Lukas Vojacek, startujący w kategorii 2 Competition (bolidy), czy też najlepsi aktualnie w kategorii 1 Production Austriak Tessitore oraz Czesi Tomas Vavrinec i Vojacek.

Cytat

Wyścig to impreza, w której załogę stanowi jedna osoba - czyli tylko kierowca - i jeżeli chodzi o wyścig górski, to jest to jazda tylko pod górę. Natomiast rajdy to imprezy, w których załogę stanowią kierowca i pilot i które składają się z kilku etapów, są tam odcinki specjalne, na których wykonywane są pewne próby. Wyścig górski to tak jakby odcinek specjalny: to droga zamknięta i każdemu zawodnikowi zależy na tym, żeby jak najszybciej ten zamknięty odcinek przejechać.
Jerzy Budacz, prezes Auto Moto Klubu Limanowa - organizatora wyścigu

W trakcie ubiegłorocznej edycji Wyścigu Górskiego Limanowa kierowcy osiągali średnią prędkość powyżej 170 km/h! Ta wartość robi tym większe wrażenie, kiedy uświadomimy sobie, że uczestnicy imprezy nie ścigają się na torze wyścigowym, ale po krętej i prowadzącej pod górę zwykłej drodze.

Są 33 zakręty. W prawo, w lewo. Trasa jest szybka i przez to - trudna technicznie - zaznacza w rozmowie z reporterem RMF FM Maciejem Pałahickim prezes Auto Moto Klubu Limanowa Jerzy Budacz.

O kierowcach, którzy decydują się na start w małopolskiej imprezie, mówi krótko: To muszą być dobrzy zawodnicy.

Jeden z nich - Radosław Ćwieczek - podkreśla natomiast, że choć trasa Wyścigu Górskiego Limanowa jest "piekielnie szybka", to równocześnie "piekielnie bezpieczna".

Zawsze dobrze się nam tutaj startuje. Trasa jest piekielnie szybka, ale - co zawsze powtarzam - jest piekielnie bezpieczna. To najszybsza trasa w Polsce, ale równocześnie najbezpieczniejsza - tak że pod tym względem naprawdę chylę czoła przed organizatorami i wszystkimi, którzy przy organizacji tej imprezy pracują - mówi Ćwieczek Maciejowi Pałahickiemu.

Każdy z nas na każdych zawodach daje z siebie maksymalnie dużo, bo każdy przyjeżdża na zawody po to, żeby wygrać. Ale tutaj rzeczywiście jest tak, że można: jest i piekielnie szybko, i bezpiecznie. Tutaj są dwa wolne zakręty, cała reszta to bardzo szybkie zakręty, tak że trzeba mieć tą prawą nogę dość mocno wyprostowaną - co niekiedy nie jest łatwe, bo jest część zakrętów takich niewidocznych, gdzie trzeba się przełamać. Do tego dochodzą prędkości. (...) Myślę, że tutaj każdy, w każdej klasie (samochodów), gdzieś tam się przełamuje: niezależnie od tego, czy jedzie 300- czy 400-konnym lanserem, czy jedzie hondą, czy jedzie maluchem - każdy musi się gdzieś tam przełamać - zaznacza kierowca.

Według niego, zawodnicy, którzy raz pojechali w Wyścigu Górskim Limanowa, zawsze chętnie do tej imprezy wracają. Nie tylko zresztą ze względu na szybką trasę.

Zawsze pojawia się dużo kibiców, bo to największa w Polsce impreza, jeśli chodzi o wyścigi górskie - zauważa Radosław Ćwieczek.

W ubiegłym roku kierowców na małopolskich trasach dopingowało 20 tysięcy kibiców.


(e)