Obaj z ojcem wiedzieliśmy, że Amber Gold, mówiąc kolokwialnie, to lipa - mówił przed komisją śledczą ds. Amber Gold Michał Tusk. Dodał, że podejmując współpracę z OLT Express, podjął pewne ryzyko. Zwyciężyła ciekawość, chęć realizowania siebie w zakresie, jaki mnie interesował - zaznaczył.

Roman Giertych i Michał Tusk przed sejmową komisją ds. Amber Gold /Marcin Obara /PAP

Michał Tusk: O umieszczeniu Amber Gold na liście KNF wiedziałem w listopadzie 2011 roku

O tym, że Amber Gold zostało umieszczone przez KNF na liście ostrzeżeń, wiedziałem na pewno już w listopadzie 2011 r., kiedy robiłem wywiad z Marcinem P. - powiedział przed komisją śledczą ds. Amber Gold Michał Tusk.

Pytanie o to, kiedy dowiedział się o umieszczeniu Amber Gold na liście ostrzeżeń zadała Joanna Kopcińska (PiS). Michał Tusk dodał, że wywiad z Marcinem P. dotyczył jego inwestycji w lotnictwo. Wtedy na pewno już wiedziałem - podkreślił.

Kopcińska spytała też Michała Tuska kiedy i w jaki sposób dowiedział się o kłopotach linii lotniczych OLT Express, których właścicielem była spółka Amber Gold.

Michał Tusk odpowiedział, że pierwsze sygnały w tej kwestii "to były anonimowe informacje na forach internetowych". Pamiętam taką jedną szczególnie. To była informacja na forum lotnictwo.net.pl dotycząca tego, że OLT Express nie płaci na catering i to był chyba początek lipca - powiedział. Dodał, że w międzyczasie słyszał i "gdzieś na lotnisku krążyła taka informacja, że OLT Express nie płaci za opłaty lotniskowe". W połowie lipca była taka sytuacja, że OLT Express ograniczyło mocno działalność i to już było wtedy wiadomo, że sytuacja jest słaba - tłumaczył.

Jak zaznaczył Michał Tusk, potem spotkał jeszcze przypadkowo na lotnisku w Gdańsku dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego. Rozmowa była bardzo krótka, był zdenerwowany i było czuć, że to się wszystko sypie - powiedział. Dodał, że nie kojarzy aby o tych anonimowych wpisach w internecie z kimś rozmawiał. Nie pamiętam, abym to wyjaśniał z kimkolwiek - zeznał.

Linie lotnicze OLT Express ogłosiły upadłość pod koniec lipca 2012 r. Z kolei w połowie sierpnia 2012 r. upadłość ogłosiła spółka Amber Gold.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) dopytywała, czy świadek miał wiedzę o rozliczeniach OLT z gdańskim lotniskiem. Dostępu do dokumentów księgowych nie miałem, więc nie mogłem wiedzieć, jakie są stany rozliczeń OLT Express - odpowiedział Michał  Tusk. Dodał, że nie pamięta, aby ze strony lotniska ktoś mu mówił o tej kwestii, choć nie wykluczył, że w lipcu 2012 r. mógł mu o tym wspominać prezes Portu Lotniczego w Gdańsku Tomasz Kloskowski.

Michał Tusk: Wiedziałem, że Amber Gold budzi wiele wątpliwości

Wiedziałem, że Amber Gold, która inwestowała w linie lotnicze OLT Express jest firmą, która budzi wiele wątpliwości; wokół tej firmy była podejrzana otoczka - powiedział przed komisją śledczą syn byłego premiera.

Jarosław Krajewski (PiS) pytał świadka kiedy dowiedział się, że szef Amber Gold Marcin P. jest osobą prawomocnie skazaną za przestępstwa gospodarcze. 

Dokładnej daty oczywiście nie jestem w stanie powiedzieć (...) nie pamiętam czy wiedziałem o konkretnym wyroku. Powiedziałbym tak, że taka podejrzana otoczka wokół Amber Gold była mi znana - odpowiedział. Zaznaczył, że nie pamięta od kiedy było mu to wiadome. Na pewno w listopadzie 2011 r. tak - dodał.

Czyli rozumiem, że przed podjęciem formalnej współpracy z OLT Express miał pan wiedzę na temat przestępczej działalności pana Marcina P. - dopytywał Krajewski.

To pan powiedział. Nie miałem wiedzy o przestępczej działalności dlatego, że poruszamy się w sferze pewnych niuansów. Nikt nie napisał wprost w 2011 czy 2010 roku, że Marcin P. to przestępca, a Amber Gold to piramida finansowa. To były różnego rodzaju sugestie, opinie - odpowiedział Michał Tusk.

Na pewno wiedziałem o tym, że Amber Gold, który jest inwestorem w OLT Express jest firmą, która budzi wiele wątpliwości - dodał świadek. Jak mówił, jest też możliwe, że wiedział, iż Marcin P. miał w przeszłości jeden wyrok.

W trakcie przesłuchania Tusk poinformował, że szefa Amber Gold poznał w listopadzie 2011 r., kiedy jako dziennikarz "Gazety Wyborczej" spotkał się z nim, by porozmawiać na temat inwestycji jego spółki w biznes lotniczy. Była to zgłoszona inicjatywa, tekst, który chciałem napisać i go napisałem - powiedział Tusk. 

Tusk potwierdził, że od marca 2012 r. łączyła go umowa z OLT, a od kwietnia pracował w gdańskim Porcie Lotniczym

Rozmowy z OLT Express na temat nawiązania współpracy podjąłem na przełomie 2011 i 2012 r. - powiedział Michał Tusk. Potwierdził, że od 15 marca 2012 łączyła go umowa z OLT Express, a od 16 kwietnia był też zatrudniony w Porcie Lotniczym w Gdańsku.

Tusk odpowiedział, że prezes gdańskiego portu lotniczego Tomasz Kloskowski powiedział mu o tym, że "jest linia, która się rozwija w Gdańsku, że brakuje jej ludzi". Tusk mówił, że Kloskowski powiedział mu, że jego zdaniem posiada on "umiejętności i wiedzę, która mogłaby im się przydać" i spytał czy jest zainteresowany.

Ja wtedy odpowiedziałem: tak, w sensie potwierdziłem to. To była końcówka 2011 r., albo początek 2012 r. - dodał M. Tusk.

Jak zeznał efektem tej rozmowy było jego spotkanie z Marcinem P. i Jarosławem Frankowskim z OLT Express. Daty też nie pamiętam dokładnie, na pewno miało to miejsce pomiędzy moją rozmową z Kloskowskim, a podjęciem współpracy fizycznej z OLT Express, czyli podejrzewam, że był to znowu przełom 2011/12 r.; grudzień, styczeń, luty, ten okres czasu - powiedział.

Krajewski (PiS) powiedział zaś, że według ustaleń komisji śledczej Michała Tuska od 15 marca 2012 r. łączyła z OLT Express umowa o świadczenie usług doradczych i menadżerskich, zaś od 16 kwietnia 2012 r. był on ponadto zatrudniony w Porcie Lotniczym Gdańsk na pełen etat na stanowisku specjalisty do spraw marketingu, a do zakresu jego obowiązków należała m.in. współpraca z liniami lotniczymi operującymi do i z Portu Lotniczego Gdańsk. Czy pan potwierdza? - zapytał Krajewski. Świadek potwierdził.

"Współpraca z OLT Express była elementem mojego życia prywatnego"

Moja współpraca z OLT Express była elementem mojego życia prywatnego, nie była wprost powiązana z moją pracą na lotnisku w Gdańsku - mówił Michał Tusk.

Jarosław Krajewski (PiS) przytoczył maila M.Tuska z 17 lipca 2012 roku do dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego o treści: "Rozumiem, że nie planujecie kąsania LOT-u bezpieczeństwem, myślisz, że mogę w takim razie te swoje zestawienie incydentów i zdarzeń z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, podesłać znajomym dziennikarzom, może teraz dla odmiany przywalą LOT-owi".

Krajewski pytał świadka, dlaczego pisał do Frankowskiego ws. możliwości "przywalenia LOT-owi". M.Tusk powiedział, że pojawiały się publikacje stawiające pod znakiem zapytania kwestie technicznego bezpieczeństwa operacji OLT Express. Zajmowałem się również wsparciem pijarowym OLT Express, więc przejrzałem raporty Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (...) z których wynikało, że w okresie od momentu, jak działa OLT Express, miał on znacznie mniej różnego rodzaju incydentów, niż miał LOT - zaznaczył.

W tym momencie zaproponowałem, żeby przygotować tego typu publikację, materiał. To standardowa robota pijarowa - wyjaśnił M.Tusk.

Krajewski pytał, dlaczego będąc pracownikiem Portu Lotniczego Gdańsk, proponował jednemu z klientów Portu, podjęcie działań mających na celu szkodzenie narodowemu przewoźnikowi lotniczemu. 

Wykonywałem dwie prace, pracowałem w Porcie Lotniczym Gdańsk, i jako jego pracownik wtedy, kiedy była taka potrzeba, konieczność, pomagałem wszystkim przewoźnikom, w tym Polskim Liniom Lotniczym LOT, a w tym momencie wykonywałem pracę dla OLT Express i wykonywałem ją tak, jak potrafię, m.in. tworząc tego typu raporty, czy publikację - powiedział M.Tusk.

Poinformował, że Frankowski nie odpowiedział mu na jego maila. Sprawa nigdy nie wyszła poza fazę jakiejkolwiek realizacji - zapewnił.  

Przewodnicząca komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, jak jego pomoc dla linii lotniczych ma się do przekazywania znajomym dziennikarzom materiałów, w których mają "przywalić" LOT-owi. 

M.Tusk powiedział, że mail do Frankowskiego, to nie była część jego pracy dla Portu Lotniczego Gdańsk. Ten mail, to element mojej pracy (...) w ramach umowy o współpracy z OLT Express. Ten mail nie ma związku z moją pracą na lotnisku - powiedział.

Moja współpraca z OLT Express była elementem mojego życia prywatnego, nie była wprost powiązana z moją pracą na lotnisku - dodał.

"Nie pamiętam czy tematem mojej rozmowy z ojcem mogła być moja praca dla OLT"

Nie pamiętam czy tematem mojej rozmowy z ojcem mogła być praca dla OLT Express, nie wykluczam tego - mówił przed komisją śledczą ds. Amber Gold Michał Tusk. Jak dodał pamięta, że ojcu nie spodobało się, że nie będzie już pracował jako dziennikarz.

Tusk pytany przez posła Kukiz'15 Tomasza Rzymkowskiego, czy przed podjęciem pracy dla OLT Express rozmawiał na temat ze swoim ojcem, ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem, odpowiedział, że nie pamięta dokładnie, żeby na ten temat rozmawiał z ojcem.

To, co mogę potwierdzić, co pamiętam, to pamiętam, że rozmawiałem z nim wtedy o tym, że chcę przejść na lotnisko i że nie będę pracował w "Gazecie Wyborczej" i to ostatnie mu się nie spodobało, że nie będę dziennikarzem, ponieważ to była rzecz, która miała dla niego ogromne znaczenie i uważał, że jest to dobra, bezpieczna i taka właściwa ścieżka rozwoju dla mnie - mówił.

Ja teraz nie jestem w stanie panu jednoznacznie potwierdzić po 5 latach, że wtedy mówiłem o tym, że będę pracował w OLT Express, więc na pewno było spotkanie dotyczące, że tak powiem, moich planów życiowych - dodał.

Dopytywany, czy jego ojciec wyrażał wątpliwości co do podjęcia współpracy z OLT Express M.Tusk podkreślił, że nie prowadzi notatek z rozmów rodzinnych. Pytany, czy nie wyklucza, że taka rozmowa o wątpliwościach, co do jego pracy w OLT Express mogła mieć miejsce odpowiedział: "Nie wykluczam".

"Nie przekazywałem OLT Express żadnych informacji, których lotnisko nie przekazuje liniom lotniczym"

Nie przekazywałem OLT Express żadnych informacji, których Port Lotniczy Gdańsk nie przekazuje liniom lotniczym - mówił Michał Tusk pytany, czy przekazywał poufne informacje z lotniska.

Podczas przesłuchania członkowie komisji śledczej nawiązywali do sprawy jednoczesnej współpracy Tuska z liniami lotniczymi OLT Express i pracy w Porcie Lotniczym w Gdańsku.

Czy pan przynosił Marcinowi P. poufne informacje z lotniska? - pytała szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS).

Michał Tusk odpowiadając na pytanie zaznaczył, że poza dwoma spotkaniami z szefem Amber Gold Marcinem P., które - jak mówił - "były pewnymi ogólnymi spotkaniami związanymi z rozpoczęciem współpracy" później nie kontaktował się z Marcinem P. w sprawach merytorycznych. Jak wskazał, w sprawach merytorycznych kontaktował się z ówczesnym dyrektorem zarządzającym OLT Express Jarosławem Frankowskim.

Nie przekazywałem Jarosławowi Frankowskiemu żadnych informacji, których Port Lotniczy Gdańsk nie przekazuje liniom lotniczym - podkreślił Michał Tusk.

Tusk o decyzji ws. współpracy z Marcinem P.: Zwyciężyła ciekawość i chęć rozwoju

Michał Tusk był pytany podczas posiedzenia komisji o to, dlaczego podjął współpracę z Marcinem P. mając świadomość, jak sam stwierdził, że działalność Amber Gold budzi wątpliwości. W pewnym sensie zwyciężyła ciekawość, chęć rozwoju własnego i realizowania siebie w zakresie, jaki mnie interesował - odpowiedział. 

Marcin P. był szefem spółki Amber Gold, która była właścicielem linii lotniczych OLT Express, z którymi w marcu 2012 r. Michał Tusk podjął współpracę.

Na pewno przeprowadzałem sobie takie drzewko decyzyjne, czy warto, podjąłem wtedy oczywiście decyzję, która okazała się być decyzją opartą na złych przesłankach - powiedział Michał Tusk.

"Ojciec nie pomagał mi w załatwianiu pracy"

Poseł PO Krzysztof Brejza (PO) pytał świadka, czy jego ojciec - Donald Tusk - kiedykolwiek pomagał mu w załatwianiu pracy. Michał Tusk odparł: "Nie, nie pomagał". Pytany o to, ile zarabiał w Porcie Lotniczym w Gdańsku, Tusk powiedział, że zarabiał na początku 3 tysiące zł. miesięcznie na rękę.

Poza niezależnym ode mnie finałem działań OLT Express i Amber Gold, nie ma tam (w mojej pracy) nic, co kładzie się cieniem na moich działaniach - przekonywał Michał Tusk.

Brejza pytał też o zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Michała Tuska, które złożył Marcin P. Tusk powiedział, że nie wie o tym, że Marcin P. złożył takie zawiadomienie do prokuratury.

Nie wiedziałem o tym, że Marcin P. złożył zawiadomienie, to jest dla mnie nowość. Trudno mi powiedzieć, dlaczego złożył (zawiadomienie), pewnie dlatego, żeby zdjąć z siebie w jakiś sposób odpowiedzialność, rozłożyć zainteresowanie na więcej osób, zrobić większe zamieszanie, to jest dla mnie oczywiste - powiedział Michał Tuska.

Poseł Brejza zapytał także, dlaczego 27 lipca 2012 r., czyli na osiem dni przed pojawieniem się medialnej informacji o jego współpracy z OLT, co według posła PO miało miejsce 5 sierpnia 2012 roku, "pan (Marcin) Mastalerek z młodzieżówką PiS-u zorganizował konferencję prasową pod siedzibą Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, uderzając w świadka (Michała Tuska)".

Nie pamiętam tej konferencji, może ona odnosiła się tylko i wyłącznie do samej kwestii współpracy z lotniskiem (...). Pan Mastalerek nie pamiętam, czy jest teraz cały czas w PiS, chyba jest cały czas. PiS jest znane z bardzo wysokich standardów, jeśli chodzi o kwestie zatrudniania osób w spółkach publicznych - odpowiedział Tusk.

Przekraczacie pewne granice, wróćcie do tematu przesłuchania - zareagowała na to przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann. Poseł Brejza argumentował, że "jest pytanie o to, dlaczego pan Mastalerek na tydzień przed tym (pojawieniem się informacji o współpracy Tuska z OLT-PAP) zorganizował konferencję pod KPRM".

W odpowiedzi na to Małgorzata Wassermann oświadczyła: "szanowny panie, ja coś panu powiem, to nie jest czas i miejsce, żebym ja pokazała, kto dał Marcinowi P. i Katarzynie P. czas na to, by ukryli wszystkie pieniądze, przyjdzie ten moment i ja to pokażę i pan wie o tym, kto to zrobił i pan wie, że ja też to wiem".

Tusk nie ma nic do ukrycia, jeśli chodzi o majątek

Poseł PiS Stanisław Pięta dopytywał o kwestie majątku. Chodziło m.in. o prowadzaną przez Michała Tuska firmę i o posiadanie nieruchomości.

O uchylenie tych pytań - jako nie mających związku z pracą komisji - wnosił pełnomocnik świadka mec. Roman Giertych. Czy pan poseł jest urzędem skarbowym? - pytał Piętę Giertych.

Jesteście państwo mistrzami w budowaniu sytuacji pokazujących, że ktoś ma coś do ukrycia, więc ja nie mam nic do ukrycia w tej sprawie - zaznaczył Michał Tusk.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) odparła na to: Wypraszam sobie takie uwagi (...) ja panu pomogę, dlaczego o to pytałam, jeśli pan chce, sam pan to wywołał.

Przewodnicząca dodała, że "to pytanie nie jest kompletnie bezzasadne". Jakby pan zechciał się odnieść w takim razie do protokołu przesłuchania świadka pana Krzysztofa Malinowskiego, który złożył zeznania tej treści: Pamiętam treść pisma, które przesłałem do ABW. W tym temacie chcę powiedzieć, że zdarzenie związane z łapówką miało miejsce w dniu mojego ostatniego spotkania z Marcinem P. w lokalu w kinie Krewetka. Ja na to spotkanie przyszedłem wcześniej niż się umówiliśmy. To zdarzenie miało miejsce w restauracji. Ja przebywałem na zewnątrz i widziałem, co się dzieje w środku przez szybę. Tam jest wejście przeszklone, także widać co się dzieje w środku. Kiedy przyszedłem widziałem Marcina P. oraz Michała Tuska. Oni siedzieli przy stoliku, mieszczącym się po lewej stronie od wejścia z brzegu. Ja zacząłem ich obserwować. Jak mówiłem, stałem na zewnątrz, oni mnie nie widzieli, ja zrobiłem zdjęcie telefonem komórkowym Nokia N95. Na tym zdjęciu widać jak Marcin P. wręcza kopertę Michałowi Tuskowi - cytowała Wassermann i pytała czy to jest prawdziwe zdarzenie.

Nie, to jest jakiś absurd - odpowiedział M. Tusk. Dodał, że nie pamięta żadnego spotkania z P. w innym miejscu, niż w biurze OLT Express.

Mec. Giertych zaś powiedział, że formuła, w której przewodnicząca "odczytała zeznania jakiegoś nieznanego pana Malinowskiego ma wszelkie cechy pomówienia i to karalnego".

M. Tusk powiedział zaś, że jest właścicielem firmy transportowej, która posiada w leasingu dwa pojazdy oraz jest też właścicielem swojego mieszkania. Ja to mieszkanie kupiłem w roku 2013 albo 2014 za pieniądze ze sprzedaży poprzedniego mieszkania. Poprzednie mieszkanie kupiłem w roku 2010 na kredyt hipoteczny, który spłacam do dzisiaj. (...) Dokonaliśmy operacji, która się nazywa przeniesienie kredytu. Mieszkanie spłacam, płacąc raty hipoteczne w wysokości około 2 tys. zł miesięcznie - dodał.

Tusk: Miałem poczucie, że jestem w OLT trochę niepotrzebny

Brejza pytał także o treść maila, którego Michał Tusk wysłał 3 lipca 2012 roku do dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego o treści: "Wielka prośba o przekazanie tam, gdzie trzeba przed urlopem. W załączniku umowa. Z umową spokojnie przygotuję odpowiednie zmiany ws. pracy".

Gdyby pan otrzymał to mityczne ostrzeżenie, wysyłałby pan taką wiadomość, czy też wymyśliłby pan pretekst, by jak najszybciej zerwać współpracę z OLT? - pytał świadka poseł Platformy.

Tusk odpowiedział, że były różne przyczyny, które złożyły się na jego chęć rozwiązania współpracy z OLT Express. Zresztą, jak państwo widzą w tych mailach, to też wszystko było rozłożone w czasie, to nie były jakieś nagłe działania z mojej strony - mówił Tusk.

Prawda jest taka, że tak od połowy czerwca analizy, które wykonywałem dla OLT Express, trudno mi było doprosić się o jakiś komentarz. Rzeczywiście Frankowski był mniej dostępny. Innymi słowy miałem po prostu poczucie, że trochę już jestem niepotrzebny - powiedział świadek.

Jak podkreślił, chciał "dla pewnej czystości sprawy tę umowę zmienić w taki sposób, żeby (...) rzeczywiście to była umowa ramowa, na podstawie której wystawia się faktury za konkretne usługi". Czyli na przykład jeśli nie robię nic pół roku to nie wystawiam im faktur, żeby potem nie było dla mnie zarzutu, że biorę pieniądze za nic nierobienie - podkreślił Tusk.

Druga rzecz to oczywiście to, co mówiłem - były te informacje pojawiające się gdzieś w internecie dotyczące tego, że OLT nie płaci itd. To wszystko razem złożyło się na decyzję, która trochę się kształtowała u mnie, jakby w środku, żeby tę umowę rozluźnić - dodał.

Tusk był też pytany o dane MIDT (Market Information Data Transfer - jest to baza danych na podstawie których prognozuje się zapotrzebowanie na kierunki lotnicze). Jak wyjaśniał są to dane ogólnodostępne, które może zamówić m.in. lotnisko, linia lotnicza, czy "ktoś kto ma taki kaprys".

Na pytanie, czy stanowią one tajemnicę przedsiębiorstwa, odparł: Trudno mi odpowiedzieć, bo (...) nie ja decyduję, co jest tajemnicą przedsiębiorstwa. Dla mnie jest rzeczą oczywistą, że te dane miałem po to, żeby wykorzystywać je do prezentacji materiałów dla przewoźników i do tego tylko i wyłącznie je wykorzystywałem.

Brejza pytał Tuska, czy udostępniając dane MIDT podczas prezentacji opracowanej dla kilkunastu przewoźników na potrzeby połączeń Gdańsk-Praga, popełnił jakiekolwiek przestępstwo. Nie. Wykonywałem obowiązki swoje służbowe w ten sposób - podkreślił. Dopytywany, czy miał zgodę przełożonych na udostępnienie tych danych, odparł: To było wręcz moje zadanie, więc to były polecenia służbowe, żebym udostępniał te dane w różnej formie.

Na pytanie, czy w jakikolwiek sposób działał na szkodę portu lotniczego w Gdańsku, Tusk zapewnił, że nigdy tego nie robił. Zapytany, czy ukrywał w porcie swoją pracę na rzecz OLT, wskazał: W porcie pracuje ponad 200 osób. Najbliższe moje otoczenie wiedziało o tym.

Brejza pytał również świadka o słowa wicepremiera Jarosława Gowina, który - jak przytaczał poseł PO - ocenił, że "część biznesu" mogła chcieć obalenia ówczesnego premiera Donalda Tuska i że m.in. w tym kontekście zatrudniono jego syna w OLT Express. Natura mojego zatrudnienia była moją inicjatywą, więc nie wydaje mi się, żeby stały za nią jakieś inne siły - odpowiedział Tusk.

Tusk rozmawiał z ojcem tydzień po wybuchu afery ws. Amber Gold

Tomasz Rzymkowski z Kukiz’15 pytał świadka, czy ówczesny premier Donald Tusk informował go o niepokojących sygnałach, które do niego wpływają ws. Amber Gold i OLT.

Myśmy nigdy nie rozmawiali o żadnych sygnałach, które do ojca dochodziły. Myśmy rozmawiali o mojej pracy i mojej reputacji - odpowiedział Michał Tusk.

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała z kolei o to, kiedy ojciec poinformował go, że Amber Gold to potężna piramida finansowa. Nie było takiej rozmowy między nami - odparł, dodając, że dowiedział się o tym dopiero po wybuchu afery.

Jakiś może tydzień po wybuchu afery pojechałem z żoną do Warszawy i rozmawiałem wtedy z ojcem i rzeczywiście to była bardzo trudna rozmowa dla mnie - dodał.

"Ocena polityczna" Donalda Tuska

W trakcie przesłuchania szefowa komisji Małgorzata Wassermann zapytała świadka o jeden z wywiadów, którego udzielił po wybuchu afery Amber Gold. Czy to jest autoryzowany przez pana tekst w tym wywiadzie z panem Latkowskim, Majewskim, w którym pan mówi, że tata obiecał panu, że nie będzie komisji śledczej? - pytała.

Michał Tusk powiedział, że ten artykuł nie był przez niego autoryzowany. A czy było tak, że tata panu obiecał, że nie będzie komisji? - dopytywała Wassermann.

Jeśli tak było, to było to powiedziane na zasadzie: nie martw się, komisji śledczej z tego raczej nie będzie. To nie była więc obietnica jego działań, tylko raczej jego ocena sytuacji politycznej - odparł Tusk.

Jak ma się większość, to takie obietnice można składać - skwitowała szefowa komisji.

"Współpraca z OLT, to doświadczenie, momentami bolesne"

Jeśli mam oceniać swoje zachowanie, to jest doświadczenie życiowe. (...) Wszystkie te negatywne reperkusje, które spotykają mnie po tej sprawie, one nie są wynikiem moich działań, bo inna osoba, anonimowa wykonując te działania, w żaden sposób nie byłaby w zainteresowaniu służb, prokuratury, czy wysokiej komisji - podkreślił Tusk. I dodał: "jestem tu tylko dlatego, bo mam nazwisko takie, a nie inne".

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann podkreślił, że powie świadkowi "dlaczego się tu znalazł". Znalazł się tu pan dlatego, że nie potrafi pan przez osiem godzin powiedzieć, co pan robił dla tej firmy i nie ma śladu w dokumentach pana działalności. (...) Ta firma urosła do takich rozmiarów i żadna instytucja w Polsce nie była w stanie wejść i sprawdzić, czym ona się zajmuje - zaznaczyła posłanka.

Z całym szacunkiem, ale nie ma śladów pana pracy. Są maile, z których tylko wynika, że pan rozpaczliwie śle tam prośby i swoje pomysły, a oni odpisują panu: dziękuję. Nie ma żadnego zapotrzebowania, nie ma ani jednego maila, w którym zlecają panu konkretną pracę - zauważyła szefowa komisji.

Pełnomocnik świadka mec. Roman Giertych zawnioskował, żeby oświadczenie przewodniczącej zostało wyłączone z protokołu jako pytanie. To jest tak naprawdę glosa do wypowiedzi świadka, która najlepiej, gdyby znalazła się we wspomnieniach - powiedział.

Już panu powiedzieli posłowie, że pan bardzo tęskni za tym, aby znaleźć się na pierwszych stronach, ale to naprawdę nie dzisiaj - odpowiedziała Giertychowi Wassermann.

(j., az)