Zagraniczne media są zachwycone wyczynem Kamila Stocha w Turnieju Czterech Skoczni. Jako drugi zawodnik w historii Polak wygrał konkursy na wszystkich obiektach.

Kamil Stoch / Grzegorz Momot /PAP

"To sportowiec z innej galaktyki" - napisano w "Presse am Sonntag". "Roger Federer, Michael Jordan, Marcel Hirscher, Tiger Woods, Jaromir Jagr i Kamil Stoch. W niektórych dyscyplinach są sportowcy, którzy swoich rywali prześcigają o galaktykę. Nie tylko obecnych przeciwników, ale i tych z przeszłości" - można przeczytać na wstępie.

Dziennikarze austriackiej gazety twierdzą, że Stoch jest w Polsce bardziej popularny od kapitana piłkarskiej reprezentacji Roberta Lewandowskiego. Podziwiają go za ambicję i sumienność. "Jego zwycięstwa, zachowania i wyczyny pozostaną na zawsze w historii światowego sportu" - podkreślono.

"Presse am Sonntag" zwraca jednak uwagę także na konflikt interesów - trenera Stefana Horngachera i żony Stocha - Ewy.

"Partnerka życiowa podwójnego mistrza olimpijskiego jest także jego menedżerem. Często zatem dochodzi do konfliktów interesów. Jako specjalistka od PR doskonale wie, jak ważne są występy w mediach, pokazywanie się na czerwonym dywanie, udział w akcjach promocyjnych. Z kolei trener Horngacher najchętniej nie puszczałby swoich podopiecznych nigdzie. Dla niego najważniejszy jest odpoczynek, cisza i spokój. Nic dziwnego, że interesy najważniejszych osób w życiu Stocha czasami się ścierają" - napisano.


Portal stol.it w związku z historycznym osiągnięciem Stocha w Turnieju Czterech Skoczni zwrócił uwagę na co innego.

"Oczywiście znowu żywe stają się wspomnienia o Adamie Małyszu, który był dominatorem na początku XXI wieku. Ówczesna Małyszomania spowodowała wówczas w Polsce wybuch zainteresowania skokami narciarskimi. Słynny wąs stał się hitem od Warszawy do Krakowa. Teraz Stoch osiąga jeszcze lepsze wyniki, ale o tzw. Stochomanii nikt nie mówi" - podkreślono.

Autor nie zastanawiał się, który z tych dwóch polskich skoczków sportowo osiągnął więcej, ale zauważył, że zainteresowanie Stochem jest mniejsze niż wówczas Małyszem.

"Bo skoki narciarskie teraz mają trudniej niż jeszcze 15 lat temu. Czemu? Gdy Małysz był na topie, to piłkarska reprezentacja Polski nie odnosiła sukcesów. Orzeł z Wisły był dominatorem i największym sportowym bohaterem kraju. Teraz biało-czerwoni piłkarze zapewnili sobie udział w mistrzostwach świata i mówi się o tym, że mogą sprawić w Rosji niespodziankę. Ale mimo wszystko tak niszowy sport, jakim są skoki narciarskie dociera do mas. To imponujące" - analizował.

"Suedeutsche Zeitung" zastanawia się, czy jest jeszcze coś, czego Stoch nie mógłby zrobić. "Wydaje nam się, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Trudniej znaleźć bardziej kompletnego skoczka od niego. Nawet w historii" - podkreślono.

Dziennikarz zastanawia się również, czy narciarski Wielki Szlem nie jest czymś znacznie ważniejszym od mistrzostwa olimpijskiego.

"Dla wielu sportowców tak właśnie jest. Bo takiego wyczynu dokonało tylko dwóch skoczków w 66-letniej historii Turnieju Czterech Skoczni. Czemu to takie niezwykłe? Bo zawodnicy w ciągu dwóch dni muszą przestawić się na nowy obiekt, a te są ekstremalnie od siebie różne. A Stoch zrobił to wspaniale. Trudno wyobrazić sobie bardziej idealny turniej. Ten, kto czegoś takiego dokonał, zasłużył, by na zawsze wpisać się do historii sportów zimowych" - oceniono.


(mn)