"Mamy znowu szansę na olimpijskie złoto w skokach narciarskich" - uważa nasz jedyny jak dotąd mistrz olimpijski w tej dyscyplinie Wojciech Fortuna. W rozmowie z Maciejem Pałahickim mówi, że "teraz albo nigdy". Naszych młodych skoczków przestrzega też przed pokusami: "Żadnego kielicha - spokój i trening".

Posłuchaj pierwszej części rozmowy z Wojciechem Fortuną

Maciej Pałahicki: Ile medali przywiozą nasi skoczkowie z Soczi? Będzie ten najpiękniejszy, złoty krążek? 

Wojciech Fortuna: Nie chcę zapeszać. Ale mamy dobry zespół, młody skład, młodzież skacze. Myślę, że nie będzie źle, stać nas na złoto indywidualne, na złoto drużynowe, ale nie chciałbym wyliczać, a potem być rozczarowanym. Mamy kadrę mocną, silną i teraz albo nigdy. Może doczekamy się złota olimpijskiego, bo to już ponad 40 lat minęło.

Kto, pana zdaniem, ma największe szanse?

Na pewno doświadczony Kamil Stoch, bo popełnia najmniej błędów. Jeszcze nie jest w pełni formy, ale ją doszlifuje. Trzeba spokojnego treningu.

Posłuchaj drugiej części rozmowy z Wojciechem Fortuną

Na co nasi zawodnicy powinni teraz uważać?

Niech przeczytają książkę "Skok do piekła". W tej chwili żadnego kielicha. Trzeba też uważać, żeby się nie przeziębić, kontuzji się nie nabawić. A poza tym wszystko jest dobrze. Chłopcy skaczą świetnie.

Kto będzie najgroźniejszym rywalem Polaków?

Trzeba uważać na Austriaków, Niemców i Norwegów. Ale naszych chłopców też stać na wiele.

Można mówić, że staliśmy się potęgą w skokach narciarskich?

Jesteśmy. Potęga będzie też jak będą dwa medale olimpijskie indywidualnie. Były takie sytuacje, że dwóch Niemców stało na podium, a my się przyglądaliśmy. Teraz nam się należy, żeby dwóch Polaków stanęło na podium. Tego Mazurka Dąbrowskiego Rosjanie będą umieli dobrze odegrać, bo Niemcy trochę fałszowali.

Jak pan ocenia, skąd te sukcesy Polaków?

To są całe lata pracy. Mam zaszczyt, że byli skoczkowie, moi koledzy, wychowali tych chłopców. Adam Małysz podciągnął kadrę, bo każdy chciał zostać Małyszem. Trzeba o tym pamiętać. Żałuję, że dla Małysza nie było roboty w Polskim Związku Narciarskim. W historii sportu nie pamiętam, żeby ludzie doświadczeni byli w Polsce wykorzystywani. Zrobią swoje i kopa.