18 dni przed wyborami prezydenckimi w USA kandydatka Demokratów Hillary Clinton przekonywała w Cleveland, w Ohio, że jej rywal Donald Trump jest zagrożeniem dla demokracji. Najnowszy sondaż Reuters/Ipsos wskazuje, że jej przewaga nad Trumpem zmalała.

Oficjalnie wybory odbędą się 8 listopada, ale już ponad 3,3 mln ludzi w 30 stanach oddało głos w ramach procedury wczesnego głosowania, w tym korespondencyjnie /ANDREW GOMBERT /PAP/EPA

Ohio należy do tzw. stanów wahających się, o który toczy się obecnie najbardziej zaciekła walka. Według dwóch ostatnich sondaży z tego stanu obaj pretendenci do Białego Domu "idą w łeb", mogąc liczyć na 45 proc. poparcia.

Donald Trump odmówił deklaracji, że zaakceptuje wynik tych wyborów. Tym samym jest zagrożeniem dla demokracji - przekonywała Clinton w Cleveland, nawiązując do środowej, trzeciej debaty prezydenckiej, w której Trump nie chciał zobowiązać się, że uzna niekorzystny dla siebie wynik wyborów 8 listopada. Razem musimy wspierać demokrację - apelowała Clinton, przekonując do oddania na nią głosu.

Apelowała też do wyborców, by dokonując wyboru nie kierowali się złością, co powszechnie przypisuje się sfrustrowanym zwolennikom Trumpa. Złość nie jest planem. Potrzebujemy planu, który pomoże nam zająć się uzasadnionymi obawami, jakie mają ludzie w Ohio - mówiła.

Także w piątek w telewizji w siedmiu stanach wahających się, w tym w Ohio, pojawił się nowy spot telewizyjny przygotowany przez sztab Clinton, pokazujący ojca zabitego w Iraku w 2004 żołnierza amerykańskiego - muzułmanina Khizr Khana. Chce zapytać pana Trumpa, czy mój syn miałby miejsce w pana Ameryce? - pyta ze łzami w oczach. Khan wraz z małżonką wystąpił także podczas lipcowej konwencji Demokratów w Filadelfii, gdzie krytykował zgłoszoną przez Trumpa propozycję wprowadzenia zakazu wjazdu dla muzułmanów. Przemowę Khana uznano za jeden z najmocniejszych punktów konwencji.

Tymczasem sztab Clinton musiał kolejny dzień zmagać się z publikacją przez demaskatorski portal WikiLeaks maili, wykradzionych przez hakerów ze skrzynki pocztowej szefa kampanii Clinton Johna Podesty. Najnowsze rewelacje obejmują wymianę korespondencji z listopada ub. roku między dwiema bliskimi współpracownicami Clinton, w której rozważają ewentualność, że były wiceprezydent USA w administracji Billa Clintona Al Gore nie poprze Hillary Clinton. Ostatecznie jednak Gore poparł Clinton; wspólnie prowadzili kampanię na Florydzie kilkanaście dni temu.

Na niespełna trzy tygodnie przed wyborami, Clinton jest faworytką. Najnowsze krajowe sondaże, sumowane przez portal RealClearPolitics wskazują, że ma nad Trumpem przewagę około 6 punktów procentowych.

Ale z opublikowanego w piątek sondażu Reuters/Ipsos wynika, że przewaga Clinton zmalała w ostatnim tygodniu, mimo narastających oskarżeń kobiet pod adresem Trumpa o napastowanie seksualne. Z sondażu, przeprowadzono między 14 a 20 października wynika, że Clinton ma poparcie 44 proc. ankietowanych, którzy deklarują zamiar głosowania, a Trump 40 proc.

W badaniu Reuters/Ipsos zrealizowanym tydzień wcześniej, między 7 a 13 października, przewaga Clinton nad Trumpem wynosiła 7 punktów procentowych.

Oficjalnie wybory odbędą się 8 listopada, ale już ponad 3,3 mln ludzi w 30 stanach oddało głos w ramach procedury wczesnego głosowania, w tym korespondencyjnie. To znaczny wzrost w porównaniu z wyborami 4 lata temu. Wzrost udziału we wczesnym głosowaniu zanotowano zwłaszcza w stanach Północna Karolina, Floryda Newada i Arizona. Zainteresowanie udziałem we wczesnym głosowaniu jest zwykle większe wśród wyborców Demokratów niż Partii Republikańskiej.

(j.)