Wśród kibiców, którym po treningu polskiej reprezentacji w Soczi udało się dostać autograf Roberta Lewandowskiego, znalazła się wolontariuszka, która poprosiła zawodnika, by podpisał się w jej paszporcie. Autograf dostała, ale dokument będzie trzeba wymienić.

Robert Lewandowski rozdający autografy /Bartłomiej Zborowski /PAP

Jak podała "Komsomolskaja Prawda", paszport - rosyjski odpowiednik dowodu osobistego - nawet z autografem gwiazdy, jest nieważny i musi być wymieniony. Co więcej, właścicielce grozi grzywna za uszkodzenie dokumentu.

Wszystko dlatego, że wolontariuszka, która ustawiła się w kolejce po autograf nie miała przy sobie notesu, ani żadnej kartki. Wyciągnęła więc swój paszport. Jak tłumaczyła dziennikarzom, tej strony dokumentu, na której złożył podpis Lewandowski, zwykle nikt nie ogląda.

"Komsomolskaja Prawda" opisuje, że po otwartym treningu polskiej reprezentacji Lewandowski chętnie składał autografy kibicom. Niestety, paszport z autografem nawet tak znakomitego piłkarza jest uważany za nieważny - przyznaje gazeta.

Mimo to nad zdjęciem Lewandowskiego i paszportu z jego zamaszystym podpisem dziennik wybija w tytule: "Patrzcie i zazdrośćcie: mam autograf polskiej gwiazdy".

(mpw)