Kamil Stoch, Zbigniew Bródka i Justyna Kowalczyk – jednym tchem szef PKOl-u Andrzej Kraśnicki wymienia swych faworytów do zwycięstwa w Plebiscycie RMF FM i Interii na Sportowca Roku 2014.

Interia: W poniedziałek zaczyna się plebiscyt RMF FM i Interii na wybór Sportowca Roku. Wśród nominowanych jest trzynastu sportowców: Kamil Stoch, Justyna Kowalczyk, Zbigniew Bródka, Mariusz Wlazły, Robert Lewandowski, Michał Kwiatkowski, Anita Włodarczyk, Jan Szymański, Rafał Majka, Arkadiusz Milik, Marcin Gortat, Łukasz Kubot, Rafał Sonik. Proszę wybrać z tego grona najlepszą "trójkę".

Andrzej Kraśnicki, prezes PKOl-u i ZPRP: To trudna rola, ale jako prezes PKOl-u muszę postawić na tych, co zdobywali złote medale na igrzyskach w Soczi, a więc Kamil Stoch, Zbigniew Bródka i Justyna Kowalczyk.

- Dostrzegam również ogromny sukces - mistrzostwo Europy i rekord świata Anity Włodarczyk, także w kontekście jej pozycji w światowej lekkiej atletyce i ocenach rankingowych, jakie zdobyła w najbardziej prestiżowych pismach. Stała się pierwszą lekkoatletką świata.

- Nie można też nic ująć Michałowi Kwiatkowskiemu, który zdobył mistrzostwo świata  w zawodowym kolarstwie i siatkarzom, jako przedstawicielom gier zespołowych. Należy szczególnie podkreślać pozycję, jaką ta dyscyplina zdobyła w świecie.

- Tego typu plebiscyty i porównywanie sportowców z różnych dyscyplin jest trudne. Z jednej strony trzeba zważyć sukces, a z drugiej wziąć pod uwagę zasięg i popularność danej dyscypliny na świecie. Igrzyska olimpijskie są najważniejszą imprezą w sportach indywidualnych i części zespołowych, więc być może tym się kierowałem wybierając tę trójkę sportowców.

Trudno wyobrazić sobie lepszy rok dla sportu niż ten miniony? Polscy sportowcy podbili świata!

- Podzielam ten pogląd. To jeden z najlepszych roczników w polskim sporcie. To był naprawdę świetny rok. Przedstawiciele sportów zimowych na igrzyskach w Soczi zdobyli aż sześć medali, dotychczas na wszystkich zimowych igrzyskach mieliśmy ich czternaście, w tym sześć z Vancouver, to naprawdę wielki sukces. Na dodatek z Soczi przywieźliśmy większość złotych medali, więc zarówno pod względem koloru, jak i liczby medali, Soczi było dla nas imponujące.

- A na igrzyskach dobre wiadomości dla polskiego sportu się nie zakończyły. Był przecież wspaniały występ siatkarzy w mistrzostwach świata, wielkie sukcesy w kolarstwie, na czele z mistrzostwem świata Michała Kwiatkowskiego, rekord świata w rzucie młotem Anity Włodarczyk. Dla ruchu olimpijskiego istotne również były wspaniałe wyniki z Letnich Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Nankinie, gdzie urodziły nam się młode gwiazdy, które przywiozły sześć medali. Zatem jest perspektywa, że polski sport swoje sukcesy może kontynuować.

- Oczywiście były też niestety słabsze moment i do nich zaliczyłbym afery dopingowe. To niestety fakt, że na w Soczi nasz bobsleista (Daniel Zalewski - przyp. red.) wspomagał się niedozwolonymi środkami. Nie możemy również zapomnieć o aferze korupcyjnej, jaka jest związana  z piłką siatkową. Ale mam nadzieję, że to nie będzie kontynuowane w następnych latach i te negatywne elementy, w oparciu o wcześniejsze doświadczenia, zostaną z polskiego sportu wyeliminowane.

- Jak widać z tego podsumowania, rok 2014 był wspaniały, obfitował w sukcesy, ale również w tej beczce miodu była odrobina dziegciu i to musimy pamiętać.

Pan ostrożnie wypowiadał się przed Soczi, mówiąc o czterech medale. Czy to była realna ocena, czy po prostu nie chciał pan zwiększać presji?

- Wydawało mi się wtedy, że te cztery medale to ocena realistyczna ocena. Przecież czasem między medalem a pozycją poza podium jest naprawdę cieka linia. Na szczęście rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Sądzę, że spośród znawców sportu minimalna liczba spodziewała się takiego worka, w większości złotych, medali.

O ile na medale Kamila Stocha czy Justyna Kowalczyk, którzy dominowali w swych dyscyplinach można było liczyć, o tyle Zbigniew Bródka sprawił ogromną niespodziankę. Pobić światową czołówkę, na czele z Holendrami, to nie lada wyczyn!

- Podzielam ten pogląd, trudno było się spodziewać tego "złota". Obserwuję tego zawodnika i chcę powiedzieć, że jestem pełen uznania dla postawy, zachowania godnego naśladowania. Bródka to człowiek skromny, budzący ogromną sympatię. Zawsze z szacunkiem mówi o tych, co mu pomogli w zdobyciu sukcesu. Na oficjalnych spotkaniach zawsze jest skromny i zachowuje dystans w stosunku do wielkiego wydarzenia, w którym uczestniczył.

- Dla mnie to wzór godny do naśladowania, świetny sportowiec i fantasty człowiek, mający grono życzliwych sympatycznych osób, które go wspierają. Począwszy od rodziców, kolegów z kadry, przez trenera i cały sztab, na miejscu pracy - zawodowej straży pożarnej skończywszy.

Liderem sportów zimowych stał się Kamil Stoch, który ma dopiero 27 lat i daje nadzieje na to, że polscy skoczkowie przywiozą medal także z igrzysk w Korei Płd.

- Ja sądzę, że dzisiaj określenie naszej pozycji przed Pyeong Chang jest przedwczesne. Mamy sezon poolimpijski, a on rządzi się innymi prawami. Wielcy muszą odpocząć, znaleźć refleksję, by wstąpić w szranki i przystąpić do nowych przygotowań olimpijskich.

Polski sport ujmy naszemu krajowi nie przynosi, ale z pewnością nie da się stwierdzić, że ma wystarczające wsparcie państwa. Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek uważa, że powinno się zmodyfikować Ustawę o Sporcie Kwalifikowanym w ten sposób, by sportowcy płacili niższe podatki, niż zwykły biznes. Ma pan jakieś własne pomysły w tym zakresie?

- Pewne jest jedno - sport pełni ogromną rolę w profilaktyce zdrowotnej. Sukcesy sportowców na arenie międzynarodowej to promocja kraju, trzeba je docenić i stworzyć warunki, aby sport mógł się rozwijać.

Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale oczekuję kiedy się spełnią obietnice wypowiedziane przez najważniejsze osoby w państwie po igrzyskach w Soczi. Porównując dofinansowanie sportu w Polsce do reszty Europy, mamy jeszcze wiele do zrobienia.

W piątek zaczynają się MŚ w piłce ręcznej w Katarze. Powiedział pan, że potraktujemy je jako przetarcie przed przyszłorocznymi ME w Polsce. W środowisku nie wszyscy są zwolennikami selekcjonera Michael Bieglera. Są tacy, którzy twierdzą, że powinniśmy zatrudnić lepszego fachowca. Co panem kieruje?

- Moje podejście jest takie, że szanuję podpisane umowy. Każdy miał szansę wziąć udział w konkursie na selekcjonera reprezentacji Polski. Trener Biegler ten konkurs wygrał, a teraz z takimi, a nie innymi zawodnikami osiąga wyniki, które oceniam jako pozytywne. Pamiętajmy o tym, że to zawodnicy grają, a nie trener. Dzięki Bieglerowi wielu nowych zawodników trafiło do reprezentacji. W dalszym ciągu jesteśmy jedną z najlepszych drużyn świata, nie wypadliśmy z "dziesiątki". W ocenie wielu, naszą pozycją jest nawet pierwsza "piątka". Mam świadomość tego, że w środowisku trenerskim i sportowym panują emocje, ale ja muszę się kierować wizją długodystansową.

Kiedy przed rokiem postanowiliśmy zorganizować Plebiscyt RMF FM i Interia.pl na Sportowca Miesiąca, nawet nie przypuszczaliśmy, że będzie to rok dla naszego sportu wyjątkowy. Tak wielu uniesień i powodów do radości nie było od lat. czytaj więcej

Czyli nasz potencjał obecnie nie jest tak wielki jak w 2007 roku, gdy zdobywaliśmy wicemistrzostwo świata? Nie mamy Tkaczyka, a Bielecki jest o te osiem lat starszy?

- Karol Bielecki przede wszystkim miał kontuzję - stracił oko i to była przyczyna jego słabszej formy, ale głównie dzięki Bieglerowi ten zawodnik wrócił do piłki ręcznej. Trener umocnił go w przekonaniu, że Karola stać na grę na wyższym poziomie.

A co do obecnego potencjału, kilku Polaków jest najlepszych na świecie na swoich pozycjach. Szmal, Jurasik, Krzysztof Lijewski - to światowa czołówka, ale w piłce ręcznej wygrywa cała drużyna. Możemy chcieć zdobyć mistrzostwo świata, ale o tym decyduje wiele składników. Trzeba patrzyć na to z dużą rezerwą.

- Mi łatwiej oceniać, bo za mojej kadencji odnosiliśmy sukcesy i jestem przekonany, że jeszcze je osiągniemy.

Piłka ręczna to bodaj jedyny sport, w którym mistrzostwa Europy mają wyższy poziom i cieszą się większym prestiżem niż MŚ.

- To prawda. W telewizji ogląda je miliard i 200 mln widzów. Przekonamy się także, że nasz kraj odwiedzi wielu kibiców zagranicznych.

- Niedawno rozmawiałem z właścicielem firmy Kampa - to nowy partner światowej federacji, który zastąpił Humela i od niego dowiedziałem się o ogromnych problemach ze sprzedaniem w Niemczech praw transmisji z MŚ w Katarze, choć to się może zmienić.

Rozmawiał: Michał Białoński