Społeczność w Harlow w Wielkiej Brytanii jest pogrążona w szoku po tym, gdy grupa nastolatków zamordowała 40-letniego Polaka i raniła jego 43-letniego kolegę. Policja wciąż bada motywy sprawców. Początkowo twierdzono, że zabójstwo na tle narodowościowym jest głównym wątkiem śledztwa. W środę wieczorem poinformowano, że funkcjonariusze nie posiadają żadnych dowodów, które wskazywałyby na to, że zabójstwo 40-letniego Polaka było motywowane jego narodowością. W tej sprawie zatrzymano 6 osób.

Kwiaty składane w miejscu zabójstwa Polaka /Bogdan Frymorgen /RMF FM

Polak zamordowany w hrabstwie Essex w Wielkiej Brytanii to Arkadiusz J., który przyjechał na Wyspy Brytyjskie 2012 roku. Pracował w zakładach mięsnych w Harlow. Był kawalerem.

Zmarł w wyniku dotkliwego pobicia, do którego doszło w sobotni wieczór.

Po aresztowaniu pięciu młodych Brytyjczyków i zwolnieniu ich za kaucją, policja zatrzymała szóstą osobę. To 16-letni chłopak.

Wszystkie te osoby są podejrzane o popełnienie morderstwa i uszkodzenie ciała drugiej ofiary. Jest nią 43-letni Polak, przyjaciel zamordowanego, który po napaści trafił do szpitala. Został wypisany po krótkiej hospitalizacji i jest w szoku - samego wydarzenia nie pamięta, bo ocknął się dopiero w szpitalu.

Mężczyźni zostali zaatakowani bez powodu w pobliżu tamtejszej pizzerii. Najpierw zostali obsypani obelgami, a potem brutalnie zaatakowani.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ofiary jadły razem posiłek i rozmawiały, kiedy zostały skonfrontowane przez grupę około 15-20 nastolatków, zarówno chłopaków, jak i dziewczyn. Według naszej wiedzy nie wszystkie te osoby brały udział w ataku i wierzymy, że część z nich będzie w głębokim szoku, wiedząc, do czego to doprowadziło - powiedział starszy oficer śledczy Al Pitchen.

Motywem była najprawdopodobniej niechęć do obcokrajowców. Choć w środę wieczorem poinformowano, że funkcjonariusze nie posiadają żadnych dowodów, które wskazywałyby na to, że zabójstwo 40-letniego Polaka było motywowane jego narodowością.

Detektyw Martin Pasmore powiedział, że policja wciąż przegląda zabezpieczone materiały z kamer monitoringu i telefonów komórkowych należących do sześciu zatrzymanych nastolatków.

Pasmore podkreślił, że funkcjonariusze nie zabezpieczyli na razie żadnego dowodu na to, że atak był bezpośrednio motywowany narodowością Polaków. Na tym etapie śledztwa nie mamy żadnych dowodów na to. To wyłącznie jeden z wątków prowadzonego śledztwa i pytanie, które musimy sobie zawsze zadać profilaktycznie w sytuacji śmierci Polaka z rąk Anglików - zaznaczył.

Nie jestem pewien, czy zaatakowali ich tylko za to, że byli Polakami - oni po prostu szukali awantury i zaczepiali ludzi. Ta grupa nastolatków zakłócała nam życie tutaj latami, niezależnie od narodowości - powiedział anonimowo jeden ze świadków zabójstwa. Dodał, że lokalna społeczność od dawna apelowała do policji o interwencję.

Harlow to ponad 80-tysięczne miasteczko w południowo-wschodniej Anglii, które w referendum głosowało za wyjściem z Unii Europejskiej. Polacy, jak w wielu miejscach Wielkiej Brytanii, stanowią tu najliczniejszą mniejszość narodową. Według oficjalnych statystyk z 2013 roku mieszka ich tu ponad 1,5 tysiąca.

Mieszkający w Harlow Polacy przyznali, że to nie pierwszy raz, kiedy stali się ofiarami ataków lub wyzwisk ze strony Brytyjczyków. Jak wspominali, do podobnego ataku doszło zaledwie kilka tygodni wcześniej, kiedy dwaj mężczyźni - również Polacy - trafili z ciężkimi obrażeniami do szpitala.

Miejsce tragedii odwiedził polski ambasador

Urzędujący od wtorku nowy polski ambasador Arkady Rzegocki odwiedził Harlow wraz z wiceministrem edukacji i lokalnym posłem konserwatywnym Robertem Haflonem. W miejscu tragedii złożono kwiaty.

Ta bardzo przykra sytuacja powinna zostać przez nas przemyślana, Polaków i Brytyjczyków, żeby do tego typu sytuacji nie dochodziło w przyszłości. To, co tu się wydarzyło, porusza oba nasze narody i to daje nadzieję na naszą wspólną refleksję - powiedział Rzegocki.

Jak zapewnił, rodzina ofiary będzie otrzymywała wsparcie konsularne "dziś, ale też za tydzień, za miesiąc".

Z kolei Haflon ocenił, że jego zdaniem do tragedii mogły przyczynić się antagonizujące wypowiedzi części brytyjskich polityków, którzy wykorzystywali imigrantów do straszenia Brytyjczyków i siania niechęci między społecznościami.

Haflon, który wbrew swoim własnym wyborcom w Harlow opowiedział się w czerwcowym referendum za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, podkreślił, że "znacząca większość zwolenników Brexitu zagłosowała w ten sposób z powodu realnych obaw, ale niewielka grupa wykorzystuje podziały do swojej rasistowskiej agendy".

Nie tylko my, politycy, ale wszyscy - liderzy lokalnej społeczności, księża, dziennikarze, biznesmeni - musimy się zastanowić nad tym, dlaczego pozwalamy im na takie pobudzanie nastrojów antyimigranckich - powiedział, dodając, że będzie "stanowczo" bronił polskiej społeczności, która jego zdaniem miała znaczący, pozytywny wkład w rozwój miasta.

(j., APA)