Kto jest autorem słynnego filmu, nakręconego telefonem komórkowym po katastrofie pod Smoleńskiem? Słychać na nim głosy po polsku i po rosyjsku oraz odgłosy przypominające wystrzały. Polscy prokuratorzy czekają na odpowiedź Rosjan na wniosek o pomoc prawną w tej sprawie. Ale mają też własne teorie.

Polscy prokuratorzy nie mogą badać bezpośrednich przyczyn smoleńskiej katastrofy, bo wciąż brakuje znaczących dokumentów z Rosji. Dziś szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej leci do Moskwy na rozmowy z tamtejszymi śledczymi. Nie ma pewności, czy przywiezie jakieś dokumenty. Okoliczności zmuszają... czytaj więcej

W oficjalnych mediach oraz w internecie pojawiła się po 10 kwietnia cała litania nazwisk rzekomych autorów nagrania. Wymieniany był Andrej Mendierej - ukraiński dziennikarz, który miał zostać zamordowany. Inne wersje mówiły, że film nakręcił Rosjanin spod Smoleńska. W artykułach prasowych i w telewizji pojawiło się też nazwisko Władymira Iwanowa - pracownika smoleńskiego salonu samochodowego. W telewizyjnym reportażu i wywiadzie tego człowieka przedstawiono jednak jako Władimira Safonienkę.

Swój typ mają też polscy śledczy. We wniosku o pomoc prawną do Rosjan sugerują, by szukali internauty o pseudonimie Rastych. Jak ustalili, na jednym z portali społecznościowych w taki sposób podpisuje się niejaki Jura Budnyk.

Prokurator Generalny w jednym z wywiadów prasowych informował wprawdzie, że autora filmu już przesłuchano - mieli to zrobić prokuratorzy białoruscy, ale - jak się okazuje - Andrzejowi Seremetowi mylą się wnioski wojskowych prokuratorów i osoby, których zeznania są ważne dla polskiego śledztwa. Otóż o znalezienie i przesłuchanie autora filmu poprosiliśmy Rosjan - na razie bez odpowiedzi, natomiast Białorusini przesłuchali inną osobę. Chodzi tutaj o obywatela Republiki Białoruskiej, który wykonał zdjęcia, na których utrwalono prace przy urządzeniach stanowiących najprawdopodobniej wyposażenie urządzeń lotniskowych - powiedział reporterowi RMF FM Krzysztofowi Zasadzie pułkownik Jerzy Artymiak z wojskowej prokuratury. Sprawa dotyczy głośnych zdjęć z wymianą żarówek w lampach oświetlających pas smoleńskiego lotniska. Artymiak dodaje, że Białorusini nie przesłali nam jeszcze protokołów z tego przesłuchania.