Deklaracja o skierowaniu do misji rozpoznawczych nad Syrią czterech polskich F-16 jest pochopna i ryzykowna - twierdzi ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych ds. Bliskiego Wschodu, doktor Wojciech Szewko. Zwraca również uwagę, że przystępując do wojny z Państwem Islamskim powinniśmy mieć świadomość, że tym samym Państwo Islamskie przystępuje do wojny z nami.

F-16 /Wojsko Polskie/Siły Powietrzne /

Tomasz Skory: Panie doktorze, niewiele wiemy na temat zaangażowania polskich sił zbrojnych w konflikcie z Państwem Islamskim. Myśli pan, że te cztery samoloty mają rację bytu jako realna pomoc?

Wojciech Szewko: Jako realna pomoc, nie. To jest pomoc z całą pewnością symboliczna. Musimy pamiętać, że jeśli miałyby to być samoloty, które prowadzą rozpoznania, to niebo nad Syrią jest aż gęste od dronów, które robią dokładnie to samo.

To w takim razie może to jest pomoc zadeklarowana pośpiesznie bądź w sposób, który przesądza o tym, że nikt z niej nie skorzysta?

Ja zakładam, że o ile w ogóle stały za tym gestem - moim zdaniem ryzykownym i raczej pochopnym - jakiekolwiek racje, to zakładam, że te racje polegają na tym, że to Polska pokazuje, że jest rzeczywiście zaangażowanym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, bo NATO nie jest tam zaangażowane. Pamiętajmy - w Syrii to nie jest zaangażowanie NATO, tylko tam jest zaangażowanie poszczególnych państw.

Ale wszystkie państwa NATO są zaangażowane jakoś tam w koalicję.

Nie słyszeliśmy, że po polskich czterech F-16 nagle pojawiło się wielkie zaangażowanie Bułgarii, Rumunii, Litwy, Łotwy, Estonii, Słowacji i tak dalej. W związku z tym to nie jest powiedziane, że Polska musiała tam być. Poza tym musimy pamiętać, że państwa NATO realizują np. swoje misje stabilizacyjne w Mali. Dlaczego Polska nie lata nad Mali? Tam jest równie gorąco i równie trudny teren.

Pan mówi, że to krok być może pochopny i zapewne ryzykowny. Na czym to ryzyko miałoby polegać?

Najprościej mówiąc ryzyko polega na tym, że jeżeli my idziemy na wojnę z Państwem Islamskim, to Państwo Islamskie idzie na wojnę z nami.

Są już jakieś oznaki, które o tym świadczą?

Pojawiło się na jednym z takich wewnętrznych kanałów informacyjnych Państwa Islamskiego. Pojawiła się lista krajów, taka ikonografika krajów, gdzie wskazano kraje, które w tej chwili jakby idą na wojnę z Państwem Islamskim. Tam jest ich kilka, Polska jest również podświetlona.

To już jest wniosek wyciągnięty z tej polskiej deklaracji o skierowaniu czterech F-16 do działań rozpoznawczych?

Nie, to się pojawiło bezpośrednio po owych deklaracjach jeszcze z Brukseli, po szczycie ministrów obrony narodowej, wtedy kiedy we wszystkich mediach arabskich pojawiła się informacja, że Polska idzie na wojnę z Państwem Islamskim, ale nie widziałem żadnych korekt, ani errat.

Z dzisiejszych wiadomości wynika, że status tych czterech samolotów będzie dość dziwny, ponieważ mają pełnić misję militarną, ale nie zbrojną, no i rozpoznawczą. Czy to się da rozwikłać jakoś od strony logicznej, na czym miałoby to polegać?

Ja nie potrafię wniknąć w umysły polskich planistów, którzy starają się uzasadnić obecność tych samolotów. To niestety jest absolutnie pytanie do nich. Zakładamy, że są to samoloty wojskowe, ale pełniące misję nie wojskową - może potraktujemy je jako samoloty rolnicze?

Pan raczy żartować, a tym czasem mówimy o dość poważnych siłach jak na polskie możliwości.

Ale powstaje pytanie, czy aby na pewno wiemy, co robimy? Po pierwsze jeśli już mówimy o takich stricte działaniach prawnomiędzynarodowych, to Syria nie uznaje tych samolotów, które latają nad Syrią za samoloty zaproszone - ani przez Syrię, ani one nie realizują żadnej rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Chyba że mówimy o walce z Państwem Islamskim, ale ona się odbywa na terenie suwerennego państwa. W związku z tym warto byłoby - zanim ci nasi piloci tam się pojawią, a przecież zawsze któryś może się katapultować i może być wtedy problem - zadbać o notyfikację dla rządu w Damaszku, który tak czy inaczej z Polską utrzymuje stosunki dyplomatyczne, że taka misja będzie. To tak z ostrożności procesowej. Po drugie musimy pamiętać o tym, że akurat region Bliskiego Wschodu staje się bardzo gorący. Jeszcze w niedzielę Turcja planowała wkroczyć na teren Syrii. Prawdopodobnie po interwencji amerykańskiej, bo wiemy, że były rozmowy Putina z Obamą, do tej interwencji na wielką skalę nie doszło. W przypadku takiej interwencji mogło dojść do incydentów, a być może walk pomiędzy wojskami tureckimi, a wojskami irańskimi lub rosyjskimi. W związku tym jeżeli wysyłamy tam naszych pilotów, to musimy sobie zdawać sprawę z tego, że nie jest to rejon z całą pewnością bezpieczny.

Zdaniem pana nie da się prowadzić bezpiecznej, pokojowej - jak rozumiem z natury - misji rozpoznawczej przy pomocy samolotów wojskowych polskich na tym terenie?

Jest to kraj, w którym trwa wojna i kraj, w którym jeszcze dodatkowo mamy do czynienia z incydentami takimi jak zestrzelenie rosyjskiego samolotu. W związku z tym to nie znaczy, że te samoloty nie mogą być tam zestrzelone przez jedną bądź też drugą stronę, to po pierwsze. Po drugie tam trwa wojna, to nie jest misja stabilizacyjna. Polscy żołnierze w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych brali bardzo często udział w misjach pokojowych, stabilizacyjnych, policyjnych. Natomiast to misją stabilizacyjną na pewno jeszcze nie jest. To jest wysłanie samolotów - które nie będą uzbrojone, czy nie będą bombardować - ale są to samoloty wojskowe. W miejscu, gdzie trwa okrutna i wcale niekończąca się wojna.

Z czyjej strony takim samolotom może grozić niebezpieczeństwo?

Oczywiście są samoloty rosyjskie. Musimy pamiętać o tym, że kilka przynajmniej milicji czy grup rebeliantów o różnej maści - od demokratycznych, do skrajnie dżihadystycznych - dysponuje rakietami BUK, które zresztą pokazywano kilkukrotnie przynajmniej na zdjęciach i na wideo - nie wiemy czy sprawnymi, czy też nie. Są systemy S-300, które posiadają wojska syryjskie i S-400, które posiadają wojska rosyjskie. Są również przy nisko lecących samolotach wyrzutnie ręcznie i te samoloty tam spadały. W związku z tym, to nie jest tak, że tam się wypadki nie zdarzają i te samoloty są absolutnie bezpieczne. Nie bez kozery nawet duże samoloty, te które latają bardzo wysoko, samoloty pasażerskie, skrzętnie omijają terytorium Syrii i Iraku, wiedząc o tym, że dżihadyści posiadają broń przeciwlotniczą.

(abs)