Niecodzienna sytuacja podczas rozgrywanych w Polsce mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych. Bramkarz serbskiej reprezentacji Slavisa Djukanovic pogniewał się na trenera i opuścił reprezentację tuż przed bardzo ważnym meczem z Macedonią. Spotkanie to decydowało, który z tych zespołów pozostanie w turnieju - remis 27:27 sprawił, że z awansu mogą cieszyć się Macedończycy.

Reprezentacja Serbii przed meczem z Polską w Krakowie /Jacek Bednarczyk /PAP

O swojej decyzji 36-letni Djukanovic poinformował na portalu społecznościowym. Postanowiłem wrócić do Serbii ze względu na złą organizację i nieodpowiedzialne zachowanie niektórych ludzi w naszym zespole. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Chłopakom życzę powodzenia w dalszej rywalizacji - napisał.

W tej sytuacji przed spotkaniem z Macedonią trener Serbów Dejan Peric miał do dyspozycji Darko Stanica i Dragana Marjanaca. Ten drugi i tak miał jednak zastąpić Djukanovica w meczowej "16" na ostatnią grupową potyczkę Serbów w Krakowie.

Mam prawo dokonać zmiany bramkarza i zrobiłem to, bo nie jestem zadowolony z formy Djukanovica - zaznaczył selekcjoner Dejan Peric.

W odpowiedzi na oświadczenie Djukanovica pozostali zawodnicy i sztab szkoleniowy wystosowali wspólny, podpisany przez każdego z nich komunikat (skan pisma zamieściły bałkańskie media), w którym potępili zachowanie bramkarza. Informacje o nieodpowiedzialnym zachowaniu i złej organizacji nie są prawdziwe. Ma to związek z jego osobistym niezadowoleniem - napisali i podkreślili, że wycofanie Djukanovica z występu przeciwko Macedonii nie oznaczało przecież końca jego udziału w polskim Euro.

Serbowie w pierwszych meczach turnieju przegrali z Polakami 28:29 i broniącymi tytułu Francuzami 26:36. Przygodę z imprezą zakończyli zaś wtorkowym remisem 27:27 z Macedonią.

(edbie)