Włoscy piłkarze każde spotkanie traktują poważnie. Futbol to ich dyscyplina i "religia" - mówi mieszkający w Rzymie Zbigniew Boniek przed towarzyskim meczem reprezentacji Polski i Włoch. Początek piątkowego spotkania we Wrocławiu o godzinie 20:45.

We Wrocławiu zaprezentowano we wtorek nowe, oficjalne stroje piłkarskiej reprezentacji Polski. Na koszulkach w biało-czerwonych barwach znalazły się między innymi loga PZPN i Euro 2012, ale zabrakło tradycyjnej naszywki z godłem. czytaj więcej

Polska Agencja Prasowa: W ostatnich miesiącach reprezentacja Polski grała z kilkoma mocnymi rywalami, ale niektórzy nie traktowali tych meczów poważnie i wystawiali rezerwy. Jak będzie z Włochami?

Zbigniew Boniek: Włosi do wszystkich meczów podchodzą bardzo poważnie, nie mam wątpliwości. Piłka nożna jest dla nich zbyt ważna, żeby "odpuszczać". W towarzyskich meczach różnie bywa z rywalami, ale Włosi to inna kultura piłkarska. Nie będzie z ich strony taryfy ulgowej.

Przylecą jednak do Polski osłabieni. Poważne kłopoty wyeliminowały na kilka miesięcy dwóch czołowych napastników - Antonio Cassano (przeszedł operację serca) i Giuseppe Rossiego (kontuzja kolana). To duże osłabienie?

Według mnie - żadne. W ataku reprezentacji Włoch pozostali inni świetni piłkarze. Uważam nawet, że Mario Balotelli, Alessandro Matri i Giampaolo Pazzini są lepsi od tamtego duetu.

Włosi bardzo zawiedli podczas mistrzostw świata w RPA, zajęli ostatnie miejsce w grupie. Doszło do zmiany trenera i części kadry. Czy obecna reprezentacja jest drużyną na miarę oczekiwań kibiców?

To bardzo mocny zespół. Do tego stopnia, że będzie jednym z pięciu - sześciu faworytów ME. Inna sprawa, że oni są faworytami przed każdą wielką imprezą, potem oczywiście różnie bywa.

Na mecz z Polską trener Cesare Prandelli powołał m.in. Angelo Ogbonnę, obrońcę... drugoligowego Torino. Dla niektórych taki wybór był sporym zaskoczeniem.

To młody, ciekawy zawodnik nigeryjskiego pochodzenia. Na dzisiaj nie jest jeszcze piłkarzem pierwszego składu. Na razie dostał zaproszenie do wielkiej piłki. Zobaczymy, czy z niego skorzysta.

W kadrze Włoch jest również inny zawodnik, mający afrykańskie pochodzenie - Mario Balotelli. To piłkarz tyleż znakomity, co niesforny, sprawiają problemy trenerom. Pan zawsze lubił piłkarzy niepokornych, ale czy Włosi powinni się bać, że Balotelli "rozsadzi" drużynę od wewnątrz?

Lubię zawodników niepokornych, ale odpowiedzialnych, dających wiele drużynie. Balotelli ma wszystko, co powinien mieć klasowy piłkarz. Czasami odnoszę jednak wrażenie, że wszystko jest mu obojętne. W "chorej" drużynie taki zawodnik mógłby oznaczać niebezpieczeństwo, ale w przypadku kadry Włoch jest inaczej. Przy tylu doświadczonych piłkarzach i trenerze jego talent powinien się rozwijać właściwie.

Pan doskonale zna selekcjonera kadry Włoch, bo jako piłkarz występował z nim w Juventusie Turyn. Czy Prandelli ma "włoski", porywczy temperament?

Przeciwnie. Cesare to bardzo inteligentny, refleksyjny i ułożony szkoleniowiec, spokojny i opanowany. To nie jest żadna kurtuazja z mojej strony. Graliśmy trzy lata w jednym zespole. On wprawdzie miał więcej zadań defensywnych, ale świetnie się rozumieliśmy na boisku. Zresztą po meczu we Wrocławiu wrócę samolotem razem z włoską reprezentacją do Rzymu.

Prandelli ma we Włoszech mocną pozycję, czego nie można powiedzieć o szkoleniowcach w naszej ekstraklasie. W ciągu kilku dni doszło do głośnych zmian aż w trzech klubach - Wiśle Kraków, Lechii Gdańsk i ŁKS Łódź. Zaskoczyły pana?

Przypadek ŁKS jest oczywiście inny, bo tam nikt z Michała Probierza nie zrezygnował. Otrzymał ciekawą propozycję z Arisu Saloniki i z niej skorzystał. Jeśli chodzi o Roberta Maaskanta i Tomasza Kafarskiego - to normalna sytuacja. Wiadomo, że trenerzy odpowiadają za wyniki, a słabe oznaczają zwolnienie z pracy.

Jaki kierunek powinny obrać władze Wisły i Lechii - polska czy zagraniczna myśl szkoleniowa?

Najważniejsza jest strategia i sposób budowania klubu, a nie pochodzenie trenera. Śmieszy mnie, gdy sugerujemy się jednym kierunkiem. Raz jest moda na Czechów, następnie Holendrów, itd. Dobrzy trenerzy są zarówno w Polsce, jak i poza granicami kraju.

Gdyby Probierz trochę się wstrzymał, być może pracowałby w Wiśle...

Michał miał klauzulę w kontrakcie, która pozwalała mu opuścić ŁKS w razie propozycji z klubu zagranicznego, a nie polskiego. Zrobił świetną robotę w Łodzi, trzeba bić mu brawo. Wcale się nie dziwię, że poszedł do znanego greckiego klubu. Natomiast zdziwiłbym się, gdyby nagle odszedł z ŁKS do Wisły. To byłoby dla mnie niezrozumiałe.