"To było moje wielkie marzenie, żeby wylądować poza 250. metrem, natomiast nie sądziłem, że to się stanie podczas tego weekendu, a zwłaszcza tutaj, w Planicy" - mówił Kamil Stoch po ostatnim w tym sezonie konkursie drużynowym, w którym w drugiej próbie poszybował na odległość 251,5 m, bijąc rekord skoczni i rekord Polski. W niedzielę ostatnie zawody w sezonie. Zdobycia Kryształowej Kuli niemal pewny jest Austriak Stefan Kraft - szanse Stocha są już tylko matematyczne. "Może dlatego presja jest teraz zdecydowanie mniejsza i udało się trochę dzisiaj polatać" - przyznał nasz dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi.

PŚ w Planicy. Kamil Stoch tuż po swoim drugim skoku, w którym uzyskał 251,5 m i pobił rekord skoczni i rekord Polski /ANTONIO BAT /PAP/EPA

W sobotnich zmaganiach na Letalnicy trener Stefan Horngacher postawił na złotą ekipę z mistrzostw świata: obok Stocha w składzie znaleźli się Dawid Kubacki, Piotr Żyła i Maciej Kot. Wywalczyli trzecie miejsce i praktycznie zapewnili sobie pierwszy w historii triumf w klasyfikacji Pucharu Narodów. Wyprzedzić ich mogą już tylko Niemcy, ale ich szanse są czysto matematyczne.

Polacy na podium w Planicy, fenomenalny Stoch! Triumf w Pucharze Narodów niemal pewny!

Trzecią lokatę wywalczyli polscy skoczkowie w ostatnim w tym sezonie konkursie drużynowym - w słoweńskiej Planicy! Kamil Stoch, Maciej Kot, Piotr Żyła i Dawid Kubacki - czyli nasza "złota drużyna" z MŚ w Lahti - musieli dzisiaj uznać wyższość Norwegów i Niemców, ale - co ważne -... czytaj więcej

To znaczy dla nas bardzo wiele, bo zwycięstwo w tej klasyfikacji to sukces wszystkich: wielu ludzi, a nie tylko jednego zawodnika - podkreślał Stoch.

On sam nie ma już praktycznie szans na triumf w rywalizacji indywidualnej: do lidera pucharowej klasyfikacji Stefana Krafta traci obecnie 86 punktów. Jak szczerze przyznał, nie wierzy już w końcowe zwycięstwo.

Może dlatego presja jest teraz zdecydowanie mniejsza i udało się trochę dzisiaj polatać. To był jednak trudny konkurs, ponieważ walczyliśmy z drużyną Austrii do samego końca. Słyszałem, że Kraft skoczył bardzo daleko, i wiedziałem, że w tym wszystkim muszę odnaleźć siebie i swój system koncentracji. Zrobić to, co potrafię - opowiadał Stoch.

Austriakowi zmierzono 251 m i był to drugi już tego dnia rekord obiektu: pierwszy ustanowił w sesji treningowej Norweg Robert Johansson, który wylądował na 250. metrze. Szanse Stocha na pobicie tych wyników wydawały się minimalne, bowiem przed jego próbą obniżono rozbieg. On jednak, kiedy tylko wybił się z progu, wiedział, że jest w stanie wyciągnąć z tego skoku bardzo dużo: Nie wiedziałem tylko, jak będzie na dole. W lotach narciarskich bardzo duże znaczenie ma to, jakie są warunki zwłaszcza w dolnej części zeskoku. Nie było żadnego strachu, chciałem jeszcze, jeszcze i jeszcze dalej.

To było moje wielkie marzenie, żeby wylądować poza 250. metrem, natomiast nie sądziłem, że to się stanie podczas tego weekendu, a zwłaszcza tutaj - w Planicy - przyznał Stoch.

Na pytanie, czy dotknął zeskoku jakąś częścią ciała, odparł: A kto powiedział, że szorowałem? Jakie to ma znaczenie? Wylądowałem, ustałem, rekord jest.

Przed ostatnim konkursem Pucharu Świata Stochowi zależało na tym, by podziękować wszystkim, którzy przyczynili się w tym sezonie do sukcesów naszej drużyny. To niesamowity rok dla całej naszej ekipy i dlatego chciałem podziękować z całego serca nie tylko zawodnikom, ale też trenerom, naszym rodzinom, kibicom, wszystkim pracownikom PZN i Adamowi Małyszowi. Każdy, kto miał nawet minimalny wkład w nasze sukcesy, zasługuje na podziękowania - podkreślił.

Przed nami jeszcze jeden dzień latania, czerpania z radości z tego, co robimy. Trzeba trzymać się na nogach i być skoncentrowanym - podsumował.

W niedzielnym finale sezonu na Letalnicy zobaczymy pięciu naszych skoczków: Stocha, Kota, Żyłę, Kubackiego i Jana Ziobro.


(e)