- Zastanawialiśmy się, czy w federacji będą potrafili przyznać się do błędu czy nadal będą się taplali w swoim własnym błotku. Niestety, wyszło na nasze i okazali się takimi hipokrytami, jak myśleliśmy. Do sądu o 20 punktów nikogo nie podam - napisała na swojej oficjalnej stronie Justyna Kowalczyk. W ten sposób komentuje odrzucenie przez Międzynarodową Federację Narciarską apelację w sprawie zawodów Pucharu Świata w Davos.

Międzynarodowa Federacja Narciarska odrzuciła apelację Polskiego Związku Narciarskiego od decyzji jury ws. dyskwalifikacji Justyny Kowalczyk. Sędziowie zawodów Pucharu Świata w Davos zdecydowali o przesunięciu naszej zawodniczki z trzeciego na szóste miejsce za zabiegnięcie drogi Amerykance... czytaj więcej

Jury przesunęło wówczas Polkę z trzeciego na szóste miejsce. Tłumaczono to tym, że Kowalczyk zabiegła drogę innej zawodniczce.

Członkowie FIS w uzasadnieniu napisali, że na załączonym jako dowód niewinności polskiej biegaczki nagraniu telewizyjnym widać, że Justyna Kowalczyk zmienia zdanie co do wyboru toru, którym będzie finiszowała, tym samym wybiera dla siebie gorszą drogą, co oznacza celowe przeszkadzanie rywalce. Tym samym w mocy pozostaje decyzja o przesunięciu naszej reprezentantki z trzeciej na szóstą lokatę.

Odrzucenie przez FIS protestu PZN kończy już formalne możliwości w tej kwestii.

Justyna Kowalczyk nie ukrywa, że decyzja FIS bardzo ją rozczarowała. Zawodniczka od początku nie zgadzała się z dyskwalifikacją i decyzją sędziów. Pierwszy protest został odrzucony już w Davos, teraz kolejny nie został uznany.

Jeszcze w dodatku ktoś w uzasadnieniu pisze, że wie, jaka droga jest dla mnie lepsza. Za przeproszeniem, ale ja mam 27 lat, z tego 15 już biegam na nartach i mam parę sukcesów na koncie i potrafię sama ocenić co jest dla mnie dobre, a co nie. Tak interpretując fakty zawsze można kogoś zdyskwalifikować, bo można powiedzieć, że ktoś powinien pługować na zjeździe, a tego nie zrobił. Wybrał gorszą drogę więc jest zdyskwalifikowany - stwierdziła Justyna Kowalczyk, która podkreśla, że o swoje racje będzie nadal walczyć.

Mam zamiar nadal bić się o swoje i mówić to, co myślę. A fakt, że ktoś teraz próbuje ze mną walczyć na różne sposoby, bo na igrzyskach powiedziałam o kilka słów za dużo, na pewno mnie nie zniechęci. Podkreślam także, że nie żałuję tego co mówiłam. I teraz też swoich racji będę bronić - oświadczyła mistrzyni olimpijska z Vancouver.