"Na razie cały czas zbieramy doświadczenie poprzez treningi i starty, ale największym wyzwaniem jest logistyka. Musimy zgrać terminy 11 dziewczyn, by spotkać się na regatach czy treningu” – mówi w rozmowie z RMF FM Ane Piżl z pierwszej tak dużej żeńskiej załogi jachtowej w Polsce. "Tylko jedna z nas zawodowo zajmuje się żeglarstwem, ale wszystkie robimy to amatorsko przynajmniej od kilkunastu lat” – dodaje pierwsza dziobowa z załogi Shekli. Teraz panie marzą o występie na Mistrzostwach Europy. "Chcemy pokazać, że na dużych jachtach kobiety też doskonale dają sobie radę. Pokazujemy, że można” – podkreśla Piżl.

Dziewczyny na jachcie regatowym /Ane Piżl /

Patryk Serwański: Wasza żeglarska pasja to nie tylko chęć zaspokojenia własnych potrzeb, ale i projekt społeczny. Bawicie się tym, trenujecie, ale też chcecie popularyzować żeglarstwo wśród kobiet. Bo ciągle jest to sport bardzo mocno kojarzony z mężczyznami.

Ane Piżl: Tak. Projekt Shekle w równym stopniu jest projektem sportowym, żeglarskim, jak i społecznym, takim aktywizującym. Mamy wielką nadzieję zainspirować dziewczyny w całej Polsce, że żeglarstwo na dużych jachtach jest dostępne, możliwe. Można zacząć w każdym wieku i nieważne, czy urodziłeś się na Pomorzu czy nie. Na tych największych jednostkach jest zdecydowana przewaga mężczyzn. Dziewczyny z powodzeniem żeglują, ale najczęściej na mniejszych jachtach. Chcemy pokazać, że te proporcje można zmienić. Nasz team jest w stu procentach kobiecy, ale naszym celem jest to, aby było więcej dziewczyn w załogach mieszanych. Świat regat na dużych jachtach jest dla kobiet otwarty i dostępny.

Wystarczy przeanalizować, skąd pochodzicie i gdzie mieszkacie i od razu widać, że kluczem do sukcesu jest tu logistyka. 11 kobiet, które muszą zgrać grafiki, urlopy, zorganizować się, żeby pojechać na trening na wodzie czy zawody. To musi być też nauka kompromisów i organizacji.

Jesteśmy amatorkami tak naprawdę. Każda z nas zawodowo robi zupełnie co innego. Tylko skipperka Dorota żyje z żeglarstwa. Reszta z nas w wieku 30 lat stwierdziła, że fajnie byłoby pojechać na regaty - co też pokazuje, że się da. Problemów nie brakuje, ale to logistyka jest największym wyzwaniem. Zorganizowanie wszystkiego tak, żeby mieszkająca w Londynie Basia, Maja z Berlina i reszta rozrzucona po Polsce zdołała się spotkać na treningu czy regatach. W poprzednim sezonie wszystko udało nam się perfekcyjnie. W tym sezonie mamy już gotowy kalendarz, bo szykujemy się do Mistrzostw Europy i zawieszamy sobie poprzeczkę bardzo wysoko. To też magiczne i ekscytujące. Pomimo tego wszystkiego podwijamy rękawy i spełniamy swoje marzenie.

Jak wyglądało kompletowanie 11-osobowej załogi? Zadania na jachcie są bardzo sprofilowane. Do tego dochodzi pewnie kwestia dobrania charakterologicznego.

Był to proces, który rozpoczął się dwa lata temu. Wtedy wpadłyśmy na taki pomysł. Początkowo to miała być załoga mieszana, ale z przewagą kobiet. Wyklarowało się w stronę żeńskiego teamu. Zaczęłyśmy w gronie czterech znajomych i zapraszałyśmy kolejne osoby na wspólne treningi. To były zaproszenia "po znajomości" albo dzięki mediom społecznościowym. Trafiło do nas sporo dziewczyn, które usłyszały o nas na Facebooku. Każda z nas żegluje od 15-20 lat, ale głównie rekreacyjnie, choć także w długich rejsach morskich. W żeglarstwie regatowym robimy pierwsze kroki. Z wielu dziewczyn, które przewinęły się przez nasz jacht zostały te, które miały najwięcej zapału, najlepiej zgrały się z resztą załogi i miały także czas i możliwość wzięcia udziału w tym projekcie. Co do podziału obowiązków i przydzielenia do odpowiednich stanowisk to stało się to dopiero po stworzeniu składu. Wiemy, która z nas dobrze sprawdza się w której roli. Niektóre stanowiska wymagają szybkości, inne są siłowe. Dobrze się uzupełniamy. Oczywiście jesteśmy cały czas na etapie treningów, docierania się. Na tle zespołów, które wystartują w Mistrzostwach Europy na pewno będziemy jedną z mniej doświadczonych załóg pod względem stażu. Jestem jednak pełna pozytywnych emocji. Widać jak praca przynosi efekty. Wszystko idzie nam coraz sprawniej.

A jak wyglądają wasze relacje poza treningami czy starami? To wszystko wypaliło też pod takim względem relacji międzyludzkich. Jesteście w stałym kontakcie? Zaiskrzyło też na płaszczyźnie towarzyskiej?

Fakty są takie, że słyszymy się codziennie. Dzwonimy do siebie, wysyłamy maile. W obrębie miast, w których mieszkamy także często się widujemy. Cały czas ustalamy też różne szczegóły związane z sezonem. Także wspólnie trenujemy, bo przecież nasz trening to nie tylko jacht i woda. Oczywiście nie wszystkie razem, ale w Warszawie mieszka 5 z nas i razem biegamy czy chodzimy na siłownię. Naprawdę nawiązały się z tego fajne przyjaźnie. Nie zawsze robimy wszystko w 11-osobowym gronie, ale jesteśmy blisko i dla każdej z nas jest to coś wartościowego i ważnego.

Wspomniałaś o tym, że część zadań na jachcie wiąże się ściśle z siłą. Czy są to zadania tak wymagające, że mogą być dla części kobiet niedostępne?

Na każdym stanowisku trzeba być przygotowanym siłowo i kondycyjnie. Przygotowanie ogólno-sportowe jest bardzo ważne niezależnie od pozycji. Natomiast prawda jest też taka, że i siła jest niezbędna jak w każdym sporcie. Żeglarstwo dla większości z nas to rekreacja i bardzo dobrze. Wymiar sportowy żeglarstwa to coś zupełnie innego. Nie ma czasu, żeby usiąść napić się wody. Startujemy głównie w intensywnych biegach, gdzie niezbędna jest praca całej załogi. Po prostu trzeba dbać o kondycję. A to, że silnych, wysportowanych kobiet nie brakuje w wielu dyscyplinach, to chyba wszyscy wiedzą.

Poza wspomnianą skipperką Dorotą, która zajmuje się żeglarstwem zawodowo, jakie "wykonywane zawody" znajdziemy na waszym jachcie?

To może odpowiem na to pytanie pozycjami, które zajmujemy. Od dziobu, bo jestem pierwszą dziobową. Poza tym jestem ratownikiem medycznym i organizują szkolenia. Razem ze mną na dziobie pracuje moja siostra Basia, czyli psychoterapeutka. Przy maszcie znajdziemy Anię - wykładowcę z poznańskiej uczelni. Funkcję pitwoman pełni Monika, która pracuje w Warszawie w administracji publicznej. Obok niej stoją trymerki żagli przednich: Kasia prowadząca szkołę językową i Gosia, która ma swoją firmę odzieżową. Dalej jest Maja, czyli trymerka grota. Jej wielką pasją jest sport, a największą longboard - organizuje szkolenia, sprzedaje sprzęt. Na baksztagach mamy Julkę, która organizuje festiwale muzyczne, Malinę, która jest prawnikiem i Agatę, która zawodowo pracuje w lesie... i podgląda zwierzęta. Faktycznie jest tak, że każda z nas jest z innego świata, ale może tym fajniej odbija się to na pozytywnej energii, która towarzyszy tej załodze.

Pewnie każda z was ma swoją historię związaną z tym pierwszym wejściem na łódkę. U ciebie jak zaczęła się żeglarska pasja?

Zaczęłam od wakacyjnego obozu żeglarskiego. Moi rodzice to ludzie gór i tam mnie głównie ciągnęli, ale wspierali moje pasje. Ja się szybko żeglarstwem zafascynowałam. Razem z siostrą żeglowałyśmy głównie po śródlądziu, potem przyszły rejsy morskie. W końcu przyszedł pomysł jachtu regatowego. To już prędkość i prawdziwy sport. Po pierwszych treningach na tego typu jachcie odkryłam żeglarstwo na nowo.

Żeglarstwo głównie kojarzy się z relaksem na Mazurach, albo Igrzyskami Olimpijskimi, bo wtedy mówimy o nim więcej. Jak więc umiejscowić was w tym wszystkim. Żeńska, 11-osobowa załoga na jachcie regatowym. Jak odbiera was środowisko, bo przecież w Polsce jesteście ewenementem.

W Polsce na tak dużych jednostkach żeńskich załóg poza naszą na razie nie ma. Mam nadzieję, że będą. W Europie to już powoli standard, że tworzy się kobiece załogi. To coraz popularniejsze w Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech. Nawet są już regaty dedykowane załogom kobiecym.

Bo normalnie ścigacie się w klasie open.

Tak. Każdy bez żadnych podziałów może startować. W klasie przelicznikowej nieważna jest nawet wielkość jednostki. Naszym wzorem jest pewna praktyka międzynarodowa, którą chcemy wprowadzić w Polsce. Jeśli chodzi o nasze szanse na regatach to nie można oceniać ich przez pryzmat tego, że jesteśmy kobietami. Przede wszystkim brakuje nam doświadczenia i treningów. Na razie nie stałyśmy na wysokim miejscu na podium, ale zaliczyłyśmy już wartościowe wyniki. Zajęłyśmy nawet 3. lokatę, co było dla nas sporym sukcesem. Co do reakcji kolegów z innych teamów - to dla nas wielka satysfakcja, ale odczuwamy dużo wsparcia. Wszyscy są nam życzliwi to się daje wyczuć w miasteczku regatowym, podczas treningów. Teraz, kiedy zbieramy środki na start w Mistrzostwach Europy wsparły nas takie gwiazdy żeglarstwa w Polsce, jak Mateusz Kusznierewicz czy Roman Paszke. To jest fascynujące, że projekt kilku przyjaciółek tak się rozwija i promuje żeglarstwo wśród kobiet.

Skoro tak dobrze odbiera was środowisko to jak odbierają was sponsorzy? Na pewno chcecie się rozwijać, a bez wsparcia finansowego to będzie trudne.

Potrzeby finansowe są duże. W tym momencie szukamy wsparcia nie wśród dużych firm, choć byłoby wspaniale nawiązać taką współpracę, ale wśród osób indywidualnych - fanów żeglarstwa i tych, którzy po prostu uznają nasz projekt za interesujący. Zbieramy środki w systemie crowdfoundingowym. Zbiórka trwa do 3 kwietnia. Mamy już połowę kwoty, która zabezpieczy nasz start w Mistrzostwach Europy. Dla wspierających mamy nagrody - między innymi można z nami potrenować na morzu i zobaczyć, jak wygląda praca na jachcie. Jednak najwięcej osób dołącza się do pomocy nie ze względu na nagrody tylko dla satysfakcji, że wspierają coś oryginalnego.

Załoga Shekli zbiera środki na start w tegorocznych Mistrzostwach Europy. Dziewczyny można wspierać jeszcze przez blisko miesiąc. Zebrały już blisko połowę potrzebnej kwoty. Szczegóły znajdziecie TUTAJ.

APA