Pokrzywdzeni w głośnej sprawie Amber Gold są oburzeni przebiegiem rozpraw w procesie Marcina i Katarzyny P. Byłych pracowników spółki, którzy zeznawali dziś przed gdańskim sądem bulwersuje fakt, że zeznania oskarżonych i świadków są utajnione, zwłaszcza, iż jawność rozprawy nie została wyłączona. „To jest paradoks, przecież każdy ma prawo tutaj wejść” – mówią. Sąd planuje ponadto zmienić zaplanowany harmonogram przesłuchań.

Zeznania jednego ze świadków przed gdańskim sądem /Adam Warżawa /PAP

Po zakończeniu kolejnej, czyli czwartej już rozprawy dotyczącej głośnej afery finansowej Amber Gold, sąd doszedł do wniosku, że przesłuchania trwają zbyt długo. Jan informuje reporter RMF FM Kuba Kaługa, pracownicy sądu mają dzwonić do niektórych z wezwanych już świadków i umawiać się z nimi na nowe terminy rozpraw.

Pokrzywdzeni przez Amber Gold są ponadto oburzeni przebiegiem rozpraw. Utajnione jest bowiem to, co mówią i oskarżeni, i kolejni świadkowie. Sama jawność nie jest wyłączona, ale i dziennikarze, i publiczność nie mogą zdradzić tego, o czym mówi się na sali sądowej. To jest paradoks, przecież każdy ma prawo tutaj wejść - mówi jeden z pokrzywdzonych przez Amber Gold.

Skrajne interpretacje sędziów i adwokatów w sprawie czasu obowiązywania zakazu upubliczniania zeznań świadków, mówią nawet o momencie publikacji prawomocnego wyroku. Pokrzywdzonych bulwersuje też fakt, że na rozprawy nie przychodzą oskarżyciele posiłkowi. Jak mówią, nikt przez to w imieniu pokrzywdzonych nie może zadać pytań Marcinowi i Katarzynie P. - donosi reporter RMF FM.

Marcin P. i Katarzyna P. są oskarżeni między innymi o oszustwo na kwotę ponad 850 mln, nielegalne prowadzenie działalności parabankowej i pranie pieniędzy, które wyłudzili od blisko 19 tysięcy klientów. Według śledczych, tylko około 10 milionów złotych zostało rzeczywiście zainwestowane w złoto. A właśnie w złoto i inne kruszce inwestować miała Amber Gold. Spółka kusiła klientów ponadprzeciętnym oprocentowaniem inwestycji. W 2012 r. upadła nie wypłacając im ich pieniędzy i odsetek od nich. Parze grozi do 15 lat więzienia.

(dp)