"Żyjemy - to była moja pierwsza myśl po wylądowaniu w Warszawie" - mówi kierownik Narodowej Wyprawy na niezdobyty zimą szczyt K2 (8611) Krzysztof Wielicki. "Znajdziemy sposób, żeby wejść na górę" - dodał.

Krzysztof Wielicki /Paweł Supernak /PAP

Wystarczyło trochę luzu, a już koledzy myślą o następnej wyprawie. Żałuję oczywiście, że pogoda i splot różnych wydarzeń uniemożliwiły im prowadzenie działalności górskiej, która zakończyłaby się zdobyciem szczytu. Przeanalizujemy wszystko dokładnie i liczę, że znajdziemy sposób, żeby zdobyć górę. Uważam, że rozpoczęte dzieło musimy kontynuować. K2 powinno być zdobyte przez Polaków - powiedział Wielicki.

Na lotnisku w Warszawie czekał na niego 9-letni syn - także Krzysztof oraz żona Katarzyna Karwecka-Wielicka. Mam to szczęście, że nie muszę przeżywać tak jak inni, których bliscy się wspinają. Krzysiek zakończył już zdobywanie ośmiotysięczników i nie muszę drżeć co się z nim stanie, gdy idzie w góry wysokie - zaznaczyła.

Nie pójdę w ślady taty, nie lubię się wspinać, żadne góry, uprawiam piłkarstwo - oznajmił syn Wielickiego.

Majer: Już wiadomo, że trzeba wyruszyć znacznie wcześniej

Przewodniczący komitetu organizacyjnego wyprawy Janusz Majer przyznał, że ponowna organizacja ekspedycji na K2 będzie już dużo łatwiejsza. Mamy przede wszystkim sprzęt, który będzie wymagał niewielkiego uzupełnienia. Mam również deklaracje od kolegów, którzy wyrazili chęć ponownego uczestnictwa w tym zimowym przedsięwzięciu. Teraz nastąpi czas na indywidualne rozmowy z poszczególnymi uczestnikami tej wyprawy, dokładna analiza tego, co się działo przez te ponad dwa miesiące, ale już wiadomo że trzeba wyruszyć znacznie wcześniej, aby w bazie pod K2 zameldować się ok. 20 grudnia. Jest wtedy większa szansa na okna pogodowe z początkiem stycznia, co pozwoliłoby założyć obozy na górze - powiedział Majer.

"Denis sam się alienował"

Podczas konferencji powrócił temat Denisa Urubki, który opuścił wyprawę po tym, jak zdecydował się na samotne zdobycie szczytu. Odnieśliśmy wrażenie, że Denis sam się alienował - nie wiem z czego to wynikało - komentował Janusz Gołąb. Dodawał, że Urubko obiecywał, że będzie pracował dla zespołu, ale w pewnym momencie przestał to robić.

Krzysztof Wielicki dodał, że po tym, jak Urubko opuścił bazę, atmosfera znów się poprawiła. Wcześniej himalaista nie zawsze dostosowywał się do zasad panujących w grupie. Próbował trochę dyktować swoje warunki. Ale generalnie nie było z Denisem problemu. Natomiast pod koniec okazało się, że jednak jego filozofia była ważniejsza, niż lojalność wobec kolegów - skwitował Wielicki.

Z końcem grudnia pod wodzą Krzysztofa Wielickiego do Karakorum wyruszyli: Maciej Bedrejczuk, Adam Bielecki, Jarosław Botor (ratownik medyczny), Marek Chmielarski, Rafał Fronia, Janusz Gołąb, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Piotr Snopczyński (kierownik bazy), Piotr Tomala, Dariusz Załuski (filmowiec) i Denis Urubko. Na miejscu dołączyło do nich czterech bardzo dobrych - jak ocenił Wielicki - pakistańskich wspinaczy.

Pod koniec stycznia Urubko uczestniczył wspólnie z Bieleckim, Tomalą i Botorem w akcji ratunkowej na Nanga Parbat (8126 m). Udało im się ocalić francuską alpinistkę Elisabeth Revol, natomiast jej partner wspinaczkowy Tomasz Mackiewicz pozostał na wysokości ok. 7200 m.

Z początkiem lutego z powodów rodzinnych do kraju musiał wrócić Botor, a dwa tygodnie po nim Fronia, u którego doszło do pęknięcia przedramienia w wyniku uderzenia samoistnie spadającym kamieniem w trakcie podchodzenia do obozu pierwszego na 5900 m drogą Basków. Nieco wcześniej w podobny sposób urazu twarzy doznał podczas wspinaczki do "jedynki" Bielecki, który po kilkudniowej przerwie powrócił do działalności górskiej.

Po tych wypadkach Wielicki podjął decyzję o przeniesieniu działalności górskiej na klasyczną drogę pierwszych zdobywców przez tzw. Żebro Abruzzi.

K2 było atakowane zimą w ogóle tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.

(mpw)