„Asad musi teraz usiąść do rozmów ze słabszymi kartami niż miał jeszcze tydzień temu” – komentuje decyzję o wycofaniu rosyjskich wojsk z Syrii dr Wojciech Szewko, specjalista ds. stosunków międzynarodowych.

Pierwsze rosyjskie samoloty opuściły Syrię /RUSSIAN DEFENCE MINISTRY /PAP/EPA

Paweł Balinowski RMF FM: To zaskoczenie, że Putin zdecydował o wycofaniu wojsk z Syrii?

Dr Wojciech Szewko: Tak, to było zaskoczenie, rzeczywiście dla wszystkich - dla Amerykanów, również dla rosyjskich analityków. Chociaż symptomy, że może do czegoś takiego dojść, pojawiały się wcześniej. Nikt nie wierzył, że do takiej decyzji dojdzie w ciągu 24 godzin. Mamy informację z wczoraj rana, że pierwsze samoloty z bazy Hmeimim odleciały do Rosji.

Jakie mogą być przyczyny tego ruchu? Rosja mówi, że stworzyła warunki do przeprowadzania rozmów pokojowych. To rzeczywiście tak jest?

Jest faktem, że wtedy, kiedy Rosji jeszcze nie było - przynajmniej formalnie - w Syrii, Asad przegrywał na wszystkich frontach. W związku z tym żadne rozmowy pokojowe w ogóle nie mogły mieć miejsca, dlatego też rebelianci byli przekonani o swoim nieuchronnym zwycięstwie, chociaż prawdopodobnie wojna jeszcze potrwałaby z półtora roku, dwa lata. Pojawienie się Rosjan doprowadziło do tego, że rzeczywiście Asad zaczął wygrywać tę wojnę. Pokonał rebeliantów przynajmniej na trzech, czterech kluczowych frontach i rzeczywiście powstały teoretycznie podstawy do rozmów, ponieważ żadna strona nie czuła się silniejsza - tak można powiedzieć.

Niestety Asad poczuł się do tego stopnia silny, wspierany jeszcze przez Iran, że przestał być skłonny do kompromisów. Mieliśmy kilka informacji o takich nieporozumieniach między Rosją i tą koalicją proasadowską. Pierwsze to dostarczanie broni do Hezbollahu. Wbrew intencji Rosji - nowoczesna broń zaczęła trafiać w ręce Hezbollahu. Stąd na przykład izraelskie samoloty, które bombardowały cele na południu Syrii nie były przechwytywane przez samoloty i systemy rosyjskie.  Po drugie, Asad ustami swoich przedstawicieli zaczął sugerować, że żadnego porozumienia dotyczącego federalizacji  nie będzie. Trzeci element to różnica zdań między Rosjanami i Syryjczykami w sprawie Kurdów. Rosjanie i Amerykanie popierają jakąś formę autonomii Kurdyjskiej - być może w formie federacji, może wydzielenia kantonu autonomicznego, natomiast Asad powiedział wyraźnie - nie może być mowy o żadnej autonomii, co więcej, to przedstawiciel Asada blokował udział przedstawicieli Rojavy w poprzedniej konferencji pokojowej w Genewie. Teraz wycofanie się wojsk rosyjskich powoduje jedno - Asad musi usiąść do rozmów, ze słabszymi kartami niż miał tydzień temu. 

Co dalej z tym związkiem Putina z Asadem, jak się będzie rozwijać w tej sytuacji? Mówi pan, że Rosjanie się wycofali niejako też po to, by zmusić Asada, żeby ten usiadł do stołu negocjacyjnego. Czy dalej będą się w takim razie aktywnie wspierać?

My cały czas uważamy, że jeżeli ktoś jest sojusznikiem Rosji albo Stanów Zjednoczonych, to zachowuje się jak państwo wasalne, a to nic bardziej błędnego. Zobaczmy, że Turcy - bliski sojusznik - wcale nie słuchają Stanów Zjednoczonych.  Kiedy USA wzywają do zaprzestania ostrzału Kurdów - Turcja nie słucha. Asad i Iran - teoretycznie bliscy sojusznicy Kremla też wcale nie słuchają Rosji. To są sojusznicy, ale wcale nie przyjaciele, a już na pewno nie przyjaciele do grobowej deski. Mają liczne wspólne interesy, ale kiedy te interesy się rozchodzą, to każdy idzie w swoją stronę. Dla Rosji jest dużo lepiej zachować status quo w nowej, demokratycznej bądź zdemokratyzowanej Syrii niż bezkrytycznie wspierać dyktatora, który jest jednak krwawym dyktatorem i ma własne, niezależne  pomysły na stosunki międzynarodowe. Zupełnie inne niż uzgodniły mocarstwa. Proszę zobaczyć, jak wyglądają w tej sytuacji Stany Zjednoczone i Rosja, które dochodzą do porozumienia pomimo przecież wielkich podziałów, sprzeczności na różnych frontach. Lokalne mocarstwa takie jak Arabia Saudyjska, Turcja czy  reżim  al-Asada czy Iran mówią: ale my w ogóle nie uznajemy waszych ustaleń. Mocarstwa też potrafią pokazać: No to, w takim razie, radźcie sobie sami.

Czy to osłabienie aktywności Rosjan w Syrii, może spowodować, że będą bardziej aktywni w Europie Środkowej, na Ukrainie, na Krymie? 

Tak twierdzą liczni analitycy, że Rosjanie mogą się skoncentrować bardziej na kierunku ukraińskim. Nie sądzę, że to motywowało Rosję, ponieważ dla niej kluczowym kierunkiem geostrategicznym nie jest Europa Wschodnia, a raczej Azja. Ukraina, Donieck to są same kłopoty - tam nie ma żadnych zysków gospodarczych, prawie zerowe zyski polityczne. Krym i tak trzymają i pewnie go nigdy nie oddadzą, przynajmniej w znanej perspektywie. Natomiast dla Rosji podobnie jak dla USA kluczowe są zasoby surowców środkowej Azji. Mamy tendencję do uznawania, że Europa, że Polska, że Ukraina, to jest coś najistotniejszego dla Rosji. Z pewnością jesteśmy w stanie Rosję  zirytować, ale tutaj w Europie Wschodniej nie ma ani wielkiego rynku, ani nie jesteśmy kluczowym partnerem gospodarczym czy energetycznym. Niemcy, Francja, Włochy -  tak, Polska, Ukraina, absolutnie nie. 

Jakie będą dalsze ruchy Rosji? Czy można już spróbować przewidzieć?

Rosja udowodniła, że potrafi  dokonywać ruchów absolutnie nieprzewidywalnych. Wydaje mi się, że Rosja, która teraz koncentruje się na Syrii, będzie wspierała proces pokojowy po to, żeby móc konsumować odbudowaną pozycję polityczną i gospodarczą w regionie:  w Libanie, w Egipcie, Iraku, Iranie, a nawet Afganistanie i Pakistanie.