Trzy osoby - trener, lekarz i fizjoterapeuta - są w kręgu podejrzeń w sprawie dopingu Kornelii Marek - dowiedział się Kuba Wasiak z redakcji sportowej RMF FM. Kontrekspertyza potwierdziła wczoraj obecność zakazanego środka EPO w organizmie polskiej biegaczki w czasie igrzysk w Vancouver. Członkowie sztabu szkoleniowo-medycznego kadry biegaczek zapewniają, że nie mają z tym nic wspólnego.

Prezes PKOl Piotr Nurowski: Na razie wszyscy nabrali wody w usta

Na wczorajszym zebraniu w Polskim Związku Narciarskim zjawili się fizjoterapeuta kadry Witalij Trypolski i lekarz kadry Stanisław Szymanik. Miał się zjawić także trener kadry Wiesław Cempa, ale go zabrakło. Wszyscy zapewnili, że z dopingiem nie mają nic wspólnego. Prezydium PZN zapoznało się z oświadczeniami Szymanika, Trypolskiego i samej Marek. Jak mówił sekretarz generalny związku Grzegorz Mikuła, biegaczka twierdzi, że nie wie, w jaki sposób zakazana substancja dostała się do jej organizmu. Przyznała, że przyjmowała zastrzyki, ale wierzyła, że są to dozwolone środki.

Śledztwem w sprawie dopingu Kornelii Marek zajmie się rozszerzona Komisja Dyscyplinarna i Etyki PZN. Wczoraj związek skreślił biegaczkę z kadry narodowej i cofnął jej stypendium. Na 22 marca zwołane zostało do Krakowa nadzwyczajne posiedzenie zarządu.

We wtorek badanie próbki B potwierdziło fakt stosowania przez Marek dopingu. Test wykonaniu po biegu sztafet na igrzyskach olimpijskich w Vancouver. Rezultat pierwszego badania był pozytywny. Na żądanie zawodniczki, w olimpijskim laboratorium w Richmond przeprowadzono analizę próbki B. Jej wynik także był pozytywny. Polskiej biegaczce grozi dwuletnia dyskwalifikacja. Marek nie będzie mogła też wystartować na igrzyskach olimpijskich w Soczi.