"Takich rywali jak Gruzja nie mamy prawa się bać. To my mamy gwiazdy i silny zespół. To taka polska mentalność, że zawsze obawiamy się przeciwników. Potrzebna jest większa pewność siebie" - podkreśla w rozmowie z RMF FM były reprezentant Polski Paweł Kryszałowicz. "Widać, że w drużynie Nawałki jest dobra atmosfera. Oby nikt tego nie popsuł" - dodaje.

Patryk Serwański, RMF FM: Zgodzi się pan z tezą, że reprezentacja gra teraz lepszy i ładniejszy futbol niż za kadencji Franciszka Smudy i Waldemara Fornalika? Jest podobny entuzjazm jak choćby na początku wieku, kiedy selekcjonerem był Jerzy Engel.

Paweł Kryszałowicz: Nie chciałbym porównywać w ten sposób. Mamy teraz zawodników, którzy dużo znaczą w swoich klubach. Przede wszystkim dlatego gramy dobrze, bo chłopaki co tydzień grają na wysokim poziomie, są w formie. Poza tym mamy supergwiazdę, jaką jest Robert Lewandowski.

W sobotnim meczu z Gruzją w eliminacjach Euro 2016 Robert Lewandowski zagra bez maski ochraniającej twarz. Napastnik reprezentacji Polski i Bayernu Monachium musiał występować w masce od czasu, kiedy w końcówce sezonu nabawił się złamania nosa i kości twarzy. "Nie pomagała w grze" -... czytaj więcej

Ale to nie jest gwarant sukcesu. W latach 90. było wielu świetnych piłkarzy, którzy grali w dobrych klubach - Juskowiak, Kosecki, Nowak, Wałdoch, Warzycha - a wyników nie było.

Wtedy, choćby za moich czasów, mieliśmy bardziej wyrównany skład, byli zawodnicy grający na dobrym poziomie, ale nie było gwiazdy pokroju Lewandowskiego. Tworzyliśmy jednak monolit. Teraz też widać, że zespół Nawałki się zgrał, że tworzą fajną grupę. Atmosfera jest dobra, a to pomaga w odniesieniu sukcesu. Oby po awansie do mistrzostw Europy we Francji znów ktoś czegoś nie wymyślił i tej atmosfery nie popsuł. Ja z przyjemnością oglądam teraz mecze kadry. Jeżdżę, kibicuję. Mam nadzieję, że pojedziemy do Francji.

Jeden z najważniejszych meczów w kadrze zagrał pan w Chorzowie na Stadionie Śląskim. Wtedy pokonaliśmy Norwegię i awansowaliśmy na mundial. Teraz reprezentacja gra na Stadionie Narodowym. Chciałby pan być kilka lat młodszy, żeby doświadczyć tej atmosfery, czy to, co pamięta pan z Chorzowa, już było wystarczająco piękne?

Nowy stadion, więcej ludzi, to i atmosfera z pewnością dużo lepsza dla zawodników. Trochę zazdroszczę chłopakom, ale my też mieliśmy piękne chwile na Stadionie Śląskim. W ogóle gra w reprezentacji na każdym stadionie, w każdej miejscowości to wielki honor. Szczególnie dla takich osób jak ja - pochodzących z małych klubów, które musiały przejść długą, trudną ścieżkę, żeby zagrać w drużynie narodowej.

Teraz czeka nas mecz eliminacyjny z Gruzją. Wygrana pozwoli biało-czerwonym spędzić wakacje na pierwszym miejscu w grupie, a jesienią to inni będą musieli nas gonić.

Polacy zawsze stawiają sprawę tak, że rywala powinniśmy się bać. Nawet wczoraj na zjeździe PZPN Zbigniew Boniek przypominał, że Gruzini są groźni, bo większość meczów w eliminacjach przegrywali minimalnie. A to przecież oni nas się powinni bać. To my mamy wielkie gwiazdy w drużynie. To my potrafiliśmy pokonać Niemców. Takich rywali jak Gruzja bać się nie możemy. Spokojnie wygramy 3:0 i będą piękne wakacje.

Kibice zaczepiają pana jeszcze na ulicy i wspominają pańskie bramki z reprezentacji sprzed kilkunastu lat?

Średnie pokolenie doskonale to pamięta. Ci młodsi mają już swoich nowych idoli. Zawsze przyjmuję z uśmiechem i radością, jeśli ktoś ma mi do powiedzenia coś miłego.

Paweł Kryszałowicz to były reprezentant Polski. W biało-czerwonych barwach rozegrał 33 mecze i strzelił 10 bramek.

Był jednym z bohaterów eliminacji do MŚ 2002. W drużynie prowadzonej przez Jerzego Engela stworzył wraz z Emmanuelem Olisadebe groźny duet napastników. Na mundialu w Korei i Japonii strzelił dla Polski jedną z bramek w wygranym meczu z USA.

Grał m.in. w Amice Wronki, Wiśle Kraków i Eintrachcie Frankfurt.