W 6. rocznicę katastrofy smoleńskiej prezydent Andrzej Duda zaapelował o niezbędne Polsce wzajemne wybaczenie. "Zabliźnienie rany smoleńskiej to kwestia dobra Polski" - mówił. Ocenił, że katastrofa była świadectwem "bylejakości" państwa, błędów, które nie powinny się zdarzyć.

Prezydent Andrzej Duda przemawia przed Pałacem Prezydenckim /Paweł Supernak /PAP

Andrzej Duda wygłosił przemówienie przed uroczystym odsłonięciem na skrzydle Pałacu Prezydenckiego tablicy upamiętniającej prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Podkreślił, że Polacy po katastrofie smoleńskiej "uczynili to miejsce miejscem pamięci". Niech ono takim na zawsze zostanie, wierzę, że tak będzie. Niech będzie tym miejscem wspomnienia, czci, ale niech będzie także miejscem jedności - powiedział.

W całym kraju, ale i za granicą odbyły się uroczystości upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej. 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem rozbił się Tu-154M, na którego pokładzie polska delegacja z parą prezydencką Marią i Lechem Kaczyńskimi na czele zmierzała na obchody 70. rocznicy zbrodni... czytaj więcej

Wiecie wszyscy - i mówię to z pochyloną głową - że było tu potem wiele dramatycznych zdarzeń, zdarzeń często gorszących, do jakich nigdy nie powinno dojść w Rzeczpospolitej. A te wydarzenia wlały w serca, w wiele serc, dodatkową gorycz, dodatkowe rozżalenie, czasem wiele gniewu. Dlatego zwracam się dziś do wszystkich z apelem: wybaczmy. Wybaczmy to wszystko sobie wzajemnie. Wszystkie niepotrzebne, a przede wszystkim niesprawiedliwe słowa, wszystkie te gorszące zachowania, wszystkie także i momenty poniżenia - mówił Duda.

Apeluję o to wybaczenie, bo ono jest dzisiaj i nam, i Polsce, której przyszłość musimy budować wspólnie, ono jest nam dzisiaj ogromnie potrzebne, ono jest niezbędne - powiedział. Podkreślił, że jeśli z tragedii smoleńskiej można wyprowadzić coś dobrego, to powinna być to jedność. To powinna cały czas być solidarność, to powinna być życzliwość wzajemna i szacunek - takie, jakie wtedy (tuż po katastrofie) były na Krakowskim Przedmieściu - zaznaczył.

Tragedia smoleńska, to, co się przed nią działo i po niej, była wielkim, dramatycznym świadectwem bylejakości naszego państwa, złego rządzenia, błędów, wszystkiego tego, co w Polsce nigdy zdarzyć się nie powinno - mówił również prezydent. Zaznaczył, że wielkim zadaniem narodu, ale przede wszystkim ludzi władzy, nie tylko centralnej, jest budowanie Polski rzetelnej, uczciwej i dobrze zarządzanej. Niezgoda na bylejakość. Fachowość i uczciwość. To wielkie zadania, którym ludzie władzy muszą sprostać i z których polskie społeczeństwo, polscy wyborcy powinni ich rzetelnie rozliczać - powiedział Andrzej Duda.

Przypomniał, że prezydent Lech Kaczyński miał mieć w Katyniu wystąpienie, w którym znalazło się znamienne zdanie o tym, że przyszłość trzeba budować na prawdzie i dlatego tak ważna jest prawda o Katyniu - prawda ma bowiem nieść ze sobą ukojenie serca i możliwość budowania dobrej przyszłości poprzez zabliźnienie się "rany katyńskiej".

To zdanie można odnieść również do naszego czasu - ocenił Andrzej Duda. Według niego, zabliźnienie rany smoleńskiej to kwestia dobra Polski i narodu. Prezydent zaznaczył, że jesteśmy to winni tym, którzy odeszli, ale zostawili po sobie wielki testament nadziei na budowę silnej i pięknej Polski. Jesteśmy dzisiaj winni im tą jedność, wobec tego, co stało się wtedy. Jesteśmy im dziś winni to wybaczenie, o którym wcześniej mówiłem, jesteśmy im winni uczciwe i spokojne zbadanie tego, co się wtedy stało, ale bez politycznej przepychanki. Niech zrobią to eksperci wsparci w możliwy sposób przez tych, którzy rządzą, niech zrobią to spokojnie, z pełną rzetelnością i odpowiedzialnością - mówił.

Podkreślił, że 10 kwietnia wspominamy przede wszystkim polskich patriotów. Chcę to bardzo mocno podkreślić - oni wszyscy służyli Polsce w najlepszym możliwym znaczeniu i w tej właśnie służbie oddali życie - powiedział. To była nasza reprezentacja, reprezentacja naszego narodu w najpełniejszym tego słowa znaczeniu - zaznaczył.

W przemówieniu obszernie wspominał prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Był wielkim politykiem, był człowiekiem Solidarności, był prawnikiem, który w latach '80 pomagał robotnikom, stoczniowcom, był wiceprzewodniczącym NSZZ "Solidarność" - mówił. Podkreślał, że jako szef NIK Lech Kaczyński dbał o uczciwe państwo, a jako minister sprawiedliwości "wypowiedział walkę zorganizowanej przestępczości i prowadził ją skutecznie". Przypomniał, że Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy m.in. zrealizował dzieło budowy Muzeum Powstania Warszawskiego. Był "politykiem absolutnie zapatrzonym w swoją ojczyznę, swoich rodaków, w ich interesy i ich dobro - szeroko rozumiane, bo rozumiane także jako dobro współżycia z innymi narodami i w ten sposób tworzenia wspólnoty" - mówił Andrzej Duda. Dodał także, że Lech Kaczyński chciał Polski silnej, która będzie w stanie pomagać słabszym i która innych silnych bać się nie będzie musiała. Według niego, "to wielkie zadanie, które zaczął pan prezydent, jest cały czas jeszcze przed nami".

Andrzej Duda wskazywał, że prezydent Lech Kaczyński był przez wiele lat atakowany i niesprawiedliwie oceniany, a jego dorobek "deptany bardzo często". Teraz jednak - jak zauważył - Polacy przyszli, "aby oddać hołd prezydentowi Kaczyńskiemu oraz tym, którzy wraz z nim zginęli, oraz dziełu, za które zginęli".

(az)