"Bardzo dobre, mocne wystąpienie" - tak na gorąco ocenił przemówienie Baracka Obamy na placu Zamkowym w Warszawie były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal. Jego zdaniem prezydent USA powiedział dokładnie to, czego nie mają odwagi mówić przywódcy europejscy. Chodzi między innymi o słowa poświęcone kryzysowi ukraińskiemu. "Nasze wolne narody będą stały ramię w ramię, aby dalsze rosyjskie prowokacje oznaczały wyłącznie więcej izolacji i kosztów dla Rosji" - zapewnił Obama.

4 czerwca, dokładnie 25 lat od wyborów z 1989 roku na pl. Zamkowym odbyły się główne uroczystości z udziałem delegacji z niemal 50 państw. Przemawiali prezydenci Polski i USA. O godz. 15 zbierze się Zgromadzenie Narodowe. Wybory 4 czerwca 1989 roku były częściowo wolne i zakończyły się... czytaj więcej

Według Pawła Kowala, Obama wygłosił dziś jedno z najlepszych wystąpień amerykańskich przywódców w Polsce. Były wiceminister spraw zagranicznych zwrócił uwagę, że prezydent USA nie tylko przypomniał, iż wolny świat nie akceptuje aneksji Krymu - o czym Europa już nie wspomina. Wymienił także inne kraje, które mogą się dziś czuć zagrożone przez Rosję - np. Mołdawię i Gruzję - oraz zadeklarował ich wspieranie.

To się musi nie podobać w Moskwie, dlatego że jest wyznaczona nowa granica i że nie jest w tym miejscu, gdzie chciałby Putin. Tylko przekaz jest taki: jeśli ktoś chce wolności, my tradycyjnie będziemy to wspierali jak dotychczas. Czy to się zdarzy w praktyce, to inna sprawa. Ale sygnały wysłane dziś z Warszawy, sytuują ją bardzo mocno na dyplomatycznej mapie Europy i świata w tych dniach - podkreśla Kowal.

Cały wywiad z Pawłem Kowalem przeczytacie tutaj!
Barack Obama swoim przemówieniem kupił też serca innych uczestników uroczystości z okazji 25 rocznicy częściowo wolnych wyborów. "Świetne, mocne, godne lidera wolnego świata" - komentowali zgromadzeni w rozmowach z naszym reporterem Mariuszem Piekarskim. 

Szczególnie utkwiło im w pamięci to, iż Barack Obama docenił przemiany w Polsce. Podobało się, że podkreślił, iż upadek komunizmu zaczął się właśnie w Polsce, że bez "iskry" z naszego kraju nie upadłby mur berliński i imperium sowieckie.

Wiele osób wyrażało też podziw za jasne potwierdzenie bezpieczeństwa Polski, i za twarde słowa, że kraje takie jak Ukraina, Gruzja i Mołdawia mają prawo do suwerenności i nikt nie może dyktować im imperialnych warunków. Od Ukraińców - licznie zebranych na Placu Zamkowych - można było usłyszeć wdzięczność za słowa, że wolny świat nie może zaakceptować aneksji Krymu.