Prezydent Barack Obama zapewnił, że USA i dowodzona przez Stany międzynarodowa koalicja uderzają w Państwo Islamskie silniej niż kiedykolwiek, eliminując jego przywódców "jednego po drugim" i zmuszając do wycofywania się z części okupowanych w Syrii i Iraku terenów. "Nasze przesłanie do nich brzmi: będziecie następni" - powiedział Obama.

Barack Obama /OLIVIER DOULIERY /PAP/EPA

W kilkuminutowym wystąpieniu w Pentagonie prezydent bronił krytykowanej przez opozycję strategii USA w walce z Państwem Islamskim, które proklamowało kalifat na znacznych terenach Syrii i Iraku. Obama wypowiadał się bezpośrednio po specjalnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego poświęconym walce z ISIS.

Prezydent podkreślił, że USA i ich sojusznicy eliminują przywódców ISIS "jednego po drugim", od Syrii po Libię. Zapewnił, że także pozostali liderzy tej organizacji nie zdołają się ukryć. Nasze przesłanie do nich brzmi: będziecie następni - powiedział.

Zapewnił, że USA osiągają postępy także jeśli chodzi o szkolenie lokalnych grup walczących z ISIS w terenie oraz odcinanie źródeł finansowania tej dżihadystycznej organizacji.

Nawiązując do prowadzonych od 15 miesięcy przez koalicję nalotów na cele dżihadystów w Iraku i Syrii, Obama oświadczył: "Uderzamy w ISIS mocniej niż kiedykolwiek". Od wakacji ISIS nie odniosło żadnego poważnego sukcesu wojskowego ani w Syrii ani w Iraku" - powiedział. Wskazał, że organizacja kontroluje coraz mniej terenów w obu tych krajach; w Iraku dżihadyści stracili 40 proc. obszarów, które kiedyś kontrolowali. I będą tracić jeszcze więcej - zapewnił Obama.

Prezydent USA nie ogłosił jednak żadnych zmian w strategii walki z islamistami, a jedynie przypomniał o niedawnej decyzji o zintensyfikowaniu ataków z powietrza i wysłaniu do Syrii i Iraku niewielkich sił specjalnych, które mają przeprowadzać samodzielne operacje i wspierać lokalne siły, w tym Kurdów i Irakijczyków.

Pochwalił większe ostatnio zaangażowanie w walkę z dżihadystami niektórych parterów USA z liczącej ponad 60 państw międzynarodowej koalicji, jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy czy Australia. "Ale inni też muszą robić więcej" - zaapelował. Poinformował, że minister obrony Ash Carter udaje się na Bliski Wschód, by przekonywać do większego zaangażowania parterów regionalnych, a sekretarz stanu John Kerry będzie rozmawiać o współpracy w tej sprawie z Rosją podczas wizyty w Moskwie w tym tygodniu.

(abs)