Jest pierwsza sędzia, wyznaczona do pracy w nowo powołanej Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Sędzia z Izby Pracy SN Jolanta Strusińska-Żukowska miałaby orzekać w sprawie skarg na przewlekłość postępowania, które nie mogą czekać, bo muszą być rozpatrzone w ciągu dwóch miesięcy od dnia ich złożenia.

Zdj. ilustracyjne /Marcin Bielecki /PAP

Stary problem w nowej izbie

Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie na początku kwietnia zmieniła organizację sądu. Jedną z istotnych zmian było przeniesienie tzw. spraw publicznych, do których należą m.in. skargi na przewlekłość postępowań z dotychczasowej Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych do nowo powołanej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. 

Nowa izba nie jest jednak jeszcze obsadzona, i nie ma w niej ani jednego z przewidzianych dla niej 20 sędziów. Podobnie zresztą faktycznie nie istnieje druga z nowo powołanych - Izba Dyscyplinarna, w której ma orzekać 16 sędziów SN. Nowe izby nie mają nie tylko sędziów, ale nawet swojego lokum, bo według I prezes Sądu Najwyższego w siedzibie SN przy pl. Krasińskich nie ma dla nich miejsca. 

Problem jest i rośnie

Brak sędziów w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych na razie nie jest jeszcze dużym problemem. Jej 20 sędziów miało orzekać m.in. w sprawach ważności wyborów, protestów wyborczych i niedziałających jeszcze skarg nadzwyczajnych. Problemem są jednak wciąż napływające skargi na przewlekłość postępowań sądowych i wyznaczony na ich rozpatrzenie termin - dwa miesiące od daty złożenia.

Ponieważ ustawa, kierująca je do nowej izby weszła w życie 3 kwietnia, na biurko sędzi Strusińskiej-Żukowskiej trafią więc zarówno skargi na przewlekłość postępowań nierozpatrzone przed tym dniem, jak te, które trafiły do SN po tym terminie. Pierwszych jest 8 i we wszystkich przypadkach termin ich rozpatrzenia został już przekroczony. Na rozpatrzenie czeka jeszcze kilka innych, w których wypadku dwumiesięcznego terminu można byłoby dotrzymać... gdyby istniała pewność, że wyznaczona do tego sędzia może w ich sprawie orzekać. 

Czy można już orzekać?

Pewności takiej nie ma, bo skargi mają być rozpatrywane w izbie SN, która de facto nie istnieje. Nie ma kancelarii, władz, wydziałów, procedur, personelu administracyjnego, siedziby, a na dobrą sprawę nie ma nawet kogoś, kto mógłby odbierać korespondencję, kierowaną do Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Czyli np. skargi na przewlekłość postępowań prokuratorskich, sądowych czy komorniczych.

Ile to kosztuje?

Uwzględniając skargę sąd może zasądzić przyznanie skarżącemu od 2 do 20 tys. złotych od Skarbu Państwa. Jeśli sąd przekracza dwumiesięczny termin - trudno ocenić, co się dzieje, bo sytuacja nie ma precedensu.

Co ciekawe, prawo nie określa, co powinno się stać, kiedy skarga na przewlekłość postępowania sama podlega przewlekłości ponad ustawowy termin, z powodu jej nierozpatrzenia, i to przez Sąd Najwyższy.

W wypadku przewlekłości rozpatrywania skargi na przewlekłość bardzo prawdopodobne jest jednak zwrócenie się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Tam również uznanie skargi oznacza wypłatę dla skarżącego.

Ale już nie w złotych.