Hasło "K2 dla Polaków" pozostaje aktualne. Jak poinformował prezes Polskiego Związku Alpinizmu Piotr Pustelnik, niebawem rozpoczną się przygotowania do kolejnej próby wejścia na ten ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik. "Będzie dobrze, jak uda się w sezonie 2019/2020" - powiedział.

K2 / Karakorum /W. Daffue /PAP/DPA

Przewodniczący komitetu organizacyjnego zakończonej niedawno narodowej wyprawy na K2 Janusz Majer podkreśla, że przygotowanie kolejnej takiej ekspedycji będzie już dużo łatwiejsze.

Mamy przede wszystkim sprzęt, który będzie wymagał niewielkiego uzupełnienia. Są również deklaracje od kolegów, którzy wyrazili chęć ponownego uczestnictwa w tym zimowym przedsięwzięciu. Trzeba będzie także poszerzyć grono kandydatów o młode pokolenie wspinaczy i może jeszcze w tym roku zorganizować wyprawę szkoleniowo-treningową na któryś z ośmiotysięczników - wylicza.

Jak zaznacza Majer, doświadczenie ostatniej próby wejścia na K2 wskazuje, że należy wyruszyć znacznie wcześniej: tak, by zameldować się w bazie około 20 grudnia. Jest wtedy większa szansa na okna pogodowe z początkiem stycznia, co pozwoliłoby założyć obozy na górze - wyjaśnia.

Z końcem grudnia 2017 roku pod wodzą Krzysztofa Wielickiego do Karakorum wyruszyli: Maciej Bedrejczuk, Adam Bielecki, Jarosław Botor (ratownik medyczny), Marek Chmielarski, Rafał Fronia, Janusz Gołąb, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Piotr Snopczyński (kierownik bazy), Piotr Tomala, Denis Urubko i Dariusz Załuski (filmowiec). Na miejscu dołączyło do nich czterech pakistańskich wspinaczy.

Pod koniec stycznia czterech członków wyprawy - Bielecki, Urubko, Tomala i Botor - ruszyło spod K2 na Nanga Parbat (8126 metrów), gdzie problemy mieli Tomasz Mackiewicz i Francuzka Elisabeth Revol. Po brawurowej akcji ratunkowej polskiej ekipie udało się sprowadzić na dół Revol. Tomasz Mackiewicz pozostał na wysokości około 7200 metrów.

Z początkiem lutego z powodów rodzinnych do kraju musiał wrócić Botor. Dwa tygodnie później ekipę opuścił Rafał Fronia, którego uderzył i ranił spadający kamień: doszło do pęknięcia przedramienia. Nieco wcześniej w podobny sposób urazu twarzy doznał Adam Bielecki, ale on mógł kontynuować wyprawę.

Po tych wypadkach Krzysztof Wielicki podjął decyzję o przeniesieniu działalności na klasyczną drogę pierwszych zdobywców, przez tzw. Żebro Abruzzi. 5 marca w porozumieniu z zespołem zdecydował o zakończeniu akcji górskiej. Prognozy pogody nie pozostawiały bowiem złudzeń: tej zimy polscy wspinacze nie zdołają podbić K2.

Wcześniej ten ośmiotysięcznik był atakowany zimą tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 metrów.

(ak, e)