"Moim zadaniem jest nie wpuszczać bramek, więc można powiedzieć, że mam do siebie pretensje o dwie bramki" - podsumowuje przegrany 1:2 mecz z Węgrami na Euro Ice Hockey Challenge bramkarz polskiej kadry Przemysław Odrobny. "W przypadku drugiego gola - faktycznie, strzał z daleka, nie powinienem sobie pozwolić, żeby go wpuścić. Poszedł po rykoszecie i może dlatego wyglądało to tak, że ten strzał mnie zaskoczył" - mówi. Pytany o spotkanie z faworytem turnieju, Białorusią, podkreśla: "Na każdy mecz wychodzimy z takim samym nastawieniem - dać z siebie wszystko, co możemy danego dnia, i z myślą, żeby go wygrać".

Edyta Bieńczak: Masz do siebie pretensje o którąś ze straconych bramek w meczu z Węgrami?

Przemysław Odrobny: Bramkarz, wychodząc na mecz, nie chce puścić żadnej bramki, więc można powiedzieć, że mam do siebie pretensje o dwie bramki. Moim zadaniem jest nie wpuszczać bramek.

Pytam dlatego, że przy pierwszym golu odbiłeś krążek przed siebie, co dało sposobność do dobitki, a przy drugim wyglądało to tak, jakby strzał Szirányiego trochę cię zaskoczył.

Przy pierwszym golu nie miałem wielu możliwości, żeby odbić krążek za bramkę. Strzał był po lodzie z lewej strony na prawego parkana, więc mogłem tylko odbić krążek do prawej strony. Przy strzale, który leci po lodzie na parkana nie do końca można wymierzyć, w którym kierunku krążek się odbije. Wyszło tak, że nie odbił się do prawej, tylko przede mnie. Żałuję, że tak się stało i że przeciwnik mógł dobić.

A jeżeli chodzi o drugą sytuację, to faktycznie - strzał z daleka, nie powinienem sobie pozwolić, żeby go wpuścić. Poszedł po rykoszecie, nasz obrońca chciał tam jeszcze w ostatniej chwili zablokować kijem, tak niefortunnie się to odbiło, że naszemu obrońcy wypadł kij, no i krążek zmienił tor lotu i może dlatego wyglądało to tak, że ten strzał mnie zaskoczył.

Włosi z kolei pokonali cię tylko raz, ale blisko drugiej bramki był Christian Borgatello. Zadrżały ci trochę kolana, kiedy zobaczyłeś, że na 9 sekund przed końcową syreną wyjeżdża na pozycję sam na sam?

Nie, w takiej sytuacji nie ma miejsca na drżenie, tremowanie się. Po prostu robi się to, co się umie, jak najlepiej. W tej sytuacji poszczęściło mi się, bo udało mi się wyczuć zawodnika i obronić ten strzał. Ale nie było mowy o jakichś nerwach. Zresztą to wszystko dzieje się na takim poziomie rozgrywek tak, że po prostu reaguje się na strzał i nie ma czasu na zastanawianie się. Udało się. Kilka razy wcześniej koledzy mi pomogli, kilka razy ja im pomogłem i udało się nam "dowieźć" to zwycięstwo do końcowej syreny.

A jak smakuje zwycięstwo nad zespołem z Elity?

Bardzo dobrze. Tym bardziej, że przyjechali w bardzo mocnym składzie. Wiedzieliśmy, że ten mecz będzie ciężki, że będą grali stylem kanadyjskim, trener Zacharkin uczulał nas, że będą szybko jeździli, strzelali z każdej pozycji i przede wszystkim będą sobie podawali i strzelali z one timera, czyli z tzw. pierwszego krążka - no i tak było. Na pewno zwycięstwo z drużyną, która na co dzień gra w Elicie, smakuje bardzo dobrze i jest budujące, i cieszy.

"Nogi najbardziej bolą na 1500 metrów"

Przed startem w biegach indywidualnych w Soczi czołowi polscy łyżwiarze szybcy najbardziej liczą na dobry wynik na 1500 metrów. Zbigniew Bródka i Konrad Niedźwiedzki przyznają równocześnie, że to najtrudniejszy dystans, po którym najbardziej bolą nogi, po którym ma się największe zakwaszenie, po... czytaj więcej

Ciebie musiało chyba cieszyć podwójnie, bo wygraliście w Gdańsku.

Oczywiście! Bardzo fajnie jest zagrać u siebie, zobaczyć tych kibiców, którzy przychodzili na mecze Stoczniowca, poczuć tą atmosferę, którą kiedyś czuło się na co dzień. A było to dosyć dawno, by trzy lata nie grałem już w Hali Olivia jakiegoś oficjalnego meczu. Fajnie jest grać dla swoich kibiców.

I też fajny doping zgotowali wam przez te dwa dni.

Właśnie. Fajnie, że kibice tak licznie przychodzą na te mecze i dopingują nas, i że przyjeżdżają też kibice z innych miast. Mamy nadzieję, że dzisiaj będzie ich jeszcze więcej i że będą tym siódmym zawodnikiem na lodzie, który pomoże nam w uzyskaniu dobrego rezultatu.

No właśnie, dzisiaj szykuje się taka wisienka na torcie dla polskich kibiców, bo gracie z Białorusią, która była uważana za faworyta turnieju. Z Włochami przegrała wczoraj 1:2. Sprawicie niespodziankę? Jak realnie oceniasz wasze szanse?

My wychodzimy na każdy mecz z takim samym nastawieniem - dać z siebie wszystko, co możemy danego dnia. Na każdy mecz wychodzimy z myślą, żeby go wygrać. Nie zastanawiamy się, czy gramy ze słabszym czy lepszym rywalem. Wiadomo, że ze wszystkich drużyn, które grają w Gdańsku, Białorusini są najwyżej sklasyfikowani w rankingu IIHF, na 14. miejscu. Ciężko mi ocenić, na co dzień nie gramy z Białorusią czy z Włochami, żeby znać dokładnie wszystkich zawodników, ale z tego, co słyszeliśmy, to są w mocnym składzie. Myślę, że na pewno będzie fajny mecz. Na pewno zrobimy wszystko, żeby ten mecz wygrać.

W tej chwili jest ciekawa sytuacja w tabeli. Wszystkie drużyny mają tyle samo punktów, tyle samo strzelonych i straconych goli, a cztery mecze skończyły się identycznym wynikiem, no i dzisiaj jest właściwie dzień o wszystko - wszystko wyjaśni się w tych dwóch meczach.

Na koniec chciałabym zapytać cię jeszcze o typowanie na igrzyska w Soczi. Kto - Twoim zdaniem - stanie na hokejowym podium?

Ciężko powiedzieć, grają tam najlepsze drużyny na świecie i tak naprawdę wszystko może się zdarzyć. Ale mimo wszystko myślę, że finał: Rosja - Kanada.