"Dla biznesu potrzebna jest stabilność, przewidywalność i reformy, których brakuje na Ukrainie. To jest najważniejsze, a kierunek to jest sprawa kraju, mieszkańców" - mówi w rozmowie z RMF FM prezes PZU Ukraina Maciej Szyszko. Jako mieszkaniec Kijowa wolałbym, żeby europejskie standardy, do których się przyzwyczaiłem, były wdrażane, ale z perspektywy biznesu ważniejsze jest to, żeby były wdrażane reformy, a system prawny był przewidywalny" - mówi prezes Szyszko.

Krzysztof Berenda: Jest pan przedstawicielem biznesu polskiego biznesu na Ukrainie. To całe zamieszanie polityczne i niepokoje społeczne przekładają się na prowadzenie interesów?

Winni starć, do których doszło między milicją a protestującymi na Majdanie Niepodległości, zostaną ukarani - oświadczył prezydent Wiktor Janukowycz na spotkaniu ze swymi trzema poprzednikami: Leonidem Krawczukiem, Leonidem Kuczmą i Wiktorem Juszczenką. Równocześnie polecił prokuraturze znaleźć... czytaj więcej

Maciej Szyszko: Szczerze mówiąc, to od strony biznesowej nie odczuwamy tego. To jest oczywiście bardzo widoczne w mieście. Jestem mieszkańcem Kijowa, więc widzę to cały czas. Natomiast od strony biznesowej na razie tego zupełnie nie odczuwamy. To co dało się zauważyć, to w obszarze bankowości. Wydaje się, że zmniejsza się płynność systemu bankowego. Natomiast od strony ubezpieczeniowej, to na co patrzymy na razie jest to zupełnie niezauważalne.

A czy Ukraińcy mają teraz głowę do takich zwykłych czynności finansowych, jak kupowanie sobie ubezpieczeń, zakładanie lokat w bankach czy też są zajęci czymś innym? A może ich życie normalnie się toczy, także to życie finansowe?

Jak się wyjedzie dwa kilometry od centrum Kijowa, to widać, że się życie toczy normalnie. I się toczyło cały czas, również w weekend. Oczywiście wszyscy obserwują tę sytuację albo w niej uczestniczą.

Pan widzi jakieś zagrożenie gospodarcze dla firm operujących tutaj, jeżeli ta sytuacja będzie się rozwijać w jakimś złym kierunku?

Najważniejsza jest przewidywalność. W długoterminowej perspektywie tego rodzaju sytuacje nie są dobre dla biznesu, bo to świadczy o pewnej nieprzewidywalności. Historycznie mieliśmy takie sytuacje na tym rynku, więc jesteśmy na to gotowi. Przyzwyczajeni w pewien sposób, chociaż nie jest to komfortowa sytuacja.

Dostrzega pan ryzyko jakiegoś nagłego kataklizmu gospodarczego, zapaści systemu finansowego, bankowego czy ubezpieczeniowego?

Sytuacja gospodarcza nie zmienia się z dnia na dzień, gospodarka wymaga reform - zdecydowanie. I o tym się mówi tutaj od wielu lat. Jakieś drobne kroki są wykonywane. Z drugiej strony system emerytalny i same finanse państwa są w opłakanym stanie. Ja bym jednak nie przewidywał jakiegoś nagłego krachu. Raczej jest to taka sytuacja stagnacji. Spodziewam się, że to raczej nie będzie nagłe.

Ukraina bardzo potrzebuje tych piętnastu miliardów dolarów, o które walczy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego?

Zdecydowanie. Oni mają do spłaty dziewięć miliardów dolarów i wsparcie finansowe jest potrzebne. Właściwie niezbędne wręcz. Dlatego te rozmowy są bardzo ważne. Trzeba jednak wdrażać reformy, tego oczekuje również MFW. Jeśli one będą wdrażane, będzie lepiej dla gospodarki. Stworzy to również przestrzeń do udzielania dalszych kredytów.

Czy dla polskiego biznesu jest jakaś różnica, czy Ukraina wybierze Unię Europejską czy Unię Celną, czyli Rosję?

Dla biznesu potrzebna jest stabilność, przewidywalność i reformy, których brakuje na Ukrainie. To jest najważniejsze. My wszyscy oczekujemy tego, że będzie to rynek stabilny, będą wdrażane sukcesywnie reformy, a kierunek to jest sprawa kraju, mieszkańców. Jako mieszkaniec Kijowa wolałbym, żeby europejskie standardy, do których się przyzwyczaiłem, były wdrażane, ale z perspektywy biznesu ważniejsze jest to, żeby były wdrażane reformy, a system prawny był przewidywalny.