25 września 2005 roku polska żeńska siatkówka świętowała wielkie chwile. Reprezentacja pod wodzą Andrzeja Niemczyka po raz drugi z rzędu zdobyła złoty medal mistrzostw Europy wygrywając w finale z Włochami 3:1. Dwa lata wcześniej Polki w Ankarze sięgnęły po pierwszy w historii polskiej siatkówki złoty medal mistrzostw Starego Kontynentu. Wówczas była to ogromna sensacja, ale do Chorwacji biało-czerwone jechały już jako jeden z faworytów.

"Polskie złotka" podczas powitania na warszawskim lotnisku 26.09.2005. /Bartłomiej Zaborowski /PAP

Z tamtego okresu pamiętam m.in. moją irytację po tym, jak często powtarzano i często słyszałam, że złoty medal w Turcji zdobyłyśmy przez przypadek. Bardzo chciałyśmy wszystkim udowodnić, że to właśnie nie był przypadek. Ale też miałyśmy świadomość, że obronić tytuł będzie niezwykle trudno. Na pewno byłyśmy bardziej zgranym zespołem i miałyśmy większy bagaż doświadczeń niż dwa lata wcześniej - opowiadała Katarzyna Skowrońska-Dolata.

"Złotka", jak popularnie nazywano polskie siatkarki, fazę grupową zakończyły kompletem zwycięstw - pokonując kolejno Azerbejdżan 3:0, Niemcy 3:2, Chorwację 3:1, Rumunię 3:0 oraz Serbię i Czarnogórę 3:1. W półfinale zmierzyły się z Rosjankami, a sam mecz przeszedł to historii jako jeden z najbardziej emocjonujących. Podopieczne Niemczyka pokonały rywalki 3:2, w tie-breaku 22:20.

Sami sobie zgotowaliśmy te emocje. Prowadziliśmy 2:0 w setach i w trzecim 24:21. Niestety, Iza Bełcik nie posłuchała mnie, zagrała po swojemu, nie skończyliśmy trzech piłek i Rosjanki doprowadziły do remisu. A potem chwyciły wiatr w żagle, poczuły że mogą nas pokonać. Wygrały tego seta i czwartego. Ja tylko mogłem walczyć z psychiką dziewczyn i starać się je przywrócić do normalnej gry. W tie-breaku cały czas było +łeb w łeb+. Denerwowałem się strasznie - wspominał szkoleniowiec.

W decydującej akcji przy stanie 21:20 sędziowie uznali, że Rosjanki zrobiły błąd przełożenia rąk i zakończyli spotkanie.

Joanna Mirek, która w Zagrzebiu wywalczyła także drugi mistrzowski tytuł, nie ukrywa, że wygrana w dramatycznych okolicznościach nad Rosją pomogła im w finale pokonać Włoszki 3:1.

Takie wygrane często są kluczem do zwycięstwa w całym turnieju. Finał z Włoszkami był już łatwiejszy niż z mecz Rosjankami. Nie byłyśmy przede wszystkim tak spięte, ten wygrany półfinał dodał nam skrzydeł - tłumaczyła.

Jej zdaniem kluczem do sukcesu była też m.in. atmosfera w drużynie.

Byłyśmy wtedy bardzo zgraną ekipą także poza boiskiem. Zespół nie był podzielony, zawodniczki nie zamykały się w swoich pokojach, ale po prostu lubiłyśmy się i wolny czas spędzałyśmy razem. To budowało naszą grę na boisku. Zasługą trenera Niemczyka było to, że potrafił przekonać starsze zawodniczki, które nie grały, żeby też angażowały się w zespół. Tam nikt do nikogo nie miał pretensji, że ktoś gra, a ktoś siedzi na ławie - dodała Mirek.

Dla niej turniej w Zagrzebiu miał być rekompensatą za mistrzostwa w Ankarze, w których uczestniczyła niejako tylko na papierze. W 2003 roku w Turcji na zakończenie rozgrzewki przed pierwszym meczem niefortunnie upadła i zerwała więzadła w kolanie. Złoty medal otrzymała, ale przez ponad rok wracała do optymalnej formy.

Tak naprawdę dla mnie były to diametralnie różne turnieje. Jechałam na mistrzostwa z wielkim marzeniem, żeby powtórzyć ten sukces i wziąć udział w turnieju. Byłam wprawdzie zmienniczką, ale bardzo dużo grałam i na tym mi zależało. Ten uraz pozostał mi jednak w głowie i na rozgrzewce przed meczami starałam się nie kończyć ataku jako ostatnia - podkreśliła.

MVP (Most Valuable Player) mistrzostw została Dorota Świeniewicz.

Polki na mistrzostwach grały w składzie: Magdalena Śliwa, Izabela Bełcik, Aleksandra Jagieło, Dorota Świeniewicz, Milena Rosner, Joanna Mirek, Małgorzata Glinka-Mogentale, Natalia Bamber-Laskowska, Katarzyna Skowrońska-Dolata, Sylwia Pycia, Agata Mróz-Olszewska (zmarła w 2008 roku), Mariola Zenik.

(pj)