„Prokuratura Krajowa podjęła współpracę z czterema renomowanymi laboratoriami kryminalistycznymi (dwoma na Wyspach Brytyjskich, z jednym w Hiszpanii i z jednym we Włoszech). Do dwóch z nich trafiły już próbki, w których poszukiwane są ślady materiałów wybuchowych. Te analizy pomogą odpowiedzieć na jedno z podstawowych pytań w sprawie naszej narodowej tragedii i ukierunkować dalsze prace śledczych” – czytamy w najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci”. Dziennikarze tego tytułu odwiedzili Laboratorium Kryminalistyczne Korpusu Karabinierów w Rzymie, gdzie przeprowadzane są badania nad materiałem pozostałym po katastrofie smoleńskiej.

Wrak tupolewa (zdj. arch.) /SERGEI CHIRIKOV /PAP/EPA

Jako jedyni polscy dziennikarze odwiedziliśmy włoskie laboratorium, w którym badane są próbki pobrane po ekshumacjach ofiar katastrofy smoleńskiej. To m.in. tutaj polscy prokuratorzy chcą wreszcie uzyskać jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy na miejscu tragedii znajdowały się ślady materiałów wybuchowych - piszą dziennikarze "Sieci". W jednym z pomieszczeń sekcji chemicznej Laboratorium Kryminalistycznego Korpusu Karabinierów w Rzymie stoi niepozorna lodówka. To w niej znajduje się ok. 200 próbek, które strona polska już dostarczyła włoskim partnerom. To materiał pobrany po ekshumacjach wykonanych na zlecenie prokuratury od 2016 r. - relacjonują.

Nie będziemy obciążać strony polskiej kosztami pracy karabinierów i użycia maszyn. Prokuratura zwróci nam jedynie koszt odczynników - mówi dziennikarzom tygodnika płk Adolfo Gregori, szef sekcji chemicznej RaCIS. Inni pracownicy laboratorium mówią, że do dla nich zaszczyt, gdy mogą pomóc w tak ważnej dla Polaków sprawie.


Tygodnik pisze też o różnicach pomiędzy polskimi a włoskimi badaniami dot. materiałów wybuchowych. CLKP uznało, że aby stwierdzić, iż w danej próbce znajduje się ślad materiału wybuchowego, musi to wykazać każda z czterech metod, jakie zastosowano przy tej analizie ( jeśli trzy dałyby wynik pozytywny, a tylko jedna negatywny - nie można byłoby stwierdzić obecności trotylu, nitrogliceryny czy pentrytu) - czytamy w artykule. Dwie metody dla potwierdzenia obecności jakiejś substancji są w zupełności wystarczające. Ale to i tak za dużo. Jedno dobre urządzenie pozwala określić, z czym mamy do czynienia - przekonują przedstawiciele włoskiego laboratorium. 


Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu tygodnika


(mn)