Polski kierowca TIRa nie zginął w momencie, gdy napadł na niego zamachowiec z Berlina – ujawnia Prokuratura Krajowa po sekcji zwłok Łukasza Urbana. Badania ciała Polaka zostały przeprowadzone dziś w Zakładzie Medycyny Sądowej w Szczecinie. Wczoraj ciało 37-latka została przewiezione z Niemiec do Polski.

Do zamachu doszło 19 grudnia /BERND VON JUTRCZENKA /PAP/EPA

Śledczy ustalili przede wszystkim to, że polski kierowca nie został zastrzelony, gdy Anis Amri ukradł jego ciężarówkę. Śledczy zdecydowali się ujawnić tę informację, aby uciąć medialne spekulacje. Dla dobra śledztwa nie potwierdzają natomiast, czy na ciele Polaka widać ślady walki stoczonej z zamachowcem.

Badania zwłok już zostały zakończone, teraz biegli mają jak najbardziej precyzyjnie ustalić moment śmierci Polaka. Jeszcze dziś ciało zamordowanego kierowcy ma zostać wydane rodzinie. Na piątek zaplanowano pogrzeb mężczyzny.

Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie wszczął śledztwo w sprawie śmierci Polaka 20 grudnia. Postępowanie prowadzone jest w sprawie "zabójstwa Polaka w celu zaboru ciężarówki wraz z naczepą i posłużenia się nią, jako narzędziem do ataku na grupę ludności zgromadzoną na jarmarku świątecznym w Berlinie".

19 grudnia wieczorem 40-tonowa ciężarówki wjechała w tłum na jarmarku na Breitscheidplatz w Berlinie. Wśród 12 zabitych osób jest polski kierowca. Prokuratura podejrzewa, że sprawcą był Tunezyjczyk Anis Amri. W piątek został zastrzelony przez policję w Mediolanie.

(mpw)