Po drugim czytaniu projekty nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym i Trybunale Konstytucyjnym wracają do komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Obie nowelizacje zostały przygotowane przez Prawo i Sprawiedliwość, do obu opozycja ma zastrzeżenia. Jej przedstawiciele protestowali m.in. przeciwko nazywaniu nieopublikowanych dotąd orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego "rozstrzygnięciami" i przeciwko pełnej finansowej autonomii Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, co ich zdaniem jest niekonstytucyjne. Pojawiło się również wiele zastrzeżeń proceduralnych: m.in. dotyczących tempa prac nad projektami. Posłowie wrócą do nich już w czwartkowy poranek: politycy partii rządzącej chcą bowiem, by Senat zajął się nimi jeszcze w tym tygodniu.

Od lewej: Borys Budka (PO), Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna) i Stanisław Piotrowicz (PiS) podczas prac w Sejmie nad projektami nowelizacji tzw. ustaw sądowych / Jakub Kamiński /PAP

O Sądzie Najwyższym...

Projekt PiS nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym opublikowany został na stronach Sejmu 3 kwietnia - tego samego dnia, w którym w życie weszła nowa ustawa o SN, uchwalona 8 grudnia zeszłego roku.

Projektowana nowelizacja ma na celu przede wszystkim wprowadzenie w tej ustawie zmian o charakterze doprecyzowującym, zapewniających sprawną realizację przewidzianych w niej procedur - uzasadniono potrzebę nowelizacji.

Zgodnie z obowiązującą od 3 kwietnia ustawą o Sądzie Najwyższym, Pierwszy Prezes SN powoływany jest przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. W proponowanej przez PiS nowelizacji zaznaczono, że "postępowania w przedmiocie wyboru, przedstawienia Prezydentowi RP kandydatów na stanowisko I Prezesa SN lub Prezesa SN oraz powołania na te stanowiska wszczęte i niezakończone" przed wejściem w życie nowelizacji mają być umorzone. W uzasadnieniu wyjaśniono, że przepis ten ma zostać wprowadzony "w celu zagwarantowania", że stanowiska prezesów Sądu Najwyższego zostaną obsadzone już zgodnie z zapisami nowej ustawy.

Projekt nowelizacji doprecyzowuje również kwestie dotyczące zwolnienia stanowiska Pierwszego Prezesa SN i Prezesa SN. Jak zaznaczono, obecny przepis reguluje jedynie przypadek, gdy do zwolnienia tych stanowisk dojdzie na skutek przejścia zajmujących je sędziów w stan spoczynku z powodu ukończenia 65. roku życia - a ma to nastąpić w ciągu trzech miesięcy od wejścia w życie nowej ustawy. Tymczasem do zwolnienia tych stanowisk może dojść również wskutek innych przyczyn, np. przeniesienia w stan spoczynku ze względu na stan zdrowia albo rezygnacji - wskazano w uzasadnieniu projektu.

Projekt PiS wprowadza również m.in. zmiany w gospodarowaniu budżetem Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego (to nowa izba, powołana przez nową ustawę o SN). W nowelizacji przewidziano, że Prezes SN kierujący Izbą Dyscyplinarną będzie dysponował budżetem Izby samodzielnie - bez udziału czy upoważnienia Pierwszego Prezesa SN. Ponadto bez zgody prezesa Izby Dyscyplinarnej nie będzie można w ramach SN zmniejszyć wydatków na tę Izbę.

W czasie sejmowej debaty Marek Ast (PiS) przekonywał, że proponowane zmiany "są konieczne i niezbędne". Chodzi o usprawnienie funkcjonowania Sądu Najwyższego. Jednocześnie chciałbym złożyć poprawkę - ogłosił, nie ujawniając jednak, czego całostronicowa dotyczy poprawka.

Choć to krótki tekst, to zawiera szereg wad konstytucyjnych i proceduralnych - tak z kolei projekt nowelizacji ocenił Arkadiusz Myrcha (PO).

Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna) przekonywała zaś, że "powody tej zmiany są tylko i wyłącznie polityczne". PiS najwyraźniej boi się tego, że po ewentualnej wcześniejszej rezygnacji Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego funkcję tę sędziowie mogliby powierzyć osobie, która byłaby całkowicie niezależna od polityków - stwierdziła posłanka.

Jerzy Jachnik (Kukiz'15) zapowiedział, że będzie wnioskował, by jego klub opowiedział się przeciwko nowelizacji. Zaznaczył także, że pierwsze czytanie projektu, które miało miejsce we wtorek, powinno było odbyć się na posiedzeniu plenarnym Sejmu, a nie na komisji sejmowej.

Również Krzysztof Paszyk (PSL-UED) oświadczył, że jego klub "nie widzi możliwości poparcia tej ustawy".

O Trybunale Konstytucyjnym...

W ekspresowym tempie Sejm pracuje również nad proponowaną przez PiS nowelizacją przepisów wprowadzających ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz o statusie sędziów TK. Pierwsze czytanie projektu miało miejsce na komisji w środę przed południem, po czym projekt trafił natychmiast do drugiego czytania w Sejmie i odbyło się ono w środę późnym popołudniem.

Proponowana nowela dotyczy trzech orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego z 2016 roku, którego opublikowania odmówiła ówczesna szefowa rządu Beata Szydło.

Projekt składa się z trzech artykułów.

Zgodnie z pierwszym, do ustawy ma zostać dodany przepis mówiący, że "rozstrzygnięcia" Trybunału Konstytucyjnego, "podjęte z naruszeniem przepisów" poprzednich ustaw o TK, "podlegają ogłoszeniu w odpowiednich dziennikach urzędowych (...)".

Drugi z artykułów stanowi, że prezes TK zarządza ogłoszenie "rozstrzygnięć" w odpowiednim dzienniku urzędowym w terminie siedmiu dni od wejścia nowelizacji w życie. Według trzeciego artykułu, nowela wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.

Co ciekawe, w pierwotnej wersji nowelizacja mówiła o "orzeczeniach", a nie "rozstrzygnięciach", Trybunału Konstytucyjnego. Przed południem jednak, podczas pierwszego czytania, Marek Ast (PiS) zaproponował poprawkę, zgodnie z którą w treści projektu "orzeczenia" zastąpiono "rozstrzygnięciami".

W uzasadnieniu projektu (w "poprawionej" wersji) wskazano, że jego autorzy "stoją na stanowisku, że choć publikacja rozstrzygnięć TK z 9 marca, 11 sierpnia i 7 listopada 2016 r. co do zasady nie jest konieczna z punktu widzenia polskiego prawa, to istnieją powody, dla których może to być pod pewnymi warunkami pożądane". Jak wyjaśniono, "rozwiązanie to powinno przyczynić się do zakończenia sporu o TK i wzmocnienia jego pozycji ustrojowej, a także poprawy sytuacji Polski w sporze z Komisją Europejską".

W czasie sejmowej dyskusji nad nowelizacją Waldemar Buda (PiS) ocenił, że "jest to projekt, który z prawnego punktu widzenia nie ma dużego waloru, nie wnosi nic do porządku prawnego, natomiast ma element czyszczący i normalizujący sytuację, ale też ma doprowadzić do sytuacji, w której w jakimś stopniu będzie to argument w rozmowach z Komisją Europejską".

Uzasadnieniem tego rozwiązania jest dążenie do ustabilizowania całego systemu prawnego i zakończenie konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego - zaznaczył z kolei wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

Z takimi ocenami nie zgodzili się politycy opozycji.

Projektowana ustawa jest zbędna i kompletnie niepotrzebna - przekonywał Wojciech Wilk (PO). Zaznaczył, że obowiązek "niezwłocznej" publikacji wyroków TK - a więc także tych z 2016 roku, których dotyczy nowelizacja - wynika z konstytucji.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to, co przedłożono, to perełka w kolekcji bubli prawnych, które tworzycie od dwóch i pół roku. Ten Sejm takiego bubla prawnego, takiego partactwa prawnego jeszcze nie widział - stwierdziła Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna).

Także Krzysztof Paszyk (PSL-UED) zaznaczył, że jego klub "nie przyłoży ręki do uchwalenia tego bubla".

Przedstawiciel Kukiz'15 nie wziął udziału w debacie.


(e)