To już ostatni wolny dzień w tegorocznym Giro d’Italia. Czy lider wyścigu, Holender Steven Kruijswijk utrzyma w ostatnim tygodniu koszulkę lidera?

Steven Kruijswijk /LUCA ZENNARO /PAP/EPA

Steven Krujiswijk świetnie poradził sobie w Dolomitach i choć ma przed sobą jeszcze sześć dni rywalizacji, to jest na dobrej drodze, by liderem zostać aż do mety wyścigu w Turynie.

Przewaga Holendra w klasyfikacji generalnej to już solidne dwie minuty nad drugim Estabem Chavesem z Kolumbii. Trzeci - Włoch Vincenzo Nibali - przez ostatnie dwa dni przeżywał kryzys i jest już blisko o 3 minuty słabszy od Kruijswijka. Gdzie Holender może ewentualnie stracić tą przewagę? Emocje może przynieść jutrzejszy krótki, pagórkowaty etap, ale to piątek i sobota zadecydują o tym, czy Holender wygra Giro. Wtedy peleton wjedzie w Alpy zahaczając nawet o Francję. W piątek trzeba będzie wjechać na Colle Dell’Angello, a potem zmierzyć się z finiszowym podjazdem do Risoul. W sobotę to podjazdy pod Col de Vars, Col de la Bonette i Colle Della Lombarda. Reszta etapów - czyli środowy, czwartkowy i przede wszystkim niedzielny - większych zmian w klasyfikacji generalnej nie powinny przynieść.

Rozsądnie jadący dotychczas Kruijswijk stoi więc przed wielką szansą. A warto przypomnieć, że Holendrzy na wygraną swojego kolarza w Giro czekają od...  zawsze, bo zawodnik z tego kraju jeszcze w tym wyścigu nie zwyciężył. Teraz warto to zmienić, tym bardziej, że tegoroczne Giro rozpoczęło się właśnie w Holandii.

A co może jeszcze zrobić Rafał Majka? Nasz faworyt traci teraz do lidera ponad 4,5 minuty i jest piąty. Po piętach depcze mu Ilnur Zakarin. Przed Polakiem, oprócz wspomnianej trójki Kruijswijk, Chaves, Nibali jest jeszcze Alejandro Valverde. Majce ciężko będzie pokonać któregokolwiek z nich, choć szanse ciągle są. Kłopot w tym, że nasz kolarz niespecjalnie może liczyć we włoskim wyścigu na swoich kolegów z grupy Tinkoff. Kiedy obserwuje się wyścig w telewizji można odnieść wrażenie, że lider zespołu nie ma odpowiedniego wsparcia, na które mogą liczyć jego najwięksi rywale.

Wróćmy jeszcze na chwilkę do Kruijswijka, bo z wielkich tourów to właśnie Giro odpowiada mu najbardziej. Holender kończył ten wyścig w czołowej "10" już dwukrotnie (2011 i 2015 rok). Kolarz Lotto-Jumbo potrafił też pokazać się na Tour de Swiss, na którym wygrał nawet etap w 2011 roku. Bezwzględnie jednak ewentualna wygrana na Giro będzie jego największym sukcesem w karierze.

(abs)