"Nie jadę do ciepłych krajów, bo po całym roku na słońcu nie mam takiej potrzeby" - mówi w RMF FM o swoich urlopowych planach Anita Włodarczyk. Mistrzyni i rekordzistka świata w rzucie młotem, najlepszy sezon w karierze zakończyła zwycięstwem w niedzielnym memoriale Kamili Skolimowskiej. "Sama już nie pamiętam, ile konkursów z rzędu wygrałam. Wiem, że ostatnia porażka przydarzyła mi się w maju 2014 roku" - dodaje w rozmowie z Kacprem Merkiem.

Anita Włodarczyk /Bartłomiej Zborowski /PAP

Kacper Merk, RMF FM: Zwycięstwo w kończącym sezon memoriale Kamili Skolimowskiej było dla Ciebie formalnością?

Anita Włodarczyk: Faktycznie, rywalki po raz kolejny zostały rozgromione, a w sumie wygrałam też z dwoma mężczyznami. To dla nich sygnał, że trzeba wziąć się do pracy, bo w przyszłym sezonie mogą przegrywać ze mną regularnie. Mam pewien niedosyt, bo mocno liczyłam na walkę o kolejny rekord świata i w drugiej próbie pokazałam, że stać mnie na rzut powyżej 81 metrów. Niestety, najwyraźniej nie był to mój dzień. Z drugiej strony cieszę się, że udało się chociaż pobić rekord memoriału Kamili Skolimowskiej i w ten sposób udanie zakończyć najlepszy sezon w karierze.

Pamiętasz w ogóle swoją ostatnią porażkę?

To było w maju 2014 roku na mitingu w Ostrawie. Wtedy w ostatniej kolejce wyprzedziła mnie Betty Heidler. Od tamtej pory jestem niepokonana, ale szczerze mówiąc zgubiłam się już w rachubie, ile konkursów wygrałam w tym czasie.

Czy w związku z tym czujesz się obecnie najlepszym sportowcem w Polsce?

Na pewno w tej chwili jestem w ścisłej czołówce polskich sportowców, co oczywiście jest powodem do radości. Mam za sobą najlepszy sezon w karierze, wygrałam wszystko co było do wygrania: mistrzostwa świata, klasyfikację generalną rzutu młotem, no i jako pierwsza kobieta rzuciłam ponad 80 metrów. Podobnie było w 2009 roku, ale wtedy to wszystko działo się na trochę mniejszych odległościach.

Jakie plany na sześć tygodni wakacji?

Wakacje najpewniej spędzę w Warszawie. Na pewno nie wybieram się do żadnych ciepłych krajów, bo po dziewięciu miesiącach treningów i startów na słońcu nie czuję takiej potrzeby. Poza tym stęskniłam się za pobytem w swoim domu, za spotkaniami z rodziną i przyjaciółmi. Wiem, że sama wybrałam sobie taki sposób na życie, ale właśnie dlatego urlopy zazwyczaj poświęcam na nadrobienie towarzyskich zaległości. Zamierzam też odwiedzić kilka szkół, bo moja skrzynka pęka od zaproszeń na spotkania z najmłodszymi fanami sportu.

A kiedy startują przygotowania do Igrzysk w Rio de Janeiro?

Przygotowania do sezonu olimpijskiego zaczynamy w listopadzie, a z moim trenerem Krzysztofem Kaliszewskim opracowaliśmy plan do 15 maja. Wówczas powinnam zacząć sezon startowy. W moich przygotowaniach nic się nie zmieni. Będę ćwiczyła podobnie, w tych samych miejscach, co zazwyczaj: Cetniewie, Republice Południowej Afryki i USA. Dotąd przynosiło to znakomite efekty, więc uznaliśmy, że w roku olimpijskim nie ma sensu tego zmieniać.